Zgodnie z informacjami organu rentowego w grudniu 2020 r. emerytury pobierało 6 mln osób. Spośród nich 777 tys. osób opłacało składki zdrowotne z tytułu aktywności ekonomicznej, w tym 502 tys. – składki na ubezpieczenia społeczne.
– Emeryci opłacający tylko składki zdrowotne to osoby, które prowadzą działalność gospodarczą. Natomiast ci, którzy płacą zarówno składki na ubezpieczenia społeczne, jak i składkę zdrowotną, to przede wszystkim pracownicy i osoby zatrudnione na zleceniu – tłumaczy dr Tomasz Lasocki z Wydziału Prawa i Administracji UW.
Dla porównania w grudniu 2019 r. emerytury pobierało 5,9 mln osób. Natomiast spośród nich 794 tys. emerytów opłacało składki zdrowotne z tytułu aktywności ekonomicznej, w tym składki na ubezpieczenia społeczne 527 tys. emerytów. Dane dotyczące pracujących rencistów pokazuje infografika.
Reklama
– Gdy rozpoczynał się kryzys związany z epidemią, były obawy, że właśnie pracujący emeryci w pierwszej kolejności odczują negatywnie jego skutki. Dane pokazują, że choć w porównaniu z 2019 r. jest ich nieco mniej, spadek ten nie jest drastyczny – mówi Łukasz Kozłowski z Federacji Przedsiębiorców Polskich.
Doktor Lasocki zwraca jednak uwagę, że co prawda spadek zatrudnionych emerytów nie jest duży, ale jest dwukrotnie większy niż spadek ubezpieczonych ogółem. – Można powiedzieć, że emeryci dwa razy częściej niż inni pracownicy tracą legalną pracę, ale tego spadku nie można nazwać załamaniem – zaznacza.

Reklama
Tarcza i doświadczenie
Eksperci wskazują kilka przyczyn takiego stanu rzeczy.
– Oczywiście gospodarka została dotknięta epidemią, ale wiele instrumentów pomocowych jest związanych z utrzymaniem zatrudnienia, więc firmy nie zwalniają masowo pracowników, w tym także tych starszych – tłumaczy dr Antoni Kolek z Pracodawców RP.
Łukasz Kozłowski podkreśla, że w wielu branżach cały czas brakuje pracowników z doświadczeniem. Dlatego osoby, które odchodzą na emeryturę, są potem ponownie zatrudniane przez tę samą firmę i pobierają świadczenie i pensję.
Stary portfel i nowy
W odniesieniu do świadczeniobiorców kontynuujących aktywność zawodową rząd planuje ujednolicenie przeliczania emerytur z tzw. starego systemu oraz wszystkich rent (formuła zdefiniowanego świadczenia) i emerytur z nowego systemu (formuła zdefiniowanej składki).
Zdaniem Tomasza Lasockiego nie można tu jednak mówić o żadnym zrównaniu systemów, bo są to dwa różne sposoby obliczania świadczenia i kompletnie różne zasady późniejszego ich zwiększania. Ekspert uważa, że plany rządu tak naprawdę dopiero wprowadzą różnice między tymi systemami.
– Obecnie emeryci z tzw. starego systemu, jeżeli są aktywni zawodowo, mają doliczane 1,3 proc. podstawy wymiaru emerytury za każdy rok okresów składkowych i 0,7 proc. podstawy wymiaru świadczenia za każdy rok okresów nieskładkowych. Dodatkowo, jeśli pracowali odpowiednio długo, mogli złożyć wniosek o ponowne przeliczenie podstawy wymiaru. Innymi słowy uwzględnia się zarówno czas dodatkowej pracy, jak i jej wartość – wyjaśnia.
Jeżeli zmiany weszłyby w życie, emeryci ze starego systemu utraciliby możliwość ponownego przeliczenia podstawy wymiaru, co jest dla nich mniej korzystne.
– W nowym systemie każdy zarobiony przez emeryta złoty znajdzie swoje odzwierciedlenie w wypłacanym świadczeniu. Jeżeli z tytułu składek wpłynie 1 tys. zł, to kwota ta zostanie podzielona przez dalszą długość trwania życia i wypłacona. Oznacza to, że wysokość zarobków bezpośrednio przełoży się na zwiększenie emerytury. W starym systemie – po zmianach – będzie liczyć się tylko długość pracy, a nie to, ile kto zarabia. Jeżeli ktoś zarobi więcej niż do tej pory, nie będzie mógł polepszyć swojej sytuacji, właśnie przez brak możliwości przeliczenia swojej podstawy wymiaru – tłumaczy dr Lasocki.
W efekcie nowym emerytom zostanie uwzględniona wartość pracy, a starym tylko jej długość, co może budzić wątpliwości pod kątem konstytucyjnej zasady równości.
– Emerytowi ze starego systemu będzie się opłacało pracować oficjalnie za jak najmniejszą stawkę, bo odprowadzenie większej na nic się nie przełoży. Zwiększy to skalę szarej strefy – mówi ekspert.
Lepiej, czyli gorzej
Doktor Lasocki zawraca uwagę, że emeryci ze starego systemu nie będą mogli zgłaszać też nowych okresów nieskładkowych. – Chodzi o sytuacje, gdy ktoś znajdzie stare dokumenty ze studiów potwierdzające staż albo te dotyczące urlopu wychowawczego sprzed 1999 r. – wyjaśnia.
W efekcie również na tym rozwiązaniu „starzy” emeryci stracą. – Ukrytym celem ustawodawcy może być chęć pomijania okresów, w których emeryt jest niezdolny do pracy – mówi ekspert.
Zaproponowane zmiany będą miały jeszcze gorsze konsekwencje w stosunku do rencistów (którzy wszyscy są w systemie zdefiniowanego świadczenia).
– To, co względem emerytów jest kontrowersyjne, moim zdaniem jest całkowicie niedopuszczalne w przypadku ponad 300 tys. pracujących rencistów. Wyobraźmy sobie sytuację, że ktoś stał się rencistą w wieku 20 lat i ma orzeczoną częściową niezdolność do pracy. Z tego tytułu pobiera rentę i pracuje. On tak samo straci możliwość przeliczenia podstawy wymiaru, mimo że zarabia. To jest sprzeczne z istotą renty z tytułu niezdolności do pracy. Nie możemy pozwolić, aby system zniechęcał rencistów do powrotu na rynek pracy ani aby wpychał ich w szarą strefę – wskazuje dr Lasocki. ©℗
Pracujący renciści