W kwietniu tego roku brytyjski rząd ogłosił nową strategię energetyczną, mającą na celu maksymalne uniezależnienie się od eksportu - co po rosyjskiej napaści na Ukrainę stało się jeszcze istotniejsze. Strategia zakłada, że do 2050 r. jedna czwarta używanej w kraju energii będzie pochodziła z elektrowni atomowych. Aby było to możliwe, konieczna jest budowa nowych reaktorów, które zastąpią te wycofywane z użytku, a takich jest większość, bo przez ostatnie 27 lat nie powstał ani jeden. Elektrownia Sizewell C z dwoma reaktorami, która ma powstać w hrabstwie Suffolk na wschodnim wybrzeżu Anglii, jest kluczowym elementem tej strategii - obok powstającego już w południowo-zachodniej Anglii bliźniaczego projektu Hinkley Point C.

W lipcu brytyjski rząd dał zielone światło na realizację Sizewell C, ale wciąż otwartą sprawą jest sfinansowanie tego projektu, którego koszty są szacowane przez jej wykonawcę, francuską firmę EDF na 20 mld funtów. EDF i brytyjski rząd planują objąć po 20 proc. udziałów w projekcie. Wprawdzie decyzja czy projekt faktycznie ruszy będzie należała do nowego premiera, który przejmie stanowisko od Johnsona we wtorek, ale ogłaszając zamiar zainwestowania przez rząd wspomnianych 700 mln funtów, ustępujący szef rządu chciał zapewnić jego kontynuację.

Reklama

Według planów Sizewell C ma wytwarzać 3,2 gigawata energii, co zapewni jej dostawy do sześciu milionów gospodarstw domowych. Okres eksploatacji elektrowni ma wynosić 60 lat, a do użytku oddana zostanie najwcześniej na początku przyszłej dekady.

Bartłomiej Niedziński (PAP)