Surowiec ze Wschodu może być jeszcze tańszy niż dotychczas – wynika z informacji DGP. Import zmalał minimalnie, polskie zapasy wzrosły.
Reklama
O 1,73 mln ton na koniec maja zwiększyły się – licząc rok do roku – zapasy niesprzedanego węgla na zwałach polskich kopalń mimo spadku produkcji w tym czasie o 0,34 mln ton – wynika z danych Agencji Rozwoju Przemysłu. Tymczasem nasze zakupy zagranicznego węgla spadły zaledwie o 0,32 mln ton (o 0,31 mln ton z Rosji) – wynika ze wstępnych danych Eurostatu na koniec maja. Co ciekawe, zapasy są mniejsze w Jastrzębskiej Spółce Węglowej i Bogdance, pozostali (Polska Grupa Górnicza, Tauron Wydobycie, PG Silesia) nie odpowiedzieli na pytania DGP.
– Obserwujemy spowolnienie realizacji naszych kontraktów przez energetykę, co jest, jak twierdzi, powodowane niższą konsumpcją w związku z ograniczeniem produkcji (zakup przez PSE energii z importu), a także cieplejszą zimą – mówi Paweł Cyz, rzecznik Węglokoksu.
Przez pięć pierwszych miesięcy tego roku do Polski przyjechało niemal 7 mln ton zagranicznego „czarnego złota”, z czego prawie 70 proc. niezmiennie stanowi paliwo rosyjskie. W ubiegłym roku z rekordowych prawie 20 mln ton importu 13,5 mln ton to węgiel z Rosji.
Rosjanie też mają problemy. Jak podaje portal Sibreal.org, w trzech kopalniach w rejonie Kemerowa górnicy nie dostają pensji nawet od czterech miesięcy. Kuzbas odpowiada za 60 proc. całego rosyjskiego wydobycia. Kilka tamtejszych przedsiębiorstw zawiesiło już wydobycie węgla energetycznego ze względu na spadek cen paliwa i niską przepustowość transportu kolejowego na wschód. 2 tys. ludzi zostało wysłanych na specjalny urlop.
Ceny węgla w portach ARA (Amsterdam – Rotterdam – Antwerpia) oscylują wokół 65 dolarów za tonę, podczas gdy rok temu były to niemal 102 dolary. Rosjanie, obniżając koszty, mogą według naszych rozmówców jeszcze mocniej obniżyć cenę, co może się mimo ich mniejszej produkcji przełożyć na wzrost dostaw do Polski. Powód? Polski węgiel wbrew światowym trendom drożeje.
Według danych ARP tona polskiego paliwa kosztowała średnio w styczniu 358,88 zł, a w maju już 376,67 zł. Dla porównania w styczniu w ARA były to 82 dolary, a w maju 60 dolarów.
Polskie kopalnie nadal nie radzą sobie z polityką kosztową, uginają się pod presją związków zawodowych, godząc się na spore podwyżki, i nie są przygotowane na dekoniunkturę, może z wyjątkiem JSW, która ma zawiązany fundusz stabilizacyjny – 1,5 mld zł na czarną godzinę. – Przedsiębiorstwa ciepłownicze kupują węgiel po cenach ustalonych w umowach podpisanych z PGG lub, jeśli nie mają umów, to po cenie rynkowej. Nie jest prawdą, że ceny węgla spadają. Ceny węgla dla ciepłownictwa ciągle rosną. Analizując indeks PSCMI2 dotyczący węgla przeznaczonego na potrzeby sektora ciepłowniczego, widzimy, iż od sierpnia ubiegłego roku do maja tego roku ceny wzrosły o ok. 8 proc. – mówi DGP Jacek Szymczak, prezes Izby Gospodarczej Ciepłownictwo Polskie. – Taki wzrost spowoduje podwyżkę cen ciepła na wytwarzaniu o ok. 3,5 proc. W górę szybują też ceny uprawnień do emisji CO2. W tym samym okresie (od sierpnia 2018 r.) wzrosły z ok. 18 do 29 euro za tonę, co odbije się na cenie wytwarzania ciepła systemowego o ok. 7,6 proc. – wylicza.
Oznacza to, iż, uwzględniając strukturę kosztów wytwarzania oraz przesyłu, a także biorąc pod uwagę inne koszty, które ciepłownikom wzrosły (np. energia elektryczna, płace oraz ceny usług), cena ciepła systemowego na rachunkach dla odbiorcy końcowego powinna wzrosnąć od ośmiu do kilkunastu procent. – Ewentualne wzrosty cen będą sukcesywnie uwzględniane przez przedsiębiorstwa w kolejnych wnioskach taryfowych składanych do Urzędu Regulacji Energetyki. Natomiast niewątpliwie po raz kolejny odbije się to na kondycji przedsiębiorstw, które już funkcjonują na granicy rentowności, a także na spadku inwestycji, które w ponad 85 proc. realizowane są ze środków własnych firm – mówi Szymczak.
Trzeba więc być już też gotowym na podwyżki cen prądu. Jeśli nawet Rosja dostarczy nam tańszy węgiel, co jeszcze bardziej nas od niej uzależni, to na ceny wpłyną wspomniane już ceny praw do emisji CO2 – w tym tygodniu otarły się o rekord 30 euro za tonę, a prognozy mówią o 40 euro w 2020 r. Z kolei jeśli Rosja zmniejszy dostawy do Polski, a kopalnie sprzedadzą węgiel ze zwałów, to krajowa produkcja, która według szacunków DGP wyniesie w tym roku ok. 62,5 mln ton, nie zaspokoi popytu i bariera 20 mln ton w imporcie może zostać przebita. Co na to resort energii nadzorujący sektor węglowy?
„Narzędziami umożliwiającymi ograniczenie importu węgla bądź jakiegokolwiek innego legalnie importowanego towaru do Polski, niezależnie od kierunku jego pochodzenia, dysponuje jedynie Komisja Europejska, a decyzja ta dotyczyła będzie całej UE. W celu ograniczenia importu niezbędne są działania dyplomatyczne na poziomie całej UE” – czytamy w odpowiedzi Ministerstwa Energii na pytania DGP. W oparciu o obowiązujące przepisy unijne możliwe jest przeprowadzenie, na wniosek unijnych przedsiębiorców, postępowań ochronnych: antydumpingowych, antysubsydyjnych oraz chroniących przed nadmiernym przywozem. Postępowanie takie, o ile zakończy się stwierdzeniem wystąpienia jednej z powyższych sytuacji, może prowadzić do nałożenia środków tymczasowych lub ostatecznych (ceł, zobowiązań cenowych) na dany produkt.
Tyle że na poziomie unijnym sprawa ta nie zostanie załatwiona, bo UE importuje rocznie w sumie ok. 180 mln ton węgla kamiennego, a liderem są tu Niemcy, którzy w ubiegłym roku zamknęli ostatnią własną kopalnię tego surowca, co nie znaczy, że zaprzestali spalania surowca.
6,87 mln ton tyle po pięciu miesiącach 2019 r. wyniósł import węgla kamiennego do Polski wobec 7,19 mln ton rok wcześniej
3,77 mln ton tyle niesprzedanego węgla na koniec maja 2019 r. leżało na zwałach polskich kopalń, rok wcześniej było to 2,04 mln ton
26,11 mln ton tyle węgla wyprodukowały polskie kopalnie od stycznia do maja 2019 r. wobec 26,45 mln ton rok wcześniej