Ustawa z 20 maja 2016 r. o inwestycjach w zakresie elektrowni wiatrowych (Dz.U. poz. 961) spędza sen z powiek właścicielom tego typu instalacji. Państwo polskie postanowiło uregulować dotychczasową wolnoamerykankę w stawianiu farm wiatrowych. Trochę z opóźnieniem, bo takie mniejsze czy większe elektrownie funkcjonują już w ponad 1000 miejscach w całej Polsce.
dr Maciej J. Nowak radca prawny / Dziennik Gazeta Prawna
Teraz analizując restrykcyjne regulacje, można stwierdzić jedno: czas eldorado minął: po 16 lipca, kiedy wejdą one w życie, posadowienie czy to całej farmy, czy po prostu jednego wiatraka będzie znacznie trudniejsze niż do tej pory. Ustawa mówi inwestorowi tak: chcesz wybudować wiatrak o mocy powyżej 40 kW – najpierw znajdź teren, który jest położony od zabudowy mieszkaniowej (uwaga: liczy się nawet jeden dom!) w odległości nie mniejszej niż dziesięciokrotność wysokości planowanej konstrukcji. Znalazłeś? To teraz dodatkowa trudność: ten teren musi znajdować się w analogicznej odległości od terenów chronionych przyrodniczo!
Reklama
Koniec ze stawianiem farm wiatrowych bez planów zagospodarowania przestrzennego. Budowę istniejących będzie można dokończyć – ale tylko pod warunkiem, że inwestor zdąży z uzyskaniem pozwolenia na użytkowanie w ciągu trzech lat od uzyskania pozwolenia na budowę. Co więcej, nie będzie można wiatraka wybudować - nawet jeśli zezwalał na to dotychczasowy plan miejscowy – jeśli planowany obiekt nie będzie spełniał wymogów zachowania minimalnych odległości od zabudowy mieszkalnej czy terenów przyrodniczo chronionych.
Właściciele elektrowni wiatrowych już dziś liczą straty. Cóż z tego, że prawo nie nakaże im teraz rozbierać istniejących wiatraków stojących w nieprzepisowych odległościach, skoro i tak mogą być one już nieopłacalne – twierdzą. Nierzadko wznosili wiatraki, licząc, że z czasem posadowią obok nich kolejne. Teraz ich plany biorą w łeb, bo znalezienie lokalizacji spełniającej wymogi nie będzie już takie łatwe, jak do tej pory, kiedy żadne specjalne ograniczenia nie obowiązywały i każdy inwestor mógł łatwo doprowadzić do wprowadzenia odpowiednich zapisów w planach zagospodarowania przestrzennego gminy dotyczących lokalizacji tego typu inwestycji.

Reklama
Jednak ustawa zadaje cios nie tylko inwestorom farm wiatrowych. Rykoszetem trafieni zostaną także niektórzy przedsiębiorcy, np. deweloperzy zamierzający budować domy czy inwestorzy planujący prowadzenie działalności agroturystycznej w sąsiedztwie już istniejących tego typu elektrowni. A to dlatego, że wprowadzona przez ustawę minimalna obowiązkowa odległość, jaką należy zachować, planując budowę obiektu mieszkalnego lub łączącego funkcję mieszkalną np. z usługową – działa w obie strony! A te odległości w praktyce są niebagatelne Jeżeli wiatrak ma wysokość ok. 150 m, to zabudowy mieszkalnej bądź z funkcją mieszkalną już wkrótce nie będzie można sytuować od nich bliżej niż 1,5 km! A przecież najwyższe wiatraki mają ok. 210 m!
Na łamach FiP sygnalizowaliśmy to zagrożenie – twierdząc, że może to utrudnić działalność np. deweloperom czy drobnym przedsiębiorcom, którzy chcą budować w niewielkiej odległości od wiatraków.
Na szczęście jednak – m.in. po naszych alarmistycznych tekstach – Sejm poszedł mieszkaniówce na rękę. Dzięki wprowadzonym poprawkom możliwe będzie przez pewien czas wznoszenie nowej zabudowy mieszkaniowej w sąsiedztwie już istniejących wiatraków, bez konieczności zachowania półtorakilometrowej odległości.
Nie jest jednak wykluczone, że i w okresie późniejszym da się przeprowadzić w określonych warunkach pewne inwestycje. Już dziś eksperci doszukują się w ustawie luk i nieścisłości. Przykładowo: jak wynika z analizy naszego eksperta – nieprecyzyjnie użyte określenie „nadbudowa” może być wytrychem dla tych przedsiębiorców, którzy planują np. znaczące powiększenie istniejącego obiektu.