W kończących się pracach nad rozporządzeniem nawozowym przyjęto dużo łagodniejsze zapisy, niż obawiali się nasi producenci.
Reklama
W Brukseli do finału zmierzają prace nad wzbudzającym kontrowersje w całej UE limitem kadmu w nawozach. Bardzo ważne dla unijnego rolnictwa i producentów nawozów rozporządzenie w toku długotrwałych negocjacji przyjęło brzmienie korzystne dla polskich firm.
Było wiele obaw, że nowe restrykcje wyeliminują z rynku np. polską Grupę Azoty. Realnie rzecz biorąc, stawką w tej grze były losy polskiej chemii. W tle były również interesy firm spoza UE, w tym z Afryki Północnej i Rosji – eksportujących do Wspólnoty dużo nawozów.
Rozporządzenie nawozowe w ubiegłym tygodniu przyjął Komitet Stałych Przedstawicieli UE – COREPER. To oznacza zbliżające się zakończenie prac nad projektem i jego wejście w życie. Unijne rozporządzenia, w przeciwieństwie do dyrektyw, nie wymagają przyjmowania w kraju nowej ustawy, tylko wchodzą do porządku prawnego z chwilą publikacji w Dzienniku Urzędowym.
Pierwotna propozycja Komisji Europejskiej przewidywała zaostrzenie zawartości limitów kadmu do 60 mg/kg po trzyletnim vacatio legis, później zaś do 40 mg/kg, a od 2030 r. do 20 mg/kg. Parlament Europejski wydłużył vacatio legis do sześciu lat, a mowa jest tylko o limicie na poziomie 60 mg kadmu na kilogram nawozu. Jest to rozwiązanie kompromisowe – na początku prac nad rozporządzeniem Grupa Azoty zaznaczała, że optymalne byłoby ustalenie normy na poziomie 80 mg. Jednak i obecny obrót wydarzeń jest satysfakcjonujący, choć jednocześnie rozwiązanie to jest najbardziej ambitne ze spotykanych na świecie. Dotychczas obowiązujące rozporządzenie nawozowe również w Unii nie ustanawiało maksymalnych zawartości tego pierwiastka.
Gorzej wiedzie się naszym negocjatorom na polu legislacji energetycznej. Pod względem rozwiązań przyjmowanych dla tej branży rozwiązania forsowane przez Brukselę są dalekie od postulatów zgłaszanych przez Polskę. Można wręcz powiedzieć, że przegrywamy na wielu frontach jednocześnie. Na początku grudnia Komisja Europejska zgłosiła plan dojścia do zerowej emisji CO2 w 2050 r. Oznacza to konieczność całkowitej rezygnacji z węgla, z którego w naszym kraju powstaje niemal 80 proc. prądu. Polsce nie udaje się też np. przeforsować swoich postulatów w sprawie dyrektywy gazowej, która wyhamowałaby tempo prac nad budową gazociągu Nord Stream 2, łączącego Niemcy z Rosją, który może doprowadzić do monopolizacji na unijnym rynku gazu.
Czym zatem sytuacja w branży chemicznej różni się od tej w energetyce? Po pierwsze, wiele zabiegów na rzecz rozwiązań chroniących polską chemię podjął kierowany przez Jadwigę Emilewicz resort przedsiębiorczości i technologii. Zdaniem naszych rozmówców na etapie prac w Parlamencie Europejskim mocno na rzecz polskiej strony lobbowali również opozycyjni europarlamentarzyści, w tym Dariusz Rosati i Jarosław Wałęsa. W sprawie tej zabierał głos również Andrzej Grzyb, członek Komisji ds. Ochrony Środowiska Naturalnego, Zdrowia Publicznego i Bezpieczeństwa Żywności (ENVI). Zwracał uwagę, że nie istnieje na razie technologia, która pozwoliłaby na ekstrakcję kadmu z fosforytów na skalę przemysłową. Nic również nie wskazuje na to, żeby taka technologia miała się pojawić w przewidywalnej przyszłości. Problematyczna jest również skuteczność nawozów z dodatkiem fosforytów poddanych ekstrakcji kadmu przy obecnych technologiach.
Na korzyść Polski zadziałało też to, że w przeciwieństwie do problemów energetyki w przypadku chemii udało się nawiązać współpracę z firmami z innych krajów. Restrykcje w sprawie norm kadmu wzbudziły obawy przemysłu nawozowego w kilkunastu państwach, w tym Hiszpanii, Portugalii, Rumunii czy Irlandii. Kraje te wspólnie biły na alarm, że propozycja KE doprowadzi do tego, że jedynym dostawcą do Unii rudy fosforu, która jest surowcem do produkcji nawozów fosforowych, zostanie Rosja, bo jej surowce spełniają najostrzejsze limity z tych zaproponowanych przez Brukselę.