Na ostatnim posiedzeniu Komisji Wspólnej Rządu i Samorządu Terytorialnego wiceminister klimatu Jacek Ozdoba zapewnił, że w ciągu 10 dni zostanie powołany zespół, w ramach którego obie strony będą szukać rozwiązań dla systemu gospodarki odpadami. Możliwe więc, że wkrótce uda im się spotkać w ramach tego gremium.
Zniecierpliwienie po stronie samorządowej rośnie, bo chociaż resort przedstawił propozycje dotyczące tego, jak chce udrożnić system gospodarki odpadami, zatrzymać rosnące koszty i pomóc samorządom (pakiet „Czystość Plus”), to przełożenie pomysłów na projekty nie idzie tak szybko, jak oczekiwaliby tego samorządowcy. Wciąż światła dziennego nie ujrzał także projekt określający szczegółowe zasady rozszerzonej odpowiedzialności producenta (ROP), którego wyczekują przedsiębiorcy, samorządowcy, organizacje odzysku i sektor pozarządowy (opublikowano jedynie projekt nowelizujący ustawę o odpadach, który uzgadnia przepisy z dyrektywą odpadową). Wiceminister na wczorajszym posiedzeniu sejmowej komisji ochrony środowiska i samorządu terytorialnego zapowiedział, że projekt ustawy o ROP pojawi się pod koniec listopada.

Częściowo spełnione obietnice

Reklama
Przypomnijmy, że resort zapowiedział zmianę maksymalnych stawek, które gmina może pobrać za odbiór pojemnika z odpadami od właścicieli biurowców, instytucji czy galerii handlowych. Obecne są nierynkowe i w konsekwencji miasta wyłączają te nieruchomości z systemu odbioru i zagospodarowania odpadów. Do Sejmu wpłynął w ostatnich dniach projekt nowelizujący ustawę o utrzymaniu czystości i porządku w gminach i innych ustaw (m.in. ustawę o odpadach) – nie zawiera on jednak propozycji podniesienia stawki maksymalnej.
Projekt odsuwa natomiast nieco w czasie problem wysokich kar grożących samorządom. Gminy z recyklingu i odzysku odpadów (wytworzonych w 2020 r.) rozliczą się jeszcze według starej metody, czyli jedynie od masy zebranych selektywnie czterech frakcji: papier, metal, szkło i tworzywa sztuczne (będzie obowiązywał poziom 50 proc. recyklingu), a nie od masy wszystkich zebranych odpadów, czyli z uwzględnieniem bioodpadów.

Reklama
Może to pomóc podczas epidemii. Samorządowcy zwracają bowiem uwagę, że śmieci od osób przebywających na kwarantannie są odbierane jako zmieszane. Stary wzór tych odpadów „nie widzi”. Nie oznacza to jednak, że zwiększona ilość odpadów zmieszanych nie przełoży się na koszty.
Ministerstwo nie przedstawiło do tej pory także zapowiadanych zmian umożliwiających gminom bardziej elastyczne podejście do selektywnego systemu zbiórki. Przypomnijmy – pakiet „Czystość Plus” zakładał, że po uprzedniej zgodzie resortu gminy mogłyby odejść od systemu pięciopojemnikowego.
Zbliża się natomiast termin (koniec roku) na wprowadzenie przez samorządy obowiązkowej segregacji. Zapowiadany pakiet miał dać możliwość indywidualnego rozliczania mieszkańców z selektywnej zbiórki odpadów w zabudowie wielolokalowej. Także te pomysły na razie nie zostały przekute na projekt. Bez rozwiązań umożliwiających rozliczenie z tego obowiązku, np. za pomocą kodów kreskowych, za jakość selektywnej zbiórki będą odpowiadać finansowo spółdzielnia lub wspólnota mieszkaniowa, czyli wszyscy mieszkańcy.

Oczekiwanie na ROP

W projekcie, który trafił do Sejmu (nowelizującym także ustawę o odpadach), ministerstwo wycofuje się natomiast z obowiązku publikacji rozporządzenia z listą instalacji do termicznego przekształcania odpadów oraz z limitu 30 proc. odpadów, które mogą być skierowane do spalenia. Ma to rozwiązać czasowo problem frakcji wysokokalorycznej. Jej nadpodaż powoduje wzrost opłat. To kawałki folii, plastiku i innych łatwopalnych materiałów pochodzących m.in. z opakowań. Resort zaznacza, że strumień odpadów kierowanych do spalarni będzie monitorowany, a ich termiczne przekształcenie może być wyłącznie uzupełnieniem kompleksowego systemu.
Niewątpliwie odpadów trafiających do spalarni będzie mniej, gdy producenci zostaną przymuszeni do wykorzystywania surowców wtórnych, a dofinansowane i wyspecjalizowane instalacje recyklerów będą w stanie przetworzyć więcej różnorodnych materiałów. Dlatego ważnym elementem układanki jest ROP. Choć wiceminister Ozdoba zapowiadał, że system ma działać już w styczniu 2022 r., rozwiązania dotyczące chociażby przepływu środków z opłat, a także systemu kaucyjnego, który mógłby funkcjonować w ramach ROP, nie są znane.
Przedsiębiorcy mają coraz mniej czasu na przygotowanie linii produkcyjnych. Wiadomo, że wyższa opłata ma objąć opakowania, z których trudniej odzyskać surowiec – taka wiedza to jednak za mało, by podjąć się kosztownych inwestycji.
– Recyklerzy tworzą katalog produktów z recyklingu, aby ułatwić prace w ministerstwie. Będziemy dążyli do tego, aby jak najwięcej produktów było produkowanych z odzysku – mówi Szymon Dziak-Czekan, prezes Stowarzyszenia „Polski Recykling”. I jak dodaje, branża kolejny raz na posiedzeniu sejmowej komisji usłyszała zapewnienia, że takie rozwiązanie jest zasadne i będzie wspierane przez resort.
Obecnie producentom bardziej opłaca się kupować nowy surowiec niż korzystać z wtórnych. Rosnąca z roku na rok ilość wytwarzanych odpadów komunalnych, brak ograniczeń przy projektowaniu opakowań, skutecznych opłat za ich wprowadzanie na rynek i restrykcyjne rozliczanie samorządów z rzeczywistych efektów selektywnej zbiórki (nowy wzór obliczania poziomów recyklingu) spowodują, że widmo kar prędzej czy później dosięgnie też samorządy.
Ekolodzy krytykują jednak rządowe plany. – Budowa spalarni znacznie spowolni dalszy postęp w gospodarce odpadami w naszym kraju – mówi Piotr Barczak z Polskiego Stowarzyszenia Zero Waste.
Ministerstwo ma inną perspektywę. Luzując obostrzenia dla spalania odpadów, chce rozwiązać część problemu rosnących kosztów. NFOŚiGW udzielił pożyczki instalacji do termicznego przekształcania odpadów, która powstaje w Gdańsku. Na pomoc finansową ze środków krajowych mogą liczyć mniejsze ciepłownie, które chciałyby produkować ciepło z odpadów.