W tym tygodniu Polska Grupa Energetyczna podpisze umowę z Tauronem, Eneą i KGHM w sprawie objęcia przez nich łącznie 30 proc. udziałów w spółce celowej PGE EJ 1, która została powołana do budowy i eksploatacji atomówki – dowiedział się DGP. Inwestor elektrowni jądrowej ma to ogłosić podczas Forum Ekonomicznego w Krynicy. Po ile będzie musiała wyłożyć każda z trzech spółek za pakiet papierów PGE EJ? To na razie tajemnica handlowa.

Rząd zakłada, że budowa pierwszego bloku rozpocznie się w 2019 r., a jego oddanie do eksploatacji zaplanowano na 2024 r. Do 2030 r. ma zostać uruchomiony drugi i ewentualnie trzeci blok.

Lada moment zostanie wykonany kolejny ważny ruch w sprawie atomowej inwestycji. – Rozstrzygnęliśmy przetarg na inżyniera kontraktu. Przygotowujemy się do zawarcia umowy, co powinno nastąpić w ciągu najbliższych tygodni – zdradza Marek Woszczyk, prezes PGE. Inżynier kontraktu to podmiot, który będzie wspierać inwestora np. przy zarządzaniu projektem, wyborze technologii, dostawcy reaktora itd. Zostanie nim brytyjska spółka AMEC Nuclear UK, która zaproponowała najniższą ofertę w wysokości 1,6 mld zł, mimo że PGE było gotowe przeznaczyć na to zlecenie nie więcej niż 1,25 mld zł. Projekt jądrowy – mimo że wpisany do rządowego programu – nie jest jeszcze w 100 proc. przesądzony. Jak się dowiedzieliśmy, w umowie z AMEC zawarta będzie klauzula, że w razie wycofania się przez Polskę z zamiaru budowy PGE wypłaci inżynierowi kontraktu tylko część wynagrodzenia. Jeśli rząd się wycofa już w trakcie przygotowań, inżynier zainkasuje ok. 200 mln zł. Tej informacji inwestor jednak nie potwierdza. PGE przyznaje tylko, że umowa z wybranym wykonawcą podzielona jest na kilka etapów. – Wynagrodzenie będzie wypłacane za zrealizowane usługi – usłyszeliśmy.

Potencjalne lokalizacje dla elektrowni są dziś już tylko trzy – w gminach Choczewo, Gniewino i Krokowa. Wszystkie położone są niedaleko Jeziora Żarnowieckiego. – Trwają zawansowane badania środowiskowe i lokalizacyjne. Spodziewam się, że w 2016 r. będziemy znali docelową lokalizację – zapowiada prezes Woszczyk.

Aktywizują się jednak grupy protestujące przeciwko inwestycji. Wyróżnia się tu Tadeusz Pastusiak, który założył stowarzyszenie „Nie dla atomu w Lubiatowie” w gminie Choczewo. Dla PGE i Ministerstwa Gospodarki tacy przeciwnicy są jak zły sen. Kiedy dwa lata temu energetyczny gigant był sponsorem zawodów wrotkarskich, aktywiści z „Nie dla atomu w Lubiatowie” ustawili niedaleko logo PGE tyranozaura mutanta opatrzonego antyjądrowymi hasłami. Ta sama organizacja rok temu stała za akcją „Atomowy grad”: kiedy Aleksander Grad, ówczesny prezes PGE EJ 1, przyjechał na „tajne” spotkanie z władzami gminy, na powitanie wyszła grupa protestujących z plakatami. – Działamy szybko i elastycznie, dopasowując się do sytuacji. W planach mamy kolejne działania. Ale szczegółów nie ujawnię – ucina Pastusiak.

Protestujący tworzą swoistą koalicję. Na przykład. Andrzej Sławiński z „Nie dla atomu w Krokowej” powiedział nam wczoraj, że szykuje pozew przeciwko polskiemu rządowi. – W Polsce umacnia się lobby nuklearne, a nie ma demokracji energetyki. Na margines spychana jest koncepcja produkcji energii przez prosumentów przy użyciu przydomowych wiatraków albo paneli słonecznych – twierdzi.

Mieszkańcy boją się o swoje bezpieczeństwo – to efekt awarii reaktora w japońskiej Fukushimie. Przewidują spadek wartości nieruchomości, zmniejszenie wpływów z turystyki, mniejszą liczbę gości itd. – Ci, którzy kupili tu działki, ponieśli duże straty. Ceny ziemi spadły z 200 zł do 80 zł za mkw. Jest wiele ofert sprzedaży, ale chętnych brak – ubolewa Tadeusz Pastusiak. Przeciwnicy budowy uprzykrzają życie inwestorowi metodami prawnymi. Przykładowo w WSA w Warszawie zablokowano część odwiertów geologicznych, powołując się na bliskość obszaru Natura 2000 i możliwość obniżenia poziomu wód gruntowych.

PGE z kolei powołuje się na badania opinii publicznej TNS Polska z jesieni 2013 r., według których poparcie dla inwestycji ma wynosić w Gniewinie 74 proc., w Krokowej 58 proc., a w Choczewie – 57 proc. Wyniki kolejnego badania mają zostać ujawnione w przyszłym tygodniu.

Inwestor podkreśla korzyści wynikające z jądrówki. Wylicza, że na placu budowy elektrowni może pracować od 2,5 tys. do 4,5 tys. osób, a w okresie eksploatacji obiektu – kilkaset. Około 70 proc. stanowisk może być obsadzonych lokalnie – po odpowiednim przeszkoleniu. Jest też argument wpływów podatkowych. – Na przykład gmina Kleszczów dzięki kopalni i elektrowni „Bełchatów” uzyskuje wpływy z podatków 33,1 tys. zł na mieszkańca. A średnia dla Polski to 1,27 tys. zł – wylicza PGE. Inwestor twierdzi, że elektrownia jądrowa nie oznacza automatycznie spadku liczby turystów. Wylicza przypadki, że elektrownie są usytuowane w pobliżu popularnych kurortów i niedalekiej odległości od plaż, np. w Vandellos w Hiszpanii.

Budowa naszej może kosztować od 40 do 60 mld zł. Wciąż nie wiadomo, jaki będzie model finansowania, ani jak zapewnić rentowność projektu. W swojej strategii spółka podkreśla, że decyzja inwestycyjna w tej sprawie zależy od tego, czy uda się wypracować model wsparcia, w którym budowa stanie się opłacalna. – Kluczowe dla tej decyzji będzie otoczenie regulacyjno-prawne. Jedną z propozycji bardzo poważnie przez nas rozważanych są kontrakty różnicowe, czyli rozwiązanie wzorowane na brytyjskich. Wspólnie z naszymi przyszłymi partnerami rozwijamy tę koncepcję, starając się zaadaptować ją do warunków polskich – dodaje Marek Woszczyk. Kontrakty różnicowe polegają na tym, że zawierana jest długoterminowa umowa na dostawy po określonej cenie, która gwarantuje inwestorom zwrot z inwestycji. Polska w napięciu czeka, jak brytyjski pomysł potraktuje Komisja Europejska. Bo Bruksela dotychczas dawała zielone światło dla takich rozwiązań tylko w przypadku odnawialnych źródeł energii.

3 tys. MW to planowana moc elektrowni jądrowej w Polsce; dziś łączna moc systemu energetycznego to 38 tys. MW

2024 r. data uruchomienia pierwszego bloku atomowego zapisana w Polskim Programie Energetyki Jądrowej

70 nowych bloków jądrowych dużej mocy buduje się dziś łącznie na świecie