ORLEN chce, żeby local content w projektach morskiej energetyki wiatrowej realizowanych do 2040 r. (tzw. drugiej fazie) wyniósł co najmniej 45 proc. To dwukrotnie więcej niż w przypadku projektu Baltic Power. Pomóc mają webinary, które zaczynają się 28 lutego.
Polski rząd zakłada, że w 2030 r. moc morskich elektrowni wiatrowych wyniesie 5,9 GW, a w 2040 r. – 17,9 GW. Według Janusza Gajowieckiego, prezesa Polskiego Stowarzyszenia Energetyki Wiatrowej, „kampania inwestycyjna w morskie farmy wiatrowe nie jest porównywalna z żadnym innym przedsięwzięciem rozwojowym we współczesnej Polsce. Mówimy o 300 mld zł w perspektywie roku 2040”. Tylko część z tych pieniędzy trafia jednak do polskich dostawców. W piątek 28 lutego ORLEN Neptun rozpoczyna serię webinarów, dzięki którym udział polskich firm ma być większy.
O łańcuchu dostaw i przyszłości terminala instalacyjnego w Świnoujściu rozmawiamy z Januszem Bilem, Prezesem ORLEN Neptun oraz Joanną Rybicką-Gornowicz, Kierownik ds. łańcucha dostaw spółki.
Joanna Rybicka-Gornowicz: "Przeszkodę może stanowić brak wiedzy i gotowości do wdrażania oraz raportowania wskaźników ESG"
Joanna Rybicka-Gornowicz: Chcemy, żeby poziom local content dla projektów Grupy ORLEN realizowanych w tzw. drugiej fazie, czyli perspektywie 2040 roku wyniósł co najmniej 45 proc. To ambitny plan, ale przy odpowiedniej współpracy zainteresowanych stron możliwy do zrealizowania. Bogatsi o wnioski z projektu I fazy, Baltic Power, gdzie ten wskaźnik, co wiemy już dziś, wyniesie minimum 21 proc., chcemy w jeszcze większym stopniu zaangażować polskich dostawców.
Jednak gdy rozmawiamy z firmami o barierach wejścia do sektora morskiej energetyki wiatrowej często okazuje się, że nie są one świadome tego, jak wygląda nasz proces zakupowy - chociażby tego, że konieczne jest zarejestrowanie się na specjalnej platformie. Przez to nie trafiają do naszego łańcucha dostaw.
Joanna Rybicka-Gornowicz: Dokładnie tak. Zależy nam, aby do łańcucha dostaw naszych projektów włączyć możliwie największą liczbę doświadczonych przedsiębiorstw, które oferują usługi na najwyższym poziomie – zarówno dużych graczy, jak i lokalne firmy z całej Polski. Takie spotkania online to wygodny format dla przedsiębiorców z całego kraju. Chcemy wesprzeć ich poprzez dostarczenie wiedzy umożliwiającej skuteczny udział w postępowaniach zakupowych spółki ORLEN Neptun.
Joanna Rybicka-Gornowicz: Morska energetyka wiatrowa to bardzo szerokie zagadnienie i co ważniejsze nadal w zasadzie nowe dla naszego przemysłu i biznesu. Polscy dostawcy nie działają też we wszystkich jego obszarach. Przykładowo, nie ma ich wśród dostawców fundamentów, producentów turbin czy też firm zajmujących się morskimi pracami instalacyjnym. Dlatego wiemy, że w tych obszarach nie znajdziemy głównych wykonawców, czyli tzw. Tier 1. Ale nawet jeśli nie ma ich na poziomie Tier 1, to nadal mówimy o całym łańcuchu dostaw, gdzie polskie firmy mogą zostać poddostawcami na poziomie Tier 2 czy 3. Bycie podwykonawcą to dobry i ważny krok do zdobycia realnego i udokumentowanego doświadczenia.
