W 2012 r. każdy Polak wyrzucił średnio 3,8 kg sprzętu elektronicznego, który trafił do recyklingu. Jeszcze pięć lat wcześniej było to zaledwie 0,7 kg. – Mówimy tylko o wycinku wszystkich elektrośmieci. Tak naprawdę elektroniki wyrzucamy o wiele więcej – mówi Jerzy Ziaja, prezes Ogólnopolskiej Izby Gospodarczej Recyklingu.

„Wielkogabarytowych urządzeń gospodarstwa domowego”, czyli pralek, lodówek, zamrażalek czy zmywarek, wyrzuciliśmy w 2012 r. 74,5 mln kg, „małogabarytowych urządzeń gospodarstwa domowego”, czyli sprzętów od mikserów przez elektryczne noże czy wyciskarki owoców – 17,7 mln kg, sprzętu RTV – 39,2 mln kg, a oświetleniowego – ponad 8,5 mln kg.

Łącznie według najnowszego rozliczenia Głównego Inspektoratu Ochrony Środowiska elektroniki wszelkiej maści do koszy trafiło ponad 157 mln kg.

Na pierwszy rzut oka to sporo, bo pięć lat wcześniej było to zaledwie 17 mln kg. Ale według ekspertów to i tak za mało. Bo unijna dyrektywa zobowiązuje, by roczny poziom zbiórki e-odpadów wynosił przynajmniej 4 kg na każdego mieszkańca. U nas jest to zaledwie 3,8 kg. Stare lodówki, pralki, komórki, baterie i komputery – to elektrośmieci, które zgodnie z prawem unijnym powinny trafić do specjalnych punktów odzysku, tak by niebezpieczne związki – metale ciężkie, oleje – zostały albo unieszkodliwione, albo ponownie wykorzystane. Za recykling powinni płacić producenci, którzy koszty te wrzucają w cenę produktu.

Polski system jest trzeci od końca (po Rumunii i Łotwie) pod względem ilości sprzętu, który rzeczywiście poddajemy odzyskowi.

– Po raz kolejny z rzędu Polska nie zebrała obowiązkowego minimum. Również kolejny rok z rzędu masa sprzętu przetworzonego jest wyższa niż zebranego. Przypomnę tylko, że zakład uzyskuje pieniądze właśnie za przetworzenie sprzętu. Czy oznacza to, że dokumenty będące podstawą przygotowania raportu GIOŚ nie są wiarygodne? Bo jak można przetworzyć coś, co nie zostało zebrane? – mówi Grzegorz Skrzypczak, prezes Organizacji Odzysku Sprzętu Elektronicznego i Elektrycznego.

– Nikt poważny, znający się na tym rynku, nie wierzy, że tylko tyle elektroniki trafiło do śmieci. Ten sprzęt jeszcze kilka, kilkanaście lat temu rzeczywiście traktowany był jak dobra trwałe i służące latami. Dziś jednak coraz częściej, podobnie jak ubrania czy produkty spożywcze, szybko się nudzi, nie jest naprawiany, tylko od razu trafia na śmieci. Tyle że nie widać tego w statystykach GIOŚ – komentuje Ziaja. I dodaje, że efekty widać pod mostami i w lasach czy w punktach skupu metali, gdzie trafiają fragmenty sprzętu rozebranego przez złomiarzy.

Skrzypczak zauważa, że chociaż taka sytuacja – za mała w stosunku do zużycia zbiórka – jest raportowana kolejny rok z rzędu, GIOŚ nie wskazuje żadnych przypadków wykrycia nieprawidłowości. W daleszym ciągu utrzymywana jest fikcja, a szara strefa kwitnie sobie w najlepsze.