63 mln euro z funduszu spójności trafią na budowę instalacji w Gdańsku, a blisko 40 mln euro – w Olsztynie. Obie mają wytwarzać energię i ciepło pochodzące ze spalania odpadów komunalnych.
Reklama
Część samorządów w spalaniu odpadów widzi rozwiązanie rosnących kosztów gospodarki odpadami. Te w Gdańsku i Olsztynie mogą być jednak ostatnimi, które otrzymają zastrzyk gotówki ze środków unijnych, gdyż europejska polityka klimatyczna przyjmuje kurs na gospodarkę obiegu zamkniętego, czyli na ograniczenie ilości wytwarzanych śmieci. Już w 2017 r. Komisja Europejska dopuściła termiczną obróbkę tylko odpadów nienadających się do recyklingu. Warunkiem jest także wysokosprawna kogeneracja. Jak przekonują przeciwnicy budowy spalarni, uzależnienie dostaw energii i ciepła od ilości odpadów spowoduje, że ich strumień nie zostanie zmniejszony.
Samorządy mogą jednak liczyć na środki z NFOŚiGW, a wiceprezes funduszu Dominik Bąk zapewnia, że także w nowej perspektywie fundusz zgłasza potrzeby dotyczące dofinansowania instalacji wysokiej kogeneracji.
Obie nowe spalarnie są realizowane w formule partnerstwa publiczno-prywatnego. Gdańska spalarnia ma zostać uruchomiona w styczniu 2023 r. i ograniczyć składowanie odpadów o około 160 tys. ton. W sprawie wydanego pozwolenia na budowę toczy się postępowanie odwoławcze – inwestycji sprzeciwia się Towarzystwo na rzecz Ziemi z Oświęcimia. Spalarnia w Olsztynie ma ruszyć w listopadzie 2022 r.
Komisja Europejska zielone światło dla tych inwestycji dała jeszcze w ubiegłym roku. Teraz – pod koniec ubiegłego tygodnia – zaakceptowała pomoc publiczną, która zostanie udzielona na budowę spalarni. Środki przyznano z programu Infrastruktura i Środowisko w ramach kończącej się perspektywy unijnej na lata 2014–2020.