- Co do budowy nowych kopalń jestem ostrożny. Bardziej widziałbym optymalizację istniejącej infrastruktury - mówi w wywiadzie dla DGP Adam Gawęda, wiceminister energii ds. górnictwa węglowego, senator PiS.
Reklama
Po odejściu ministra Grzegorza Tobiszowskiego do europarlamentu mówiło się, że do wyborów nie będzie miał następcy. Ale ma. Jest pan tu tylko na trzy miesiące?
Nie zajmuję się spekulacjami. Nie wiemy przecież, jaka będzie sytuacja po wyborach. Czas pokaże.
Czy oprócz górnictwa zajmie się pan odnawialnymi źródłami energii jak poprzednik?
Decyzją ministra Tchórzewskiego mam nadzór nad spółkami węglowymi, również obszarem innowacji, nowymi technologiami, w tym instytutami, jak Główny Instytut Górnictwa czy Emag.
Ma pan kilka pożarów do ugaszenia. Najtrudniej jest chyba w Tauronie Wydobycie: kiepska produkcja, wątpliwości właścicielskie, zmiany prezesów. Z kolei w Jastrzębskiej Spółce Węglowej od 1 sierpnia nowy prezes i pytanie, czy uda się załagodzić problemy.
Górnictwo to trudna branża, fedrujemy coraz głębiej, zderzamy się z nowymi zagrożeniami, a fundamentem tej branży jest bezpieczeństwo załóg. Będę podejmował decyzje, które mają doprowadzić do stabilizacji sektora węglowego. W JSW sytuacja jest opanowana. Spółka wypłaciła premie zgodnie z ustaleniami, ale przyjdzie się jej mierzyć z wyzwaniami na kolejne lata – mam na myśli problem niższych cen. Mimo dobrych wyników trzeba poprawiać efektywność. Nie tylko w JSW. W Tauronie Wydobycie sytuacja jest bardzo trudna, część inwestycji nie została ukończona, więc poprosiłem o ich przegląd, by wiedzieć, które można przyspieszyć, by odbudować potencjał tej spółki. Trzeba też ustabilizować zarządzanie tą firmą. O efektach tych działań będę mógł powiedzieć za dwa tygodnie.
Będą zmiany właścicielskie?
Analizujemy potrzebę ewentualnych zmian. Trudno mi podejmować decyzje bez dokładnej oceny. Pamiętajmy, że Tauron musi mieć zabezpieczenie surowca dla swoich elektrowni. Powołujemy specjalny zespół, który dokona rzeczowej i merytorycznej oceny.
Polska Grupa Górnicza w ubiegłym roku sygnalizowała, że może nie pokryć zapotrzebowania energetyki na węgiel, więc import był rekordowy. Teraz spada, ale niewiele, a PGG narzeka, że nie może sprzedać surowca.
Chcąc trwale i skutecznie przerwać zawirowania na rynku węgla, trzeba umocnić pozycję naszych spółek. Nie możemy stosować instrumentalnych działań, bo one są nieskuteczne. Zbudowanie podstaw dobrego funkcjonowania PGG dopasuje wolumen krajowego węgla do potrzeb energetyki zawodowej. PGG inwestuje rocznie coraz więcej, nawet 2,8 mld zł, a w roku 2011 czy 2012 jej poprzedniczka Kompania Węglowa inwestowała 1,1–1,3 mld zł. W górnictwie nie można mówić o szybkich efektach inwestycji, ale widać, że nadrabiamy. W poniedziałek analizowałem z prezesem PGG Tomaszem Rogalą powołanie zespołów eksperckich, które dokonają przeglądów każdej kopalni. Po takim przeglądzie zweryfikujemy inwestycje pod kątem ich tempa, by wysokowydajne ściany uruchamiać szybciej. To perspektywa krótkoterminowa. W dłuższej trzeba dostosować wydobycie do potrzeb rynku. To nie tylko energetyka zawodowa, ale i ciepłownictwo, zakłady komunalne oraz odbiorcy indywidualni, którzy w programie „Czyste powietrze” mogą korzystać z dotacji na piece piątej, najwyższej klasy. I tam chcemy kierować asortymenty grube w akceptowalnej cenie.
Ale tego węgla na krajowym rynku właśnie najbardziej brakuje.
