Inwestycje w zakresie oczyszczania ścieków, lepszej retencji wody oraz działania na rzeczy ponownego zarybienia Odry - tych obszarów będzie dotyczyć specustawa, która ma być rządową odpowiedzią na katastrofę ekologiczną na Odrze. - Dzisiaj wiemy, że przyczyną były złote algi, które nie rozwinęłyby się, gdyby nie odpowiednia chemia wody oraz jej mała ilość. Podstawowym zadaniem jest usprawnienie procedur inwestycyjnych w przedsięwzięciach, które zapewnią odpowiedni poziom jakości oczyszczonych ścieków oraz zwiększą stan zasobów wody w Odrze - mówił Marek Gróbarczyk, pełnomocnik rządu ds. gospodarki wodą, gdy przedstawiał wczoraj założenia projektu.
- Musimy retencjonować więcej wody, aby tworzyć odpowiednie warunki dla rozwoju życia biologicznego w rzece. Odra stanowi o bezpieczeństwie gospodarczym i środowiskowym. Najważniejsze jest zwiększenie zasobów dyspozycyjnych tej rzeki. Trzeba zatrzymywać wodę, aby można było zasilać rzekę, kiedy zaczyna brakować wody - wtórował p.o. prezesa Wód Polskich Krzysztof Woś. Dodał, że Wody Polskie liczą na przyspieszenie procesu pozyskiwania niezbędnych decyzji środowiskowych dla inwestycji. W specustawie ma się znaleźć również pomoc finansowa dla osób, które najbardziej ucierpiały w skutek katastrofy ekologicznej na Odrze.
Nowe przepisy mają też poprawić monitoring jakości wód w rzekach. Krzysztof Woś poinformował, że zidentyfikowano wiele zrzutów, które nie miały pozwoleń. - Od 2021 r. sprawdziliśmy już 17 tys. wylotów ściekowych wzdłuż rzek i niestety ok. 1,5 tys. tych rur nie ma aktualnego pozwolenia wodnoprawnego na odprowadzanie. W Odrze stwierdzono 282 takie przypadki. W 57 przypadkach zgłosiliśmy już sprawę na policję - wyliczał, dodając, że Wody Polskie nie mają kompetencji do badania stanu wód, a jedynie udzielają pozwoleń wodnoprawnych. Próbki są pobierane przez wojewódzkie inspektoraty ochrony środowiska.
Reklama
Profesor Andrzej Solecki, geolog z Wydziału Nauk o Ziemi i Kształtowania Środowiska Uniwersytetu Wrocławskiego, dostrzega problem z całym procesem pobierania i badania próbek. Po pierwsze ze względu na to, że Wody Polskie, choć zarządzają zasobami wodnymi, jednocześnie nie mogą ich kontrolować. Po drugie z powodu niedostatecznego nadzoru nad pobieraniem próbek zrzutów. - To, kto pobiera próbki do badań, jest istotne, ponieważ to od niego zależą wyniki - wskazuje.

Reklama
Profesor Solecki proponuje wprowadzenie systemu monitoringu wód online i udostępnienia pozwoleń wodnoprawnych w internecie. - Dzięki temu każdy mógłby się z tym zapoznać. Możliwe, że gdyby wprowadzić taki system, to nie doszłoby do takiej skali zakwitu i z pewnością przyspieszyłoby to zidentyfikowanie źródła katastrofy. Należy zwrócić uwagę, że pierwszą hipotezę o roli glonów opublikowała dr Magdalena Cubała-Kucharska, która zajmuje się naukami medycznymi. Istotnym czynnikiem jest także edukacja ekologiczna, która powinna być prowadzona w bardziej aktywny sposób poprzez np. zajęcia terenowe, pokazywanie organizmów pod mikroskopem itd. Szeroka partycypacja społeczeństwa sugerowana jest nawet przez zasadę pomocniczości istniejącą w społecznej nauce Kościoła - mówi prof. Solecki.
O wprowadzenie podobnego systemu monitoringu opartego na automatycznych stacjach pomiarowych apeluje Koalicja Ratujmy Rzeki, która zrzesza organizacje zajmujące się ochroną polskich rzek. Działacze domagają się także systemowego wzmocnienia roli służb ochrony środowiska oraz przywrócenia kompetencji w zakresie gospodarki wodnej do Ministerstwa Klimatu i Środowiska.
- Nie mam wątpliwości, że zbiorniki retencyjne mogą odegrać kluczową rolę w gospodarowaniu wodami i być środkiem ratunkowym dla rzeki. Jednak jeśli chodzi o ten konkretny kryzys, należy przeprowadzić szczegółowe badania dotyczące alg - Prymnesium parvum, ponieważ istnieje hipoteza, że mogły rozwinąć się właśnie w zbiorniku retencyjnym i zostać spuszczone do Odry. Bez przeglądu literatury i badań inwestycje mogą okazać się działaniem na oślep - dodaje prof. Solecki.
Wątpliwości wobec rozwiązań rządowych ma dr Włodzimierz Golus, hydrolog z Uniwersytetu Gdańskiego. - Ministerstwo Infrastruktury i Wody Polskie zaproponowały alimentowanie wody poprzez dużą retencję, co jest pomysłem wyciągniętym z lat 50. Współcześnie nie buduje się dużych zbiorników retencyjnych, ponieważ to rozwiązanie się nie sprawdziło. Każdy tego typu zbiornik generuje problemy gospodarcze i środowiskowe, ponieważ np. zbierają się w nich osady. Według mnie należy w pierwszej kolejności przeprowadzić analizy dotyczące zasobów wodnych i tego, czy w ogóle mamy nadwyżki, które mogą posłużyć do alimentacji - tłumaczy hydrolog. Jak podkreśla, inteligentna retencja zakłada liczne działania, ale w mniejszej skali. - Dopiero poprzez wspólne działania w lokalnych środowiskach jesteśmy w stanie zadziałać na rzecz retencjonowania - wskazuje. Według hydrologa nie da się przywrócić Odry do stanu poprzedniego bez długofalowych działań, które nie zostały przedstawione w ministerialnym planie, tym bardziej że trzeba brać pod uwagę obecne warunki atmosferyczne ze względu na zmianę klimatu.
Wskazuje ponadto, że reforma przepisów zapobiegających zanieczyszczeniu wód jest potrzebna. - Należy pamiętać, że obecnie normy są uśrednioną wartością, nie są dostosowane do uwarunkowań danego zbiornika czy cieku, co doprowadza do katastrof ekologicznych. Nawet jeśli normy będą zaostrzone, to nie bierze się pod uwagę stanu ekologicznego wód, do których te odpady są odprowadzane. Nie można również zapomnieć o zmniejszonym przepływie ze względu na niski stan wód. Głównym celem zmiany przepisów powinna być ochrona zasobów wodnych oraz zapobieganie powstawaniu nieprzemyślanych oczyszczalni ścieków - podsumowuje dr Golus.

www.gazetaprawna.pl/biznes-i-klimat/