Firmy zarządzające pracowniczymi planami kapitałowymi będą musiały zarobić dla oszczędzających więcej, niż gdyby kupili oni pięcioletnie obligacje skarbowe. Tylko w takim wypadku otrzymają specjalną premię. Takie rozwiązania mają się znaleźć w ostatecznej wersji projektu ustawy o PPK.
Reklama
Projekt ustawy o Pracowniczych Planach Kapitałowych przewiduje, że instytucje je prowadzące mogą pobierać opłaty do wysokości 0,5 proc. wartości aktywów. Jest jednak także mechanizm wzrostu tej opłaty do 0,6 proc. Ma to być możliwe, jeśli stopa zwrotu funduszu inwestycyjnego, emerytalnego czy subfunduszu za dany rok będzie dodatnia i nie niższa niż stopa referencyjna. Jak wynika z projektu ustawy, stopę ma określać w rozporządzeniu minister finansów. W obecnej wersji projektu rozporządzenia figuruje ona jako trzymiesięczny wskaźnik WIBID (referencyjna wysokość oprocentowania lokat na polskim rynku międzybankowym) podzielony przez rentowność pięcioletnich obligacji.
Ale to tylko propozycja. Jak się dowiadujemy, docelowo będzie to sama stopa oprocentowania pięciolatek. Obecnie wynosi ona ok. 3 proc., choć autorzy projektu liczą, że w długim terminie będzie ona bliższa 5,5 proc. Jak tłumaczy jeden z nich, stopa zwrotu pięcioletnich obligacji jest zawsze powyżej inflacji i depozytów bankowych, czyli oszczędności powinny w długim terminie realnie przyrastać. Mechanizm ma być korzystny dla oszczędzających, gdyż instytucje finansowe zarobią dodatkowe 0,1 proc. wartości aktywów tylko wtedy, jeśli oszczędności pracownika będą przyrastały.
Jednak stopa referencyjna to tylko bodziec dla firm, które będą miały zarządzać PPK. Nie jest ona gwarancją dla oszczędzających, że np. w trakcie krachu ich oszczędności nie stracą na wartości. Jej wysokość będzie zaś determinowała zachowania firm zarządzających PPK. Jeden z autorów projektu mówi, że przyjęty wskaźnik nie mógł być zbyt wysoki, by nie prowokować firm do zbyt ryzykowanych inwestycji, co mogłoby się odbić na oszczędnościach uczestników PPK. – Wzięliśmy sobie do serca uwagi NBP – przyznaje nasz rozmówca. W praktyce może to jednak prowadzić do tego, że osiągnięcie premii dla sporej części nie będzie trudne. Z punktu widzenia instytucji zarabiających na PPK jest się o co bić. Premia w wysokości 0,1 proc. aktywów oznacza zwiększenie wynagrodzenia zarządzających PPK aż o 1/5.
Zdaniem Janusza Jankowiaka z Polskiej Rady Biznesu taki kształt stopy referencyjnej wydaje się właściwy, choć kryje się w tym ryzyko. – Oprocentowanie obligacji podlega wahaniom. Czasami może być to wywołane kryzysem spowodowanym nie przez zewnętrzne okoliczności gospodarcze, ale politykę rządu. Ta reguła dobrze się sprawdza w stabilnych gospodarkach z przewidywalnymi rządami. Pytanie, czy można taką definicję przypisać naszej gospodarce – mówi Jankowiak. Krytycy tej konstrukcji zauważają, że za lepszy wynik nagrodę dostaje instytucja zarządzająca PPK, ale koszty kiepskich rezultatów ponosi oszczędzający. Uwagę na ten mechanizm zwracał NBP, przywołując amerykańskie regulacje, które wymuszają mniejszą premię dla zarządzających za gorszy wynik. Bank chciał też obniżenia opłat dla zarządzających PPK.
Jednym z istotniejszych zapisów opublikowanej wczoraj wersji projektu ustawy o PPK jest pojawienie się w nim polityki inwestycyjnej. Pierwsza wersja zakładała, że to, w jakich aktywach będą pomnażane oszczędności przyszłych emerytów, rozstrzygnie dopiero rozporządzenie ministra finansów. Ostatecznie uregulowanie limitów inwestycyjnych zostanie zapisane w ustawie. – Zrobiliśmy to w uzgodnieniu z Komisją Nadzoru Finansowego. Fundusze w ramach PPK będą specjalistycznymi funduszami stosującymi politykę inwestycyjną funduszy otwartych, czyli bezpieczną pod względem limitów i płynności – mówi osoba zaangażowana w prace nad projektem.
Limity i kategorie lokat zostały rozszerzone w stosunku do ustawy o funduszach inwestycyjnych. Środki zgromadzone w planach kapitałowych będą mogły być w 30 proc. lokowane w aktywach zagranicznych. Taki sam limit będzie dotyczył inwestycji w ETF, czyli fundusze, które odwzorowują indeksy, np. giełdowe. 1/10 portfela zarządzających PPK będzie mogła zostać ulokowana w funduszach venture capital, inwestujących w start-upy. – To ważne w kontekście Strategii Odpowiedzialnego Rozwoju, której elementem jest finansowanie innowacji – przekonuje nasz rozmówca. Oczywiście fundusze będą mogły też kupować akcje i obligacje.
Autorzy projektu zakładają, że środki przyszłych emerytów będą pomnażane przez fundusze zdefiniowanej daty, czyli ich strategia inwestycyjna będzie dostosowana do wieku oszczędzającego. Środki osób młodych mają być w 60–80 proc. ulokowane w akcjach. Z czasem ten udział będzie się zmniejszał i w momencie osiągnięcia zdefiniowanej daty, tuż przed emeryturą, wyniesie nie więcej niż 15 proc. Projekt szczegółowo reguluje również kwestie tego, ile procent portfela musi być ulokowane w instrumentach dłużnych z ratingiem inwestycyjnym (70 proc.).
Także zakupy akcji na GPW będą miały swoje ograniczenia związane z tym, w jakim indeksie znajduje się dana spółka. Najwięcej aktywów netto – co najmniej połowa – będzie mogło być ulokowane w WIG20. W mWIG40 ma być to nie więcej niż 20 proc., a w pozostałych spółkach, także tych z rynku NewConnect, do 10 proc. Nad tym, jak wygląda polityka inwestycyjna i czy limity są utrzymywane, będzie czuwała KNF. To Komisja będzie też decydować o dopuszczeniu instytucji finansowej do programu PPK.