Dziś kończą się publiczne konsultacje nowych przepisów antysmogowych. Ci, którzy w piecach palą węglem, będą musieli mocno trzymać się za kieszeń
Nie będzie czym palić w piecach? / Dziennik Gazeta Prawna
SUEK i KTK, rosyjskie firmy sprzedające swój węgiel w Polsce, przygotowują się już na zaostrzenie norm jakości dotyczących spalania węgla przez polskie gospodarstwa domowe. Jak ustalił DGP, planują rozbudowę swoich terminali za naszą wschodnią granicą.
Reklama
W Polsce od nowego sezonu grzewczego nie będzie wolno palić węglem najsłabszej jakości – chodzi o tzw. muły i floty. Zakaz sprzedaży tego paliwa w składach węglowych będzie oznaczał, że nie wjedzie ono do nas z zagranicy.

Reklama
Rosyjskie firmy wwoziły do naszego kraju 5–6 mln ton rocznie tzw. niesortu. Jego sortowanie odbywa się obecnie w terminalach w Polsce. KTK na przykład korzysta z Logistic Terminal Braniewo należącego do spółki Chemikals, gdzie dobowo przeładować można 8 tys. ton węgla, a składować do 350 tys. ton. Gdy w życie wejdą nowe przepisy, na polską stronę będzie mógł wjechać tylko węgiel posortowany. Dlatego rosyjscy przedsiębiorcy szykują się do rozbudowy terminali za wschodnią granicą.
Co w praktyce może oznaczać zmiana przepisów o jakości węgla? Po pierwsze – zatrudnienie w terminalach węglowych po polskiej stronie może się skurczyć lub załogi mogą dostać propozycję pracy po drugiej stronie granicy. Po drugie – węgiel wjeżdżający do Polski może być droższy, bo sortowane paliwo jest wyżej opodatkowane. Zapłaci za to odbiorca indywidualny.
Jeśli rząd, zgodnie z antysmogowym planem, dofinansuje wymianę najgorszych pieców węglowych na kotły piątej klasy, czyli spalające węgiel najlepszej jakości, może go zabraknąć w Polsce.
Jak już pisaliśmy w DGP, polskie kopalnie są w stanie dostarczyć rocznie tylko ok. 400 tys. ton paliwa nadającego się do spalania w kotłach klasy piątej. Zapotrzebowanie na węgiel o najwyższych normach wyniesie w przyszłym roku ok. 600 tys. ton, a w kolejnym już 1,2 mln ton. To oznacza konieczność importu 1 mln ton paliwa w latach 2018–2019. A taki surowiec oferują przede wszystkim rosyjskie kopalnie.
Dzisiaj sprawą nowych przepisów dotyczących jakości węgla spalanego przez odbiorców indywidualnych zajmie się parlamentarny zespół górnictwa i energii. Stanowisko zespołu do projektu nowych przepisów o jakości paliw zostanie przekazane do Ministerstwa Energii.
Już wkrótce węgla najlepszej jakości może w Polsce zabraknąć
Kto dorzuci się do PGG
Choć do połączenia Polskiej Grupy Górniczej i Katowickiego Holdingu Węglowego pozostało według rządowych założeń tylko pięć tygodni, sprawa fuzji nie jest jasna. Wczoraj na Śląsku o przyszłości „dużej PGG” ze związkowcami i z zarządami obu firm rozmawiali minister energii Krzysztof Tchórzewski i jego zastępca Grzegorz Tobiszowski. Do zamknięcia tego wydania DGP rozmowy się nie zakończyły.
Kolejnym etapem mają być rozmowy z inwestorami – na połączenie obu firm potrzeba 1,1 mld zł. 350 mln zł deklaruje Enea, 200 mln zł TF Silesia i 150 mln zł Węglokoks. Jak ustalił DGP, ten ostatni mógłby zwiększyć swoje zaangażowanie o brakujące 400 mln zł. Jak, skoro tych pieniędzy nie ma? – Mógłby sprzedać m.in. swoje udziały w Górnośląskim Towarzystwie Lotniczym, czyli w porcie lotniczym w Pyrzowicach – mówi DGP osoba znająca sprawę. Węglokoks ma tam ponad 40 proc. akcji, chętnych do zakupu jest kilku. Może być wśród nich Orlen (o wsparciu PGG przez ten koncern napisała wczoraj „Rz”). On z kolei mógłby nabyć od Węglokoksu spółkę Węglokoks Energia. Są w niej Nadwiślańska Spółka Energetyczna w Brzeszczach, Zespół Ciepłowni Przemysłowych w Rudzie Śląskiej i Zakład Usług Technicznych sp. z o.o. Gdyby Węglokoks dokapitalizował PGG kwotą 550 mln zł, jego zaangażowanie w tej firmie byłoby warte 1,25 mld zł (w 2016 r. przy powstawaniu PGG na bazie Kompanii Węglowej Węglokoks skonwertował 700 mln zł tej ostatniej na udziały). Według rządowych założeń w kolejnych miesiącach Węglokoks miałby też wnieść do PGG swą spółkę Węglokoks-Kraj, czyli kopalnię Bobrek-Piekary.