Na ostatniej prostej przed planowanym wygaszeniem jedynego działającego reaktora jądrowego władze Republiki Chińskiej deklarują otwartość na atom.
Od początku tygodnia jedyny reaktor jądrowy na wyspie – Maanshan 2 – jest wyłączony w związku z załadunkiem paliwa i cyklicznymi pracami utrzymaniowymi. Przerwa w pracy potrwa jeszcze przez ponad miesiąc, ale główna spółka energetyczna kraju, Taipower, triumfalnie ogłosiła już, że nie ma mowy o zagrożeniu dla ciągłości dostaw. Koncern poinformował, że potrzeby kraju są zaspokajane przez bezemisyjną energetykę odnawialną i „niskoemisyjny gaz”. Szczególnie akcentowano rolę odgrywaną przez źródła wiatrowe, które w pierwszych dobach po zatrzymaniu reaktora jądrowego miały generować ponaddwukrotnie więcej energii niż maksymalny potencjał tej jednostki.
System działa „na styk”
W praktyce sytuacja energetyczna Tajwanu różowa wcale nie jest. Miks jest dopięty „na styk”. Rezerwy mocy, które mogą zostać uruchomione w razie potrzeby, utrzymuje się jak dotąd ponad pułapem 10 proc. w ciągu dnia i 7 proc. w godzinach nocnych, ale wartości te uznawane są za minimum z punktu widzenia bezpieczeństwa systemu i jego narażenia na niedobory sił wytwórczych, które mogłyby dać o sobie znać np. w przypadku nieoczekiwanych awarii lub nagłego skoku zapotrzebowania na prąd.
Załóż konto lub zaloguj się
i zyskaj dostęp na 14 dni za darmo.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.