Pandemia może zepchnąć na drugi plan ochronę klimatu. Szansą mogą być zielone pakiety antykryzysowe.
Reklama
Walka z pandemią koronawirusa i jej skutkami oznacza konieczność skierowania ogromnych środków na wsparcie dla przedsiębiorstw i pozbawionych dochodu obywateli czy dofinansowanie służby zdrowia. Ale może to być też szansa dla zielonej transformacji. Odpowiednio zaprojektowane pakiety stymulacyjne stanowiłyby wsparcie także dla przeciwdziałania kryzysowi klimatycznemu. Zielone inwestycje to również jedna z potencjalnych dźwigni dla ogarniętych kryzysem gospodarek.
W krótkim terminie hamowanie gospodarki i ograniczenie mobilności związane z wirusem powodują znaczny spadek konsumpcji energii oraz emisji, na co wskazują dane m.in. z Chin, Włoch czy USA. W Chinach ubytek ten na początku bieżącego roku szacowany jest na co najmniej 25 proc. w stosunku do tego samego okresu ub.r. Wyraźnie spadło też m.in. zużycie węgla w chińskich elektrowniach. Według Michała Hetmańskiego z Fundacji Instrat za sprawą tego trendu prawdopodobne jest spełnienie – wbrew wcześniejszym prognozom – celów klimatycznych na 2020 r. przez kraje takie jak Polska czy Niemcy.
Kształt polityk antykryzysowych, a co za tym idzie także przyszłość zielonej transformacji, w dłuższym czasie pozostaje jednak kwestią otwartą. Eksperci wskazują na doświadczenia z kryzysu finansowego rozpoczętego w 2008 r. Rządowe pakiety stymulacyjne spowodowały wtedy zwiększenie zużycia paliw kopalnych i emisji CO2. Sposobem na uniknięcie tego scenariusza może być warunkowanie dostępu do pomocy publicznej dla poszkodowanych branż, spełnienie kryteriów środowiskowych czy ograniczanie śladu węglowego. – Wsparcie udzielone wszystkim firmom bezwarunkowo, jako rekompensata strat ekonomicznych, nie jest dobrym pomysłem. De facto utwierdzi obecną strukturę gospodarki, nie biorąc pod uwagę celów transformacji energetycznej. Pakiet stymulacyjny dla gospodarki musi być zielony – przekonuje Hetmański.
Część państw, w tym Polska i Czechy, jest jednak sceptyczna wobec utrzymania wyśrubowanych celów w polityce klimatycznej, domagając się priorytetu dla walki z koronawirusem i ratowania gospodarki. – Europa powinna teraz zapomnieć o Zielonym Ładzie i skupić się na koronawirusie – mówił w zeszły poniedziałek czeski premier Andrej Babiš. Polski wiceminister aktywów państwowych Janusz Kowalski opowiedział się za likwidacją europejskiego systemu handlu emisjami ETS albo przynajmniej wyłączeniem z niego Polski. Według niego państwa UE „samodzielnie powinny dbać o klimat”. Także resort klimatu w stanowisku przekazanym PAP ocenił, że w związku z pandemią koszty związane z ETS „staną się relatywnie jeszcze większym obciążeniem dla podmiotów”. Resort zauważa zarazem, że efektem spowolnienia gospodarki może być spadek cen uprawnień do emisji, a rząd pracuje nad propozycjami mającymi na celu usprawnienie ETS, a nie jego likwidację.
W UE przeważa na razie stanowisko o konieczności utrzymania stanowczego kursu w dziedzinie klimatu. Jednak zwolenników opcji czeskiej i odkładania priorytetów klimatycznych na później będzie tym więcej, im dłużej trwać będzie kryzys i im boleśniejsze będą jego skutki społeczne i ekonomiczne. Niewykluczone już dziś – jak wynika z informacji portalu Euractiv – są też opóźnienia w realizacji niektórych elementów Europejskiego Zielonego Ładu. Dotknąć mogą one m.in. przyjęcia unijnych strategii: surowcowej, rolno-żywnościowej (tzw. od pola do stołu) oraz na rzecz bioróżnorodności.
Wyzwaniem dla zielonej transformacji UE mogą być też spadające ceny energii wywołane m.in. radykalną przeceną pozwoleń na emisje CO2 na unijnym rynku. W środę uprawnienia były najtańsze od prawie dwóch lat. Kosztowały niewiele ponad 15 euro za tonę. To efekt ograniczonej przez pandemię aktywności gospodarczej, w tym wysokoemisyjnego przemysłu. – Jeśli trend spowolnienia gospodarczego i niskich cen pozwoleń się utrzyma, może sprawić, że – przynajmniej na jakiś czas – przedsięwzięcia oparte na paliwach kopalnych staną się znowu konkurencyjne. Tymczasem unijne modele oparte są raczej na założeniu o stałym trendzie wzrostowym cen CO2 – wskazuje Hetmański. Jak dodaje, jest to argument za zaostrzeniem celów redukcyjnych i zwiększeniem roli państw w zielonej transformacji.
– Nie sposób wykluczyć scenariusza, w którym projekt Europejskiego Zielonego Ładu polegnie lub znacznie osłabnie w ogniu walki z kryzysem ekonomicznym – przyznaje Lidia Wojtal, była polska negocjatorka na szczytach klimatycznych.
W związku z kryzysem koronawirusowym w grę wchodzi przełożenie listopadowego szczytu klimatycznego COP26 w Glasgow – w zeszłym tygodniu mówił o takiej opcji szef brytyjskiej dyplomacji Dominic Raab. – Brytyjczycy na pewno pamiętają, że najbardziej nieudany do tej pory szczyt w Kopenhadze w 2009 r. też odbywał się po kryzysie. To pokazuje, że otoczenie makroekonomiczne ma istotny wpływ na możliwości przyjmowania globalnych zobowiązań – mówi ekspertka.