Nie tylko odbiorcy energii martwią się o drożejące prąd i gaz. Rosnącymi cenami zaniepokojonych jest coraz więcej krajów, w tym Polska. Obawy mają też inwestorzy, bo energetyczny kryzys może utrudnić gospodarcze odbicie kontynentu po pandemii. Nie jest wykluczone, że problemem tym zajmą się liderzy państw na unijnym szczycie w przyszłym miesiącu.

Tymczasem Międzynarodowa Agencja Energetyczna wezwała niedawno Gazprom, który przesyła Europie znacznie mniejsze ilości gazu niż rok temu, do zwiększenia dostaw. Warszawa uważa, że takie działanie Rosji to forma nacisku na jak najszybszą certyfikację Nord Stream 2.

Widmo kryzysu energetycznego zagląda Europejczykom w oczy. Ostra podwyżka hurtowych cen prądu dotyka niemal całego kontynentu, a cena gazu bije rekordy. Stawka spotowa za błękitne paliwo na giełdzie EEX to ponad 68 euro za 1 MWh, wobec niecałych 40 euro jeszcze w sierpniu. Przyczyny: niedobory związane ze wzrostem popytu, rosnące ceny praw do emisji CO2 oraz ograniczanie dostaw dla Europy przez rosyjski Gazprom.
Reklama
„Energy crunch” to nie tylko popularny teraz hasztag na Twitterze, ale źródło obaw globalnych inwestorów, którzy nie są pewni, czy sytuacja ta nie odbije się czkawką na postpandemicznym odrodzeniu gospodarki Starego Kontynentu. Już teraz przyczynia się do wzrostu inflacji i spadków na europejskich giełdach.
Temat wzrostu cen energii, a zwłaszcza gazu zdominował ostatnie nieformalne spotkanie ministrów energii w Słowenii (22 września). Pierwotnie jego tematem miał być proponowany przez Komisję zaostrzający politykę klimatyczną pakiet legislacyjny Fit for 55. – Rzeczywiście dyskusja o cenach przysłoniła Fit for 55. Wypowiedziała się więcej niż połowa krajów członkowskich – mówi DGP źródło zbliżone do tego spotkania. Wśród krajów zaniepokojonych wzrostem cen energii, oprócz przedstawicieli naszego regionu znalazły się Francja, Irlandia, Hiszpania, Grecja, a nawet Szwecja. Reprezentant tej ostatniej miał powiedzieć, że jeśli koszty będą zbyt duże, to zmniejszy się poparcie dla proponowanej przez Brukselę polityki. Rosnące obawy o koszty społeczne mogą storpedować szczególnie jedną z propozycji Komisji, czyli objęcie handlem emisjami budynków i transportu.

Reklama
Cenami gazu szczególnie zaniepokojona była Hiszpania, która proponowała nawet utworzenie mechanizmu wspólnych zakupów błękitnego paliwa. Irlandia chciała dzielenia się gazem między krajami. Z kolei Grecja proponowała „hedgowanie” wzrostu cen pozwoleń na emisję CO2 na unijnym rynku handlu emisjami. Przedstawiciel Polski podkreślał z kolei, że ograniczanie dostaw do Europy przez Gazprom to świadoma polityka koncernu, który chce wymusić szybszą certyfikację Nord Stream 2, co ma potwierdzać niedawna wypowiedź rzecznika Kremla o tym, że sytuacja poprawi się, gdy ruszy ten gazociąg.
Są jednak eksperci i niektóre kraje członkowskie, jak np. Austria, których zdaniem obecna sytuacja cenowa to szansa na przyspieszenie transformacji i przejścia na OZE oraz zielony wodór. W podobnym tonie 14 września wypowiadał się odpowiedzialny za prace nad Zielonym Ładem w KE Frans Timmermans. Powiedział on europarlamentarzystom, że obecny wzrost cen energii pokazuje, jak ważne jest zmniejszenie zależności Europy od paliw kopalnych.
Jednak według naszych informacji nawet 10 krajów wywiera presję, by temat wzrostu cen energii stanął na unijnym szczycie. Według Bloomberga jest to „kilka krajów”, na czele z Hiszpanią, w tym Rumunia, Włochy i Węgry. Także Polska zabiegała o to, by kwestia cen gazu stanęła na najbliższym posiedzeniu Rady Europejskiej, planowanym na 21–22 października. Minister ds. europejskich Konrad Szymański poinformował DGP, że podniósł tę sprawę na posiedzeniu ministrów spraw UE w miniony wtorek w dyskusji o przygotowaniach do szczytu. – Dla nas to okazja, by rozmawiać o klimacie i źródłach destabilizacji cen gazu – czyli Rosji i reżimie prawa UE dla Nord Stream 2 – podkreślił.
Rosyjski gaz do Europy Zachodniej płynie obecnie przez pierwszą nitkę gazociągu Nord Stream 1 oraz tranzytem przez Ukrainę i Polskę. Z informacji, jakie uzyskaliśmy z Gaz-Systemu, wynika, że jeśli chodzi o przesył polskim odcinkiem gazociągu jamalskiego w kierunku Niemiec, to Gazprom zarezerwował na październik tylko 30 proc. oferowanej przepustowości. To ilość prawie trzy razy mniejsza niż rok temu. Wcześniej rosyjska spółka nie wystartowała ani w aukcji rocznej, ani kwartalnej na nowy rok gazowy, zaczynający się w październiku.
Ilość zakontraktowana w aukcji na październik to 13 521 000 kWh/h, podczas gdy rok temu było to 38 391 203 kWh/h. W przeliczeniu na metry sześcienne tranzyt gazociągiem jamalskim w październiku 2021 r. wynieść może 893 mln m sześc. W całym kończącym się roku gazowym 2020/2021 kontraktacja wynosiła niemal 100 proc. udostępnianej zdolności przesyłowej – wynika z danych polskiego operatora.
Zimą na europejskim rynku może nie być wystarczająco dużo gazu, by zbić jego wysokie ceny. Warszawa uważa, że Rosja specjalnie ogranicza dostawy do Europy przed uruchomieniem kontrowersyjnego gazociągu do Niemiec Nord Stream 2. Ostatnio nawet powściągliwa zazwyczaj Międzynarodowa Agencja Energetyczna (IEA) wezwała Rosję, by ta zwiększyła dostawy gazu do Europy przed zimą.
„Agencja, która doradza światowym rządom w zakresie polityki energetycznej, wypunktowała zasobny w gaz kraj za to, że odmawia zwiększenia eksportu, nawet w obliczu gwałtownego wzrostu popytu, który doprowadził do kolejnych rekordów cenowych. Wydaje się to potwierdzać twierdzenia, że Rosja wstrzymuje dostawy” – napisał kilka dni temu „The Guardian”.
Współpraca Magdalena Cedro