Jak mówił prof. Ludwik Pieńkowski, profesor AGH, ekspert KGHM, elektrownia jądrowa pracuje ok. 60 lat, a buduje się ją ok. 10 lat. Prowadzone są prace, żeby przedłużyć pracę elektrowni jądrowych. Zaznaczył przy tym, że w naszym euroatlantyckim obszarze nie widać wielu zamówień z tego zakresu. – Są pojedyncze przedsięwzięcia, które trochę się ślimaczą, niektóre są porzucane, np. w USA. To nie jest lekki i łatwy biznes – wskazał. Jego zdaniem w perspektywie 15–20 lat sytuacja będzie podobna jak obecnie. – W bazowym scenariuszu w skali globalnej widzę równowagę – ani nie będzie wielkiego rozkwitu, ani wielkiego „zwijania” – ocenił.

Projekty duże, mniejsze

Polski program jądrowy zakłada zamówienie sześciu reaktorów, kolejnych kilka ma być zamówionych w innych krajach naszego regionu – Czechach, Rumunii. – W sumie mówimy więc o 10. Historycznie duże programy – na 40 reaktorów we Francji na przełomie lat 70. i 80. – odnosiły sukces, a małe kończą się porażką – we Flamanville jednego reaktora przez 15 lat nie potrafią zbudować. Małego programu nie da się zoptymalizować – to jest podstawowy problem – podkreślał profesor Pieńkowski. – Czy 10 reaktorów to na tyle dużo, że uda się przeprowadzić te inwestycje, czy też nie – to wyzwanie, przed którym stoimy – wskazał, dodając, że „duży program to duży sukces, mały program to duże kłopoty”. Największą przeszkodą, jak tłumaczył, są koszty i długi czas budowy – to najbardziej hamuje rozwój energetyki jądrowej. Na to nakładają się opory społeczne, choć obecnie są one dużo mniejsze. Kolejny problem to kadry. – Dziś kadry u nas wykształcone uciekają z Polski – zaznaczył.
Reklama
Profesor Pieńkowski podkreślił, że z udziałem KGHM zainicjowano najbardziej dojrzały – technologicznie, biznesowo i regulacyjnie – program jądrowy w Polsce. Zakłada on budowę małego reaktora lekkowodnego o mocy 460 MW, który ma wystartować w 2029 r.
Jarosław Dybowski – dyrektor wykonawczy ds. energetyki PKN ORLEN – też mówił o projekcie budowy SMR, który Orlen prowadzi wspólnie z Synthosem. Jak wskazywał, PKN Orlen nie ma możliwości finansowych, aby zbudować kilka dużych reaktorów, dlatego koncern zdecydował się na mniejsze w sprawdzonej technologii BWRX o mocy 300 MW. – Zdawaliśmy sobie sprawę, że aby budować koncern multienergetyczny, nie możemy poprzestać na elektrowniach gazowych w Ostrołęce i Grudziądzu oraz offshore. Zrobiliśmy analizę, uznaliśmy, że duża elektrownia jądrowa jest ponad nasze siły. Budowa energetyki jądrowej to dla nas jednak naturalny krok. Liczymy na to, i taką mamy wiedzę od naszych dostawców technologii, że przy budowie modułowej można ograniczyć liczbę problemów, co sprawi, że czas budowy będzie zgodny z harmonogramem – relacjonował.

Reklama
I podkreślał: – Nie mamy czasu, energetyka jądrowa może jako jedyna zastąpić węgiel. To bardzo trudne zadanie, ponieważ musimy robić kilka rzeczy naraz – pracować nad technologią, która w USA jest w trakcie procesu licencjonowania. Chcemy równolegle przeprowadzać ten proces w Polsce, nie chcemy czekać, aż wybudują tamten reaktor. To potężne wyzwanie, ale tak chcemy to robić.

Bezpieczeństwo przede wszystkim

Krzysztof Kurek, dyrektor Narodowego Centrum Badań Jądrowych, wskazywał, że technologia stosowana obecnie w energetyce jądrowej – 3+ – jest dojrzała. Podkreślał też, że wymogi bezpieczeństwa są niezwykle wyśrubowane. – To jest najbezpieczniejsza technologia, jaka istnieje – podkreślił.
Jego zdaniem błędem była rezygnacja z wcześniejszych planów budowy energetyki jądrowej w Polsce. – Gdybyśmy zbudowali Żarnowiec, wymienili radzieckie reaktory na nowsze, co można było zrobić, mielibyśmy dziś elektrownię jądrową, tani prąd i kadry, które wiedzą, jak taką elektrownię obsługiwać i budować tego typu obiekty. Niestety, tak się nie stało – akcentował.
A co ze składowaniem odpadów? – W Szwecji, w której elektrownie jądrowe składają się na połowę miksu energetycznego, elektrownie drugiej generacji pracują już ponad 40 lat i wszystkie odpady radioaktywne mieszczą się w dwóch basenach olimpijskich. Przy obecnej technologii można bezpiecznie przechowywać odpady promieniotwórcze przez kilkaset lat. Trzeba to zrobić w odpowiednim, stabilnym geologicznie miejscu. Trzeba je znaleźć jak najszybciej – stwierdził. – By łatwiej było przekonać do takich inwestycji społeczności lokalne, wprowadziłbym zasadę, że im bliżej elektrowni jądrowej, tym tańszy prąd. To zapobiegnie protestom – proponował dyrektor NCBJ.
Jak mówił, Polska nie ma alternatywy, musi zbudować dwie elektrownie jądrowe. – Trzeba kupić technologię 3+ i jak najszybciej ją wdrożyć. To będzie kosztowało, to będzie trwało. Ale nie mamy wyboru – jeżeli chcemy być niezależni energetycznie, to musimy mieć sektor jądrowy – podkreślał. – Bez elektrowni jądrowej nie da się zrobić rozsądnego miksu energetycznego, odejść od węgla – zaznaczył. Argumentował też, że prąd z atomu jest tani.
Ernest Staroń – naczelnik Wydziału Analiz i Zezwoleń w Departamencie Bezpieczeństwa Jądrowego Państwowej Agencji Atomistyki – wskazywał, że PAA od kilku lat przygotowuje się do budowy elektrowni jądrowej. PAA będzie oceniać wszystkie projekty jądrowe, które będą realizowane w Polsce. Wyjaśnił, że certyfikacja SMR-ów będzie odbywać się analogicznie jak w przypadku dużego reaktora. – Włącznie z lokalizacją, zezwoleniem na budowę, na uruchomienie, na eksploatację i na końcu na zamknięcie elektrowni. Mamy dwa lata na analizy i wydanie decyzji – tłumaczył. Jak mówił, PAA współpracuje z różnymi dozorami jądrowymi na świecie. – Naszym partnerem od wielu lat jest amerykański dozór jądrowy. Staramy się uzyskiwać od nich maksymalnie dużo informacji – wskazywał.

