W maju br. weszła w życie gazowa dyrektywa unijna, która dotyczy Nord Stream 2, drugiej nitki Gazociągu Północnego. Nord Stream 2 biegnie po dnie Bałtyku z Rosji do Niemiec obok już zbudowanego gazociągu Nord Stream I. Państwa UE mają 9 miesięcy na wdrożenie przepisów dyrektywy do swoich systemów prawnych. Polska, kraje bałtycki oraz Dania sprzeciwiają się budowie gazociągu. Niemcy natomiast postrzegają Rosję jako partnera biznesowego i w budowie rurociągu widzą przede wszystkim interes ekonomiczny.

Nord Stream 2 a Unia Europejska

Unia Europejska po raz kolejny jest podzielona. Z punktu widzenia Polski i krajów bałtyckich budowa drugiej nitki gazociągu to przede wszystkim projekt polityczny, a nie ekonomiczny, jak twierdzą Rosjanie czy Niemcy. Nord Stream 2 postrzegany jest jako rosyjski koń trojański, który pozwoli Kremlowi zwiększyć swoje wpływy w Europie - cały kontynent w jeszcze większym stopniu będzie uzależniony od rosyjskiego gazu.

Polska i kraje bałtyckie chcą natomiast zmniejszyć swoją zależność energetyczną od Kremla. Krytycznie oceniając budowę Nord Stream 2, wyrażają tym samym sprzeciw wobec powstania monopolu gazowego na rynku unijnym.

Dla Berlina jednak izolowanie Rosji ma swoje granice – biznes nie może ucierpieć tylko dlatego, że kraje Europy Środkowo-Wschodniej postrzegają Rosję jako agresora i chcą uniezależnić się od Moskwy.

Budowę Nord Stream 2 utrudniała Dania, bowiem do tej pory nie wyraziła zgody na poprowadzenie gazociągu przez swoje wody. Gazprom zrezygnował z przebiegu trasy przed duńskie wody terytorialne. Teraz spółka rozważa jedną z dwóch pozostałych tras, tj. północno-zachodnią lub południowo-wschodnią. W obu przypadkach biegną one przez wyłączną strefę ekonomiczną Danii.

Gazprom twierdzi, że obecnie jest zbudowano 60 proc. rurociągu. Przedstawiciele spółki przyznają, że nie skończą budowę Nord Stream 2 do końca br. roku. Zakładają jednak, że nowy gazociąg wraz z drogą lądową w Niemczech zostanie oddany do użytku w pierwszej połowie 2020 roku, i bardzo możliwe, że przed końcową datą wdrożenia dyrektywy gazowej przez wszystkie państwa unijne.

Nord Stream 2 – po co Rosjanie go budują?

Z końcem 2019 roku kończy się umowa tranzytowa między Ukrainą a Rosją, która zapewnia przepływ rosyjskiego gazu do Europy. Przed wejściem w życie unijnej dyrektywy gazowej Gazprom mówił, że przedłużenie umowy z Ukrainą nie jest konieczne. Później jednak retoryka się zmieniła i Moskwa wróciła do negocjacji z Kijowem.

- Rosja przedłuży umowę z Ukrainą, nie ma innego wyjścia. Umowa ta jednak nie będzie długoterminowa. Bardzo prawdomównie, że zostanie przedłużona o rok, najwyżej o dwa lata. Rosja chce ograniczyć rolę Ukrainy, jako państwa tranzytowego, po to właśnie powstaje Nord Stream 2. Projekt zakłada, że przez dwie nitki Gazociągu Północnego będzie przepływać 110 mld m3 gazu rocznie. Po tym, jak gazociąg zostanie oddany do użytku, nie będziemy już więcej potrzebować Ukrainy jako państwa tranzytowego – mówi Nicola Mellere z Uniwersytetu Bolońskiego.

Nord Stream 2 - mapa

Nord Stream 2 - mapa

źródło: Materiały Prasowe

W maju przedstawicieli Gazpromu półżartem powiedzieli, że jeżeli do końca roku nie uda się dogadać się z Ukrainą w sprawie przedłużenia umowy tranzytowej, Rosjanie będą zmuszeni zacząć budowę Nord Stream 3 oraz dwukrotnie wzmocnić Turkish Stream.

Przedłużenie umowy gazowej leży nie tylko w interesie Moskwy, ale również Kijowa. Dzięki temu, że nasz wschodni sąsiad jest państwem tranzytowym, do budżetu Ukrainy tylko w ubiegłym roku wpłynęło 2,7 mld dolarów, co stanowi 3 proc. PKB kraju.

Nord Stream 2 kontra USA

Administracja Trumpa nie ukrywa, że tranzyt gazu to jeden z najlepszych instrumentów w walce za sfery wpływów na arenie międzynarodowej. Obecnie Stany Zjednoczony kontrolują 24 proc. rynku energetycznego w UE, z kolei Rosja – 35 proc. Po tym, jak budowa gazociągu skończy się, sytuacja na unijnym rynku energetycznym zmieni się.

- Oczywiście, Stany Zjednoczone mogą nałożyć sankcje na Rosję. Uważam jednak, że Trumpowi bardziej odpowiada inny układ – niech kwestia gazociągu została rozstrzygnięta przez partnerów europejskich - podkreśla Nicola Mellere z Uniwersytetu Bolońskiego.

Biały Dom celowo krytykuje Krem i straszy Rosję nałożeniem sankcji. Jednak bardziej w interesie USA leży opóźnienie budowy gazociągu, aniżeli całkowite powstrzymanie. Po pierwsze osłabia to pozycje Rosji w Unii. Po drugie teraz Ukraina może naciskać na Kreml i żądać większych opłat za tranzyt niebieskiego paliwa. Taki układ jak najbardziej odpowiada strategiom geopolitycznym Stanów Zjednoczonych.