Mimo widocznej w ostatnim czasie zmiany retoryki rządu w sprawie dekarbonizacji elektroenergetyki polegającej na uznaniu jej konieczności, zakłada się, że będzie to proces długi, wykraczający poza przyjęty przez Unię Europejską graniczny rok 2050. W stanowisku rządowym nie uwzględnia się jednak nieuchronnego, zwłaszcza za sprawą czynnika technologicznego, przyspieszania tempa rozwoju sektora odnawialnych źródeł energii (OZE).
Reklama
Ten proces będzie powodował postępującą degradację wielkoskalowej elektroenergetyki węglowej, której aktywa nie będą zdolne do generowania przychodów zapewniających inwestorom zwrot poniesionych na nie nakładów. Rodzi się poważna obawa, czy zakładane wydłużanie okresu dekarbonizacji nie spowoduje przesunięcia na dalszy plan w agendzie polityki państwa kwestii zmierzenia się z coraz bardziej pilnym wyzwaniem, jakim jest minimalizacja społecznych i ekonomicznych kosztów odchodzenia od energetyki węglowej.

Dekarbonizacja jest nieuchronna

W krajowej dyskusji za główną siłę sprawczą odchodzenia od węgla nadal uważa się politykę klimatyczną, co ułatwia kwestionowanie potrzeby przeprowadzenia tego procesu podaniem w wątpliwość tego, że zmiany klimatu następują na skutek działalności człowieka. Proponuję, aby ci, którzy posługują się tym argumentem, przyjęli do wiadomości, że konieczność dekarbonizacji stała się już na tyle szeroko akceptowanym poglądem, że przeciwstawianie się jej będzie coraz trudniejsze i bardziej kosztowne. Warto tu przywołać dwa przykłady siły narracji klimatycznej, a mianowicie szybko rozszerzająca się w krajach zachodnich praktyka odmowy przez duże korporacje zakupu energii elektrycznej wytwarzanej z węgla – z którą mamy już do czynienia również w Polsce – oraz wycofywanie się sektora finansowego z kredytowania inwestycji w nowe kopalnie oraz elektrownie węglowe, a ostatnio także i gazowe.
W polskiej debacie nie nadaje się natomiast właściwej rangi drugiemu, sprawczemu czynnikowi wpływającemu na proces dekarbonizacji, jakim staje się nabierająca tempa technologiczna rewolucja w sektorze elektro energetycznym. Nowatorskie rozwiązania – po pierwsze – osiągają coraz szybciej stan przydatności komercyjnej, a po drugie – dotyczą wszystkich ogniw procesu tworzenia wartości w sektorze elektroenergetycznym, a zatem wymagają traktowania ich z perspektywy holistycznej. Dopiero przyjęcie takiej perspektywy pozwala dostrzec w nowych technologiach potencjał spotęgowanego efektu synergii, który nadaje im cechy typowego game changera.
Różne technologie OZE w ostatnich latach notują skokowy wzrost konkurencyjności. Dotyczy to zwłaszcza energetyki solarnej, w której – jak się sądzi – tkwi największy potencjał pozyskiwania energii elektrycznej, oraz wiatrowej, w tym zwłaszcza zlokalizowanej na morzu. Drugim rodzajem są rozwiązania wspomagające rozwój OZE, dotyczące np. magazynowania energii elektrycznej – należące obecnie do najszybciej rozwijających się – oraz technologie cyfryzacji procesów energetycznych, takie jak znane już inteligentne sieci i systemy pomiarowe, internet rzeczy, blockchain i elektrownie wirtualne. Ich implementacja będzie przyczyniać się do stopniowego osłabiania, a później minimalizowania wpływu podstawowej wady OZE, jaką jest niestabilność ich pracy i wynikające stąd zagrożenie dla bezpieczeństwa i ciągłości dostaw.
Przełomowy charakter transformacji technologicznej polega na tym, że już zaczyna ona powodować zasadnicze zmiany dotyczące uwarunkowań rozwoju energetyki odnawialnej oraz architektury sektora. Dotąd rozwój OZE był funkcją zaangażowania się państwa w formie stosowania różnych instrumentów subsydiowania oraz rozwiązań regulacyjnych. Stające się już faktem wchodzenie energetyki solarnej i wiatrowej w etap niesubsydiowanego rozwoju powoduje, że będzie on w coraz większym stopniu generowany przez oddolne bodźce rynkowe, które uruchomią samonapędzający się mechanizm wzrostu produkcji z OZE. Z kolei zmiana architektury wyraża się szybko rosnącą liczbą lokalnych rynków energii elektrycznej, z których część już uzyskała w niektórych krajach nie tylko pełną samowystarczalność (niezależność od konwencjonalnych elektrowni), lecz także zdolność do wytwarzania coraz większych nadwyżek energii sprzedawanej do sieci. Samowystarczalność takich rynków jest możliwa dzięki pojawianiu się na nich podmiotów wytwórczych oferujących usługi zapewniające stabilność zasilania, które wykorzystują w tym celu nie tylko różnej skali źródła gazowe, lecz także w coraz większym stopniu lokalne zasoby rolnicze i leśne, a w dalszej przyszłości technologie cyfrowe.