A właśnie już nie brakuje. W moim przekonaniu mogło dojść do spekulacji. Prywatni importerzy wyczuli moment faktycznego braku, zachłysnęli się możliwością większych zysków i zawarli umowy nie tylko na 2018 r., ale i na 2019 r. Przeszacowali.
A może to jest kwestia ceny? Polski węgiel jest po prostu drogi, co pokazują dane ARP – cena od początku roku idzie w górę, podczas gdy na świecie w dół. Rosną też koszty pracy.
W Polsce, patrząc na ostatnie lata, cena węgla jest ustabilizowana. Nadwyżka to efekt prywatnego importu, na który nie mamy wpływu. Wprowadziliśmy rozporządzenie o jakości paliw stałych w 2018 r.
Działa?
Działa. Analizujemy to pod kątem importu, czy są przypadki, że ten zagraniczny węgiel może nie spełniać wymogów prawa. Jeśli tak jest, to powinny się tym zająć właściwe instytucje państwowe. One są do tego przygotowane.
Wróćmy do przeglądu kopalń. Czy baczniej przyjrzycie się Sośnicy? Z listy kopalń do zamknięcia wysłanej do Brukseli pod koniec 2016 r. działa tylko ona. PGG zapewnia, że dobrze sobie radzi i nie ma planów jej likwidacji.
Wszystkie kopalnie będą potraktowane równo. Będzie jeden schemat analizy obejmujący plany ruchu, rozcinki ścian, plany ekonomiczno-techniczne. Rekomendacje zespołów będą przedkładane do akceptacji zarządu PGG, a po tym procesie kierowane do realizacji. To pokaże kondycję tej spółki. Takie analizy będą również w pozostałych przedsiębiorstwach. Praca wspomnianych zespołów potrwa przynajmniej miesiąc.
Czy w Polsce powstaną nowe kopalnie? Nie mam na myśli projektu Bzie-Dębina, który jest wydzielony z kopalni matki, ale np. prywatne projekty. Na koncesję czeka Balamara w Nowej Rudzie, JSW wciąż nie ma zgody na przejęcie projektów Jan Karski i Dębieńsko od Prairie Mining.
Koncesjami zajmuje się resort środowiska i ten proces w moim przekonaniu przebiega zgodnie z procedurami. Dębieńsko poddawane jest gruntownej analizie, w tym prawnej, bo chodzi o spółkę z udziałem obcego kapitału, z Australii. Co do budowy nowych kopalń jestem ostrożny z uwagi na protesty samorządów. Bardziej widziałbym optymalizację istniejącej infrastruktury w celu zwiększenia wydobycia z nowych złóż. To bardziej opłacalne i szybsze w realizacji. Mam tu na myśli np. kopalnię ROW z PGG, gdzie Marcel i Rydułtowy oraz Chwałowice i Jankowice są ze sobą połączone. To daje efekty. Zespół badający ROW będzie analizował nowy projekt dla tej kopalni, ale nie chcę zdradzać szczegółów, bo trudno deklarować, że powstanie nowy rejon wydobywczy czy nowa kopalnia bez dokładnego zbadania, czy to możliwe. Ale nie jest to wykluczone.
Spółka Restrukturyzacji Kopalń unieważniła właśnie przetarg na wyburzanie części obiektów zamkniętej w 2017 r. kopalni Krupiński w Suszcu, argumentując to „trwającymi rozmowami z inwestorami dotyczącymi wznowienia wydobycia”. Jest coś na rzeczy?
Nie. Realizujemy decyzje Komisji Europejskiej. Zgodnie z nią prowadzimy proces restrukturyzacji górnictwa węgla kamiennego.
Gdy niemal dwa lata temu zaczynaliśmy z Michałem Potockim cykl artykułów o imporcie antracytu z okupowanego Donbasu, jaki trafia do Polski na rosyjskich dokumentach, był pan jednym z nielicznych polityków, którzy podjęli temat. Teraz też tak będzie?
Gdy były przesłanki wskazujące na taki proceder, musiało to wywołać reakcję z mojej strony, dlatego w Senacie analizowaliśmy tę sprawę. Dziś skupiamy się na rynku krajowym, niemniej jednak moim obowiązkiem jest poddanie tych informacji analizie, by dowiedzieć się, jak dziś wygląda sytuacja.
Czy panu jako byłemu górnikowi łatwiej się rozmawia ze związkowcami?
Czas pokaże, a oceny pozostawiam innym. Ja opowiadam się za odpowiedzialnym dialogiem i konsensusem.