Trzeba szkolić kadry

Przedstawiciel PAA podkreślił, że agencja dostała fundusze na zatrudnienie nowych kadr. Musi jednak kształcić je praktycznie od zera.
O kwestii kształcenia kadr mówił też Marcin Jaskólski, pełnomocnik rektora ds. energetyki jądrowej Politechniki Gdańskiej. Jak poinformował, na PG elementy energetyki jądrowej wykładane są na kierunkach energetyka, elektrotechnika, zielone technologie. Trwają jednak prace nad wznowieniem studium podyplomowego z zakresu energetyki jądrowej. Wcześniej uczelnia prowadziła takie studium w latach 2010–2012. Okazało się – jak przyznał – że reaktywacja nie jest łatwa, ponieważ specjalistów mamy obecnie jeszcze mniej niż 10 lat temu. Według niego gotowe do tego, by nas wspomóc, są instytucje francuskie. Polscy studenci jeżdżą na Zachód na staże, np. studentka PG jedzie do USA na staż organizowany przez Westinghouse. – Kształcenie kadr trwa 15 lat. Jesteśmy więc trochę spóźnieni, jeżeli chodzi o ten proces – przyznał Marcin Jaskólski. On także uważa, że na początku będziemy musieli posiłkować się specjalistami z zagranicy.
– To bardzo poważny problem, jeżeli tego nie zmienimy, to szybko będziemy musieli bardzo dużo płacić zachodnim specjalistom. To bardzo pilne zadanie – mówił Krzysztof Kurek. Postulował też zwiększenie nakładów na NCBJ, aby można było w nim zatrzymać ekspertów.
– Jedną z pierwszych rzeczy, które omawialiśmy z naszymi partnerami z USA, była budowa centrum szkoleniowego w Polsce – zaznaczył przedstawiciel Orlenu. Mówił też w tym kontekście o wysłaniu pracowników na staże do USA czy Kanady.

Ważne regulacje

Przemysław Żydak, członek zarządu Sotis Advisors Sp. z o.o., mówił o kwestiach regulacyjnych oraz o tym, czy próby torpedowania polskiej inwestycji jądrowej mogą być skuteczne.
Według niego niewątpliwie mamy już w Polsce ustanowiony system prawny, który określa to, jak projekt jądrowy powinien być realizowany w kolejnych latach. Złożono już do odpowiednich instytucji raport z oceną oddziaływania na środowisko. Daleko nam jeszcze do pozwolenia na budowę. Można się obawiać skarżenia tej budowy. Próby te – w jego ocenie – nie zablokują tej inwestycji, ale mogą być grą na czas.
– Dobrze zorganizowany projekt, kompletne, zgodne z wymaganiami dokumenty oraz dochowane procedury sprawią, że proces inwestycyjny będzie odporny na próby blokowania. To jest kluczowy element. Zróbmy to dobrze – postulował.
Jarosław Dybowski mówił też o wyzwaniach regulacyjnych – dostosowaniu przepisów np. do tego, że skala oddziaływania na środowisko SMR-u jest mniejsza niż dużej elektrowni.

Zapewnić stałe dostawy prądu

Jako ostatni głos zabrał Piotr Podgórski – dyrektor naczelny ds. transformacji KGHM Polska Miedź. Jak zauważył, KGHM nie jest potentatem w energetyce, lecz w wydobyciu miedzi, złota i srebra, w Polsce, ale też w USA, Kanadzie i Chile.
– Naszym celem w Polsce jest zapewnienie sobie stabilnych i stałych dostaw energii na potrzeby KGHM. Chodzi o cały ciąg technologiczny, który musi mieć zapewniony stały dostęp do energii elektrycznej. Stąd kierunkowa decyzja o współpracy z NuScalem. Mamy sześć modułów, każdy po 77 MW, co w sumie daje 462 MW. Wojna w Ukrainie potwierdziła, że nasza decyzja o budowie SMR była absolutnie słuszna – podkreślił.
Jak dodał, spółka jest w kontakcie z PAA oraz departamentem energetyki jądrowej w Ministerstwie Klimatu i Środowiska.
Drugim elementem strategii energetycznej KGHM, jak mówił, są inwestycje offshorowe na Bałtyku.
SNS
foto: materiały prasowe