Spirala śmierci

Wynikający z powyższego szybki rozwój OZE już uruchamia – w krajach o dużym udziale tej energetyki – proces pogłębiającej się destrukcji wielko skalowej energetyki węglowej, określany jako mechanizm spirali śmierci. Trzeba bowiem pamiętać, że rentowność źródeł węglowych jest – ze względu na duży udział kosztów stałych – funkcją przychodów, które przy tradycyjnym sposobie kształtowania cen energii elektrycznej zależą od wielkości sprzedaży i czasu ich pracy. Im zatem mniejsza sprzedaż i krótszy czas – na skutek rosnącej podaży energii z OZE – tym gorsza rentowność. Działanie tego mechanizmu przyspieszać będzie rosnąca konkurencyjność kosztowa OZE, spowodowana jej bliskimi zeru kosztami krańcowymi oraz nieuniknionym i szybko postępującym wzrostem kosztów energetyki węglowej ze względu na: a) zanik darmowych uprawnień do emisji, b) spodziewany – w związku z polityką Zielonego Ładu – szybki i trwały wzrost ich opłat, c) konieczność podjęcia kosztownych inwestycji modernizacyjnych, wymuszonych stale podnoszonymi wymaganiami w zakresie redukcji jeszcze innych emisji szkodliwych dla środowiska naturalnego.
Dobrym przykładem na destrukcyjne dla energetyki węglowej skutki rozwoju OZE jest sytuacja niemieckiej energetyki węglowej. Już od 2014 r., kiedy udział OZE wzrósł tam do 30 proc., elektrownie na węgiel kamienny zaczęły ponosić spektakularne straty, łagodzone jednorazowymi rekompensatami wypłacanymi przez państwo. Spowodowało to katastrofalny spadek kapitalizacji tego rodzaju aktywów węglowych – w przypadku RWE i E.ON spadek ten w latach 2007–2015 wynosił odpowiednio 86,8 proc. oraz 81,3 proc. – doprowadzając do ich głębokiej restrukturyzacji w celu oddzielenia osieroconych aktywów węglowych od aktywów OZE. Pięciokrotny w ostatnich latach wzrost opłat emisyjnych uczynił nierentownymi do niedawna najtańsze, niemieckie elektrownie opalane węglem brunatnym.
Należy wątpić, czy wprowadzony rynek mocy uchroni energetykę węglową przed skutkami spirali śmierci. Jego działanie ma w zamierzeniu zapewnić elektrowniom węglowym dodatkowe źródło dochodów z tytułu utrzymywania określonej rezerwy mocy gotowej do uruchomienia na wezwanie operatora sieci. Trzeba jednak pamiętać, że po pierwsze, działający w trybie ofertowym rynek mocy ma charakter konkurencyjny oraz że po drugie, należy spodziewać się, iż coraz większe znaczenie mieć będzie zasada neutralności wobec różnych technologii i sposobów zapewnienia mocy rezerwowej, takich jak: a) niskoemisyjna energetyka gazowa, b) rosnący potencjał magazynowania energii elektrycznej, c) zwiększająca się rola tzw. zarządzania popytem, za którym kryje się praktyka zgłaszania przez dużych odbiorców ofert znaczącego redukowania popytu w okresach występowania trudności w zbilansowaniu systemu elektroenergetycznego, d) wzrost znaczenia międzynarodowego rynku energii odnawialnej, w której udział Polski może być bardzo znaczący z uwagi na nasze bardzo korzystne położenie. Konieczność przestrzegania zasad neutralności odbierać więc będzie energetyce węglowej status bezalternatywnego instrumentu zapewnienia ciągłości dostaw.

Potrzeba sprawiedliwej transformacji

Nieuchronność znacznie szybszego, niż zakłada rząd, odchodzenia od węglowych źródeł energii wymaga już teraz nie tylko podjęcia dyskusji o tempie, a zwłaszcza sposobie realizacji tego procesu, lecz także podjęcia stosownych decyzji i działań. Na plan pierwszy wysuwa się tu po pierwsze, konieczność rezygnacji z dalszych inwestycji w nowy potencjał energetyki węglowej, których realizacja oznaczałaby gwarantowany w przyszłości wzrost kosztów osieroconych, po drugie, określenie harmonogramu redukowania potencjału węglowego oraz po trzecie, przystąpienie do opracowania, a następnie sukcesywnego wdrażania proaktywnej strategii radzenia sobie z trudnymi politycznymi, społecznymi i ekonomicznymi problemami procesu odchodzenia od węgla, znanego jako sprawiedliwa transformacja. Alternatywą jest strategia reaktywna, której przyjęcie oznacza rezygnację z działań wyprzedzających na rzecz reagowania dopiero na już występujące negatywne skutki wygaszania działalności, co niewątpliwie zwiększać będzie koszty społeczne i ekonomiczne.
Zgłoszony tu postulat jest szczególnie ważny i pilny w odniesieniu do kompleksów energetycznych opartych na węglu brunatnym. Są one bowiem zwykle zlokalizowane w miejscach mniej zurbanizowanych, gdzie są głównym pracodawcą. W tym kontekście pojawia się problem przyszłości kompleksu bełchatowskiego. W obecnym stanie rzeczy jej kres wyznacza zasobność złoża w Szczercowie, które przy obecnym zużyciu zapewni pracę elektrowni do 2036 r. Według planów PGE przedłużenie eksploatacji elektrowni miałoby zapewnić uruchomienie nowej odkrywki w Złoczewie. Pomijając już aspekt ogromnych kosztów zewnętrznych tego rozwiązania, realizacja tej inwestycji nie wydaje się możliwa z uwagi na brak zdolności PGE do sfinansowania tego przedsięwzięcia, ale także ze względu na brak zasadności ekonomicznej, wynikający z ogromnych kosztów realizacji tego projektu, których poniesienie przyspieszyłoby tylko proces degradacji ekonomicznej spółki. A zatem jesteśmy w odpowiednim momencie, aby przystąpić do prac nad koncepcją strategii sprawiedliwej transformacji kompleksu bełchatowskiego.