Ponad 68 proc. ankietowanych ocenia, że takie lekcje nie zachęcają do przedwczesnego rozpoczęcia życia płciowego. Badani są więc dość zgodni: według 80 proc. z nich edukacja seksualna powinna zostać w szkole. Jednocześnie większość jest jednak zdania, że odpowiedzialność za uświadamianie dzieci spoczywa przede wszystkim na rodzicach. Szkoła znalazła się na drugim miejscu. Nikt też nie wskazał internetu jako miejsca, skąd dzieciaki powinny czerpać wiedzę

Choć rodzice mają być głównym źródłem wiedzy o seksie, w szkole powinna być prowadzona edukacja seksualna – tak twierdzą przepytani na zlecenie DGP Polacy. Ich zdaniem rozmowa o współżyciu i antykoncepcji nie jest zachęcaniem do seksu. Zapytaliśmy o to kilka dni po skierowaniu przez Sejm do dalszych prac projektu ustawy „Stop pedofilii”, która za promowanie współżycia seksualnego przewiduje karę więzienia.

Sondaż - czy chcemy dzieci uczyć o seksie

Sondaż - czy chcemy dzieci uczyć o seksie

źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Z sondażu przeprowadzonego przez IBRiS dla DGP i RMF FM wynika, że niemal 80 proc. uważa, że zajęcia z edukacji seksualnej powinny być prowadzone w szkole – i to już od podstawówki. Za takim rozwiązaniem optuje niemal 47 proc. badanych. Ale widać wyraźny podział wiekowy oraz ze względu na płeć: aż 94 proc. ankietowanych między 25. a 29. rokiem życia jest za edukacją od podstawówki. Również kobiety częściej niż mężczyźni są za wcześniejszym rozpoczęciem tego rodzaju nauki – różnica wynosi 10 pkt proc. (52 versus 42 pkt proc.).

Jednocześnie badani przyznają, że to rodzice nadal powinni pozostawać głównym źródłem informacji o seksie – tak uważa 60 proc. badanych. Dla prawie 30 proc. główną odpowiedzialność ponosić powinna szkoła. Wszyscy są natomiast zgodni, że dzieci nie powinny czerpać wiedzy od rówieśników czy z internetu.

Zapytaliśmy również o to, co może stanowić zachętę do seksu. Powodem takiego pytania jest wzbudzający kontrowersje zapis w projekcie: „Kto propaguje lub pochwala podejmowanie przez małoletniego obcowania płciowego lub innej czynności seksualnej, działając w związku z zajmowaniem stanowiska, wykonywaniem zawodu lub działalności związanych z wychowaniem, edukacją [...] podlega karze pozbawienia wolności do lat 3”. W uzasadnieniu do obywatelskiego projektu, który został skierowany do dalszych prac w Sejmie, autorzy mówią wprost, że dotyczy to edukacji seksualnej, w której mówi się o antykoncepcji czy masturbacji.

Zdaniem ankietowanych przez IBRiS – nauczanie o współżyciu seksualnym czy o antykoncepcji nie stanowi zachęty do seksu. Tak mówiło 68 proc. respondentów. Jednak już jedna piąta (ok. 20 proc.) uważała, że może taką zachętą być. Najbardziej zgodni z taką opinią są zwolennicy PiS i osoby po pięćdziesiątce.

Projekt ustawy przygotowany przez Fundację Pro – prawo do życia (której autorstwa był również projekt zakazujący aborcji) wywołuje protesty, zaś eksperci wskazują na niespójności prawne – choćby dlatego, że w projekcie jest mowa o małoletnich, tymczasem zgodnie z polskim prawodawstwem osoby powyżej 15. roku życia mogą współżyć seksualnie.

Propozycji obawiają się również dyrektorzy szkół. – Wejście w życie nowych przepisów zdecydowanie utrudniłoby prowadzenie zajęć z edukacji seksualnej. W zasadzie wynika z nich, że nie można poruszać wrażliwych, ale ważnych z punktu wychowania seksualnego dzieci tematów – mówi DGP Maria Wolanin, wicedyrektor Szkoły Podstawowej im. F. Kyci w Kuryłówce.

Podobnie wypowiada się Jolanta Basaj, dyrektor niepublicznego Technikum TEB w Radomiu. – Wejście przepisów w życie spowodowałoby, że w szkołach w ogóle zostałaby zawieszona edukacja seksualna. Nikt nie będzie chciał się narażać, myślę tu zarówno o dyrektorze, jak i nauczycielu, który takie lekcje miałby prowadzić – mówi.

I dodaje, że problemem przepisów jest ich niejasność – pozostawiają zbyt duże pole do interpretacji.