Nad przepisami, które uderzają w niemiecko-rosyjski projekt energetyczny, od wielu miesięcy pracowali wspólnie demokraci i republikanie. Zostały dopisane do projektu budżetu obrony USA na przyszły rok. Cały pakiet zyskał już aprobatę Izby Reprezentantów. W tym tygodniu spodziewana jest podobna decyzja Senatu. Pozytywna decyzja wyższej izby amerykańskiego Kongresu skieruje budżet Pentagonu, a wraz nim zapisy sanacyjne, na biurko Donalda Trumpa. Jego podpis złożony pod dokumentem uruchomi nerwową grę na czas, która narazi Gazprom i europejskie spółki biorące udział w budowie Nord Stream 2 na jeszcze większe opóźnienie i koszty.

Na planowane sankcje ostro zareagowały niemieckie środowiska biznesowe. Niemiecko-Rosyjska Izba Przemysłowo-Handlowa w wydanym oświadczeniu zaapelowała do Berlina i Brukseli o natychmiastową reakcję. – Na sankcje, które szkodzą Europie, powinniśmy zareagować kontrsankcjami – powiedział Matthias Schepp, szef izby. – Obraza suwerenności europejskiej i niedopuszczalna ingerencja w autonomiczną politykę energetyczną Europy – to ocena Olivera Hermesa, prezesa Wschodnioeuropejskiego Stowarzyszenia Gospodarki Niemieckiej (OAOEV).

Choć budowany gazociąg od wielu lat zdecydowanie dzieli, a nie łączy kraje Unii Europejskiej, niemiecki rząd stara się kwestie sankcji przedstawić jako konflikt na linii USA – UE. – Europejska polityka energetyczna jest ustalana w Europie, a nie w USA. Zdecydowanie odrzucamy interwencje zewnętrzne i sankcje o skutkach eksterytorialnych – reagował w zeszłym tygodniu szef niemieckiej dyplomacji Heiko Maas. O powodach nagłej rządowej obrony projektu, który jeszcze niedawno był przedstawiany jako „czysto biznesowy”, Maas bardziej konkretnie mówił w jednym z talk-show publicznej telewizji ZDF. – Za chwilę będziemy zamykać elektrownie węglowe i atomowe. Potrzebujemy gazu – argumentował. Zapewnił też, że niemiecka dyplomacja próbuje lobbować w Waszyngtonie za zmianą decyzji senatorów. Nie ma jednak na razie żadnych planów wprowadzenia kontrsankcji, choć kroki Amerykanów potępił także Phil Hogan, nowy unijny komisarz ds. handlu.

Reklama

Krytyką na rychłe sankcje odpowiedziały niemal wszystkie frakcje zasiadające w Bundestagu. Komentujący w RFN są zgodni, że amerykańskie działania nie są zmotywowane tylko chęcią ochrony Ukrainy i zapewnienia bezpieczeństwa energetycznego państwom Europy Wschodniej. Niemcy obawiają się, że blokowanie rosyjskiego projektu ma spowodować, że Berlin i inne europejskie stolice zdecydują się na kupno amerykańskiego paliwa LNG.

Na skuteczną interwencję USA liczą jedynie Zieloni. – Mam nadzieję, że amerykańskie sankcje wobec Nord Stream 2 powstrzymają fatalny, antyeuropejski kurs, którym rząd niemiecki podąża w tym konflikcie – napisał na Twitterze europoseł partii Reinhard Bütikofer.

Sankcje mają uderzyć przede wszystkim w szwajcarskie przedsiębiorstwo Allseas, której statek „Pioneering Spirit”, największy tego typu obiekt na świecie, kładzie obecnie rury na dnie Bałtyku. Jeśli spółka nie wycofa się z budowy, jej aktywa na terenie USA zostaną zamrożone, a pracownikom odebrane zostaną wizy. W niemieckich mediach spekuluje się na temat możliwych sposobów na obejście sankcji przez konsorcjum budujące Nord Stream 2. – To, że taki rurociąg nie zostanie dokończony z powodu zaledwie 150 km, które zostały do zbudowania na duńskim odcinku trasy, jest zupełnie nierealistycznie – mówi magazynowi „Der Spiegel” anonimowy przedstawiciel przedsiębiorstwa zaangażowanego w budowę.

Agata Łoskot-Strachota, ekspertka ds. energii w Ośrodku Studiów Wschodnich, zwraca uwagę na treść regulującą spodziewane sankcje. – Kongres zidentyfikuje specjalistyczne statki biorące udział w budowie oraz obce podmioty, które świadomie sprzedały, wydzierżawiły, dostarczyły albo ułatwiły finansowanie umożliwiające dostarczenie takich statków pod budowę – tłumaczy ekspertka. Takie sformułowanie wyklucza scenariusz, w którym Gazprom mógłby odkupić statek od Allseas. – Jeżeli sankcje wejdą w życie na czas, to najważniejsza będzie reakcja szwajcarskiej spółki. Czy natychmiast zareaguje na groźby Waszyngtonu, czy też wykorzysta do końca przysługujący jej okres 30 dni od wejścia sankcji w życie na wycofanie się z budowy – uważa Łoskot-Strachota.

– Sankcje mogą jedynie opóźnić cały projekt, nie doprowadzą do jego zablokowania – twierdzi Wojciech Jakóbik z portalu Biznes Alert. Budowa może wydłużyć się o kolejne miesiące, ale niewykluczone też, że Gazprom znajdzie sposób na obejście sankcji. Spółka twierdzi, że jest w posiadaniu rozwiązań technologicznych, które pozwolą ułożyć ostatnie kilometry gazociągu bez pomocy z zagranicy – mówi ekspert.

Sam Gazprom nie podaje konkretnego terminu zakończenia budowy na odcinku duńskim. Prace w bieżącym okresie za bardzo uzależnione są od zmiennych warunków atmosferycznych. Na czas sztormów statek kładący rury musi wracać do portu. W ocenie specjalistów z branży na dokończenie odcinka potrzeba od sześciu do ośmiu tygodni.

Konsorcjum, które buduje gazociąg, w obliczu nadchodzących sankcji, chce kłaść rury również od strony niemieckiego wybrzeża. Decyzją Federalnej Agencji Morskiej i Hydrograficznej (BSH) w Hamburgu prace na tym obszarze mogą toczyć się tylko między 15 maja a 31 października. Powodem jest ptactwo morskie, które w pozostałych miesiącach zimuje w Zatoce Pomorskiej. Dziś w BSH odbędzie się rozprawa w sprawie wniosku Nord Stream AG o zgodę mimo tych ograniczeń. Przeciwko protestują ekolodzy z Niemieckiego Związku Ochrony Przyrody.