Narodowy Fundusz Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej ogłosił nabór wniosków na dofinansowanie autobusów elektrycznych dla parków narodowych. Chociaż parki narodowe mogą ubiegać się także o dofinansowanie m.in. łodzi i rowerów elektrycznych, to przede wszystkim chodzi o rozwiązanie problemu fiakrów wożących turystów na Morskie Oko.

Jak ministerstwo rozwiązywało problem koni na Morskim Oku

Pierwsze uzgodnienia w tej sprawie miały miejsce w lutym zeszłego roku. - To historyczny moment i długo wyczekiwane porozumienie - mówiła wtedy minister środowiska Paulina Henig-Kloska. Trasa, jaką pokonują konie z zaprzęgiem i turystami na pokładzie, miała zostać skrócona z 7 do 2,5 km, miało zostać policzone obciążenie koni pracujących w Tatrzańskim Parku Narodowym, a w samym parku miały się pojawić elektryczne busy obsługiwane przez fiakrów, tak żeby nie stracili swojego zarobku. Ich testy odbywały się w połowie roku. - W czasie testów sprawdzane są możliwości samochodu zarówno na drodze do Morskiego Oka, jak i na innych drogach Podhala o różnym nachyleniu. Ważny jest czas jazdy na jednym ładowaniu baterii oraz zachowanie na drodze w różnych warunkach pogodowych. Z uwagi na bardzo duży ruch turystyczny w ciągu dnia samochód będzie pojawiał się na drodze do Morskiego Oka przede wszystkim rano - informował Tatrzański Park Narodowy.

Ostatecznie z uruchomionej pilotażowo przez Tatrzański Park Narodowy (TPN) usługi przewozu elektrykami, od maja do października skorzystało 27 tysięcy turystów. To za mało, do listopada zeszłego roku na Morskie Oko wybrało się ok. 700 tys. turystów.

Po roku od porozumienia problem wygląda tak:

  • TPN ma za mało busów elektrycznych, by móc przewieźć turystów, którzy dziś decydują się na transport konny.
  • Nawet gdyby miał ich więcej, to busy i tak nie jeżdżą w warunkach zimowych w TPN.
  • Porozumienie