Dobrym przykładem jest tu pierwszy projekt realizowany przez Orlen i Northland Power. Polskie firmy, które zdecydowały się na współpracę z bardziej doświadczonymi firmami w konsorcjach zaangażowane są na poziomie głównych dostawców. Stalowe konstrukcje morskich stacji elektroenergetycznych, które powstały w Gdańsku i Gdyni są za to dobrym przykładem wykorzystania swojego doświadczenia do dostarczania prac na poziomie Tier 2. W Polsce powstają też elementy i świadczone są usługi na poziomach Tier 2 i 3, które łącznie składają się cały łańcuch dostaw.
Joanna Rybicka-Gornowicz: W naszej ocenie przeszkodę może raczej stanowić brak wiedzy i gotowości do wdrażania oraz raportowania wskaźników ESG, co z kolei może utrudniać pozyskiwanie niektórych informacji i tym samym kooperację. W Grupie ORLEN i samym ORLEN Neptun mamy zespoły, które odpowiadają za raportowanie ESG, więc na pewno nie będziemy w tym zakresie mieć tylko oczekiwań, ale i aktywnie współpracować.
Zobacz również:
Janusz Bil: "Terminali instalacyjnych jest na Bałtyku za mało"
Janusz Bil: Terminal osiągnie gotowość operacyjną w połowie 2025 roku. Będzie wykorzystany przy realizacji projektów drugiej fazy rozwoju morskiej energetyki wiatrowej realizowanych przez ORLEN. Grupa uzyskała pozwolenia lokalizacyjne na projekty o mocy ponad 5 GW. Oprócz tego, będziemy udostępniać terminal na potrzeby innych projektów w tej części Bałtyku, również projektów I fazy w zależności od zainteresowania klientów. Jesteśmy też otwarci na współpracę z partnerami zagranicznymi. Patrząc na horyzont planowanych projektów widać, że terminal ma duży potencjał.
Janusz Bil: Z jednego i drugiego. Terminali instalacyjnych jest na Bałtyku za mało, a lokalizacja Świnoujścia jest korzystna. Do tego parametry terminala są wyjątkowe, dopuszczalne obciążenie nabrzeża sięga 50 ton na mkw. W najbliższych latach nie będzie wielu portów instalacyjnych w tym regionie, które mogłyby obsłużyć projekty z wykorzystaniem turbin o mocy ok 15 MW i wyżej.
Janusz Bil: Rzeczywiście, parę lat temu były duże nadzieje i optymizm związane z morską energetyką wiatrową, a koszty technologii spadały. Później nadeszła jednak pandemia, kolejno wojna w Ukrainie, a offshore przeżywał trudne chwile. Wydaje mi się, że teraz mimo wszystko następuje pewne ocieplenie nastrojów.
Oczywiście, na jednym biegunie mamy Stany Zjednoczone, gdzie prezydent Donald Trump wstrzymał wydawanie nowych koncesji dla morskiej energetyki wiatrowej. Z drugiej strony, premier Wielkiej Brytanii zadeklarował stworzenie Great British Energy, czyli nowej państwowej spółki, która będzie inwestować między innymi w morską energetykę wiatrową. Wielka Brytania jest już liderem, a planuje dalej wspierać ten sektor. Szwecja wycofała się z części projektów realizowanych w południowej części kraju, tłumacząc to bezpieczeństwem. Projekty na północy kraju będą jednak nadal przez nią realizowane. Zatem sygnały jak te płynące ze Szwecji czy Danii to nadal sygnały, ale nie kompletna zmiana wektora i rezygnacja z rozwoju morskiej energetyki wiatrowej.
Zobacz również:
Janusz Bil: To duża niewiadoma, bo rozmawiamy o nowych zagadnieniach. Nie wiadomo jeszcze, jak będą one wpływać na harmonogram.
Mamy jednak do czynienia z krzywą uczenia. Gdy zrealizujemy jeden projekt, to drugi możemy wykonać szybciej dzięki ustaleniu lepszej sekwencji i działaniu w bardziej skoordynowany sposób. Dołożenie nowych elementów związanych z bezpieczeństwem nie powinno więc znacząco wpływać na rozwój tych projektów.
JB: W tym roku w terminalu w Świnoujściu zatrudnimy do 20 osób, które będą stanowiły nasz stały personel. Biorąc pod uwagę model operacyjny funkcjonowania portu, w trakcie prac instalacyjnych ta liczba może wzrosnąć dwukrotnie.