13 lipca ruszają zapisy w wezwaniu PGE na spółkę Dominiki Kulczyk. Jak ustalił DGP, dziś państwowy koncern zaczyna rozmowy z pięcioma akcjonariuszami mniejszościowymi. Podniesienie ceny nie jest wykluczone.
Reklama
Znów zmienił się układ właścicielski Polenergii. Pakiet kontrolny 50,2 proc. ma już tylko Dominika Kulczyk. Z biznesu wycofał się jej brat, Sebastian. Zmiany te są spowodowane kwestiami związanymi z dziedziczeniem po ich ojcu Janie.
Czy to skoryguje nastawienie firmy do sprzedaży akcji PGE? Z naszych informacji wynika, że „nie” dla oddania pakietu kontrolnego wciąż obowiązuje. A bez niego PGE nie osiągnie sukcesu w wezwaniu – bo do jego powodzenia potrzebuje 66 proc. akcji. Tymczasem ze źródeł zbliżonych do kontrolowanego przez Skarb Państwa koncernu słyszymy, że zmiany w Polenergii, której twarzą ma być teraz córka nieżyjącego miliardera przekonująca do odnawialnych źródeł energii, to zagrywka na podniesienie ceny. ‒ Druga strona dobrze wie, że to ostatni moment, by wyjść z tego biznesu, jeszcze na nim zarabiając. Drugiej takiej szansy nie będzie – mówi jeden z naszych rozmówców. – Sebastian pozbywa się udziałów, bo biznes go nie interesuje, Dominika jest skupiona na działalności charytatywnej, więc też może się zdecydować na sprzedaż. Dokonano odpisów wartości na aktywach biomasowych i aneksowane zostały umowy na kredytowanie farm wiatrowych – wylicza.
Oficjalnie obie spółki tej sprawy nie chcą komentować. Nieoficjalnie wiemy, że w przyszłym tygodniu, najprawdopodobniej we wtorek, zarząd Polenergii wyda oświadczenie dotyczące wezwania i godziwości oferowanej ceny (musi je wydać najpóźniej na dwa dni przed rozpoczęciem zapisów na akcje).
PGE jest już po rozmowach z Chińczykami, którzy wysyłali sygnały niezadowolenia z działalności zarządu Polenergii. China-Central and Eastern Europe Investment ma prawie 16 proc. tej spółki. Dziś start negocjacji m.in. z Aviva OFE (7,83 proc.), Nationale-Nederlanden OFE (5,5 proc.) i Generali OFE (6,56 proc.). Od ich przedstawicieli słyszymy jednak, że zaproponowana w wezwaniu PGE cena za walor Polenergii, czyli 16,29 zł, to absolutne minimum wymagane ustawą i przy takiej stawce nie ma o czym mówić (dziś akcje spółki kosztują ponad 18 zł).
Z naszych informacji wynika, że PGE bierze pod uwagę wyższą cenę, ale na pewno nie taką, przy której kilka lat temu fundusze wchodziły do Polenergii (wtedy było to ponad 30 zł). Jasne jest jednak, że państwowy gigant chce powalczyć – choćby dlatego, że projekty farm wiatrowych na morzu Polenergii są o wiele bardziej zaawansowane niż te PGE. A rząd ostatnio zakochał się w morskich farmach i widzi w nich przyszłość dla polskiej energetyki.
Wezwanie zostało ogłoszone 22 maja. Jak twierdzą nasi rozmówcy, do dziś nie doszło do spotkania zarządów obu firm, a z przedstawicielami Polenergii spotkał się tylko przedstawiciel doradcy PGE z Pekao SA. W Pol energii słyszymy, że było to zaskoczenie i oceniane jest jako próba wrogiego przejęcia. ‒ Rządowi nie są na rękę prywatni przedsiębiorcy tej branży i za wszelką cenę dąży do jej nacjonalizacji, czego przykładem jest także repolonizacja aktywów francuskich graczy, EDF i Engie – mówi nam osoba z branży. W zeszłym roku PGE przejęła aktywa EDF za 4,5 mld zł, a Enea aktywa Engie (elektrownia Połaniec) za 1,26 mld zł.
‒ To będzie arcyciekawa rozgrywka. „Dobra zmiana” sugeruje, że przy prywatyzacji Ciechu mogły być nieprawidłowości, grupa Kulczyka, a konkretnie Autostrada Wielkopolska, zwróciła w marcu niemal 1,4 mld zł za zbyt wysokie opłaty, tymczasem jednak z Kulczykami państwo chce robić biznesy – mówił nam tuż po ogłoszeniu wezwania jeden z naszych rozmówców z branży energetycznej.
PGE zakłada, że za 100 proc. akcji przejmowanej spółki może zapłacić 740 mln zł, podczas gdy na kontach ma ok. 2 mld zł gotówki. A do powodzenia wezwania wystarczy 66 proc. akcji – przy proponowanej cenie to ok. 488,5 mln zł. Dlatego sprawa podniesienia ceny w wezwaniu wydaje się oczywista, zwłaszcza że OFE bez tego warunku nie będą chciały o sprzedaży swych pakietów rozmawiać, podobnie zresztą jak Chińczycy.
To ostatni moment, by wyjść z tego biznesu, jeszcze na nim zarabiając