Inwestorzy kupujący akcje Energi, która ma zadebiutować 11 grudnia, zadają sobie pytanie, czy na tym debiucie będą mogli zarobić tyle, co np. na PKP Cargo. Analitycy rozwiewają jednak nadzieje. – O taką skalę wzrostu na pierwszej sesji, jak podczas debiutu PKP Cargo, będzie trudno – ocenia Grzegorz Witkowski, wiceprezes Trigon TFI. Powodów jest wiele. – W przypadku oferty PKP Cargo popyt inwestorów instytucjonalnych był duży, ale nie został wykorzystany. Ostateczna cena była niższa niż górna granica widełek. To przyczyniło się do ostrego wzrostu kursu na pierwszej sesji. Wydaje mi się, że w tym przypadku powyższy scenariusz się nie powtórzy – twierdzi Seweryn Masalski z Superfund TFI. – Tym razem, inaczej niż w przypadku PKP Cargo, zarobić ma przede wszystkim państwo, a nie inwestorzy – dodaje.

Niepokoi go również ogromny popyt na akcje Energi wśród inwestorów indywidualnych. – Boję się, że większość z nich zapisuje się z myślą, aby sprzedać papiery już na pierwszej sesji. To może spowodować dużą podaż i automatycznie ograniczyć wzrost kursu w pierwszym dniu notowań – wskazuje Masalski.

– Warto też zauważyć, że w przypadku Energii, inaczej niż bywało przy innych giełdowych prywatyzacjach, akcje pracownicze mogą być sprzedawane już na pierwszej sesji. To może dodatkowo wzmocnić podaż w dniu debiutu – przekonuje Witkowski.

– Energa z racji branży, w której działa, jest zupełnie inną spółką niż PKP Cargo, w mniejszym stopniu korzystającą na ożywieniu gospodarczym – mówi Jarosław Niedzielewski, dyrektor i zarządzający w Investors TFI. Z tego powodu inwestorzy instytucjonalni nie będą raczej skłonni do kupowania akcji Energi, gdy jej kurs będzie wyższy o 20 proc. od ceny emisyjnej, ustalonej blisko górnych widełek. – A pamiętajmy, że to z powodu instytucjonalnego popytu w tak dużym stopniu w dniu debiutu podskoczył kurs PKP Cargo – dodaje.

Na kwestie fundamentalne zwraca uwagę również Witkowski. Właśnie z tego powodu, typowej dla Energii niecykliczności, przedział jej wycen jest dość wąski. – Zresztą cały sektor energetyczny z uwagi na niskie ceny prądu i gigantyczne nakłady inwestycyjne zarówno w segmencie wytwarzania, jak i dystrybucji energii nie jest szczególnie atrakcyjny. I choć Energa pozytywnie się tu wyróżnia na tle innych firm, to jej kurs również ma ograniczony potencjał wzrostu – mówi wiceszef Trigon TFI.

Choć nie ma co oczekiwać w dniu debiutu kilkunastoprocentowego wzrostu kursu Energi, to mimo wszystko inwestycja może być opłacalna. – Spodziewam się wzrostu kursu w dniu debiutu, ale tylko jednocyfrowego – deklaruje Masalski. W opinii dyrektora Investors TFI bardzo wiele będzie zależeć od tego, czy cena będzie bliższa dolnej (15 zł), czy górnej granicy widełek cenowych (20 zł). W jego opinii akcje Energi, spółki z segmentu użyteczności publicznej, która jest atrakcyjna dzięki stabilnym dywidendom, mogą być traktowane, np. przez fundusze inwestycyjne, jak obligacje. – Stopa zwrotu z inwestycji w walory spółki przy cenie w okolicy 16 zł może być interesująca. Jednak jeśli same papiery w dniu debiutu miałyby być wycenione powyżej 20 zł, to atrakcyjność takiej inwestycji będzie znacznie mniejsza. Zbyt niska będzie premia między stopą dywidendy a rentownością np. obligacji skarbowych – wylicza Niedzielewski.