Rządy PiS cechuje legislacyjna i budżetowa patologia. „Dodatek węglowy” ma być wypłacany nie z budżetu, lecz z Funduszu Przeciwdziałania COVID-19, którego operatorem jest BGK. Mamy więc do czynienia nie tylko z wyprowadzaniem kolejnych wydatków poza budżet państwa, ale też z realizowaniem ich przez fundusz, który nie został do tego celu powołany - ocenia Marcin Zieliński, ekonomista Fundacji FOR.
W warunkach galopującej inflacji rząd tworzy kolejny impuls inflacyjny – „dodatek węglowy”, którego wypłata ma kosztować nawet 11,5 mld zł.
Po raz kolejny państwo ma przyznać wsparcie niezależnie od sytuacji materialnej beneficjenta. 3000 zł może dostać każde gospodarstwo domowe bez względu na dochody, jeśli tylko jego głównym źródłem ogrzewania jest „kocioł na paliwo stałe, kominek, koza, ogrzewacz powietrza, trzon kuchenny, piecokuchnia, kuchnia węglowa lub piec kaflowy na paliwo stałe”.
Tak samo jest w przypadku niedawno wprowadzonych „wakacji kredytowych”, z których może skorzystać każdy kredytobiorca niezależnie od tego, czy ma problem z regulowaniem wyższych rat, czy nie (a przypomnijmy, że dla wielu kredytobiorców nawet po ostatnich podwyżkach stóp, rata nie jest większym obciążeniem dla domowego budżetu, niż była w chwili zaciągania kredytu).
Projekt „dodatku węglowego” rząd przedstawił w reakcji na fiasko, jakim okazał się nie mniej absurdalny pomysł ceny maksymalnej węgla w powiązaniu z dopłatami dla sprzedawców. Tamten pomysł nie wypalił, ale nie z powodu braku woli współpracy ze strony składów węgla, jak z oburzeniem grzmiał Mateusz Morawiecki. Powód był o wiele prostszy: cena maksymalna powiększona o dopłatę dawała sprzedawcom mniej więcej kwotę, jaką netto musieli zapłacić za węgiel w porcie. A do tego trzeba doliczyć koszty transportu, marżę i VAT. Co więcej, na pieniądze od rządu sprzedawcy musieliby poczekać kilka miesięcy – kiedy z każdym miesiącem złoty traci mocno na wartości. Wszystko to sprawiało, że sprzedawcy, którzy wykazaliby „wolę współpracę”, musieliby do interesu dopłacać.
Sam „dodatek węglowy” ma być wypłacany nie z budżetu, lecz z Funduszu Przeciwdziałania COVID-19, którego operatorem jest Bank Gospodarstwa Krajowego.
W jaki sposób dotacje dla gospodarstw domowych, które używają węgla do ogrzewania, będą przeciwdziałać COVID-19? Przecież państwo nie wprowadza dopłat do węgla leczniczego, aczkolwiek trzeba też pamiętać, że ten – wbrew poradom, jakie można czasem znaleźć w internecie – wcale w leczeniu choroby koronawirusowej nie pomaga, chyba że towarzyszy jej biegunka.
Przypomina się tutaj chociażby historia Funduszu Reprywatyzacji, powołanego przeszło 20 lat temu z przeznaczeniem na zaspokojenie roszczeń byłych właścicieli mienia przejętego przez Skarb Państwa.
Co więcej, ustawa o dodatku węglowym wprowadza przy okazji przepis, że w 2022 roku Choć w ostatnich latach NBP próbuje wywołać u opinii publicznej wrażenie, że jego zysk jest „wypracowywany” w podobny sposób jak w przedsiębiorstwach. Tymczasem wynika on przede wszystkim z osłabiania się złotego względem walut, które NBP utrzymuje jako rezerwy dewizowe. Czyli kiedy złoty słabnie, państwo otrzymuje dodatkowe pieniądze na swoje wydatki.
W końcu, niech za podsumowanie tej legislacyjnej patologii posłuży to, że w ustawie znalazły się też zmiany przepisów dotyczących systemu ochrony banków komercyjnych, zapowiadane przez Morawieckiego w kwietniu br. W czerwcu Komisja Nadzoru Finansowego zatwierdziła projekt umowy i uznała system ochrony banków komercyjnych. Teraz rząd chce zmienić reguły gry, dopuszczając możliwość, by środki z prywatnego systemu ochrony mogły trafić też do instytucji pomostowej utworzonej w ramach przymusowej restrukturyzacji przez Bankowy Fundusz Gwarancyjny.
Według Oceny Skutków Regulacji ustawa o dodatku węglowym ma rozwiązywać problem polegający na tym, że „w 2022 r. na rynku unijnym i krajowym rynku obserwuje się znaczący wzrost cen nośników energii”. W jaki sposób problemowi temu mają zaradzić zmiany regulacji sektora bankowego? Na ten temat projektodawca milczy.
Zmiany przepisów bez związku z rozwiązywanym według deklaracji problemem i wypłata środków realizowana poza budżetem, w dodatku z funduszu powołanego w zupełnie innym celu. Po raz kolejny otrzymaliśmy w jednej ustawie szwarc, mydło i powidło, za co jednak przyjdzie słono zapłacić. Mimo że ceny rosną zauważalnie z miesiąca na miesiąc, rząd po raz kolejny będzie gasić inflacyjny pożar wydatkową benzyną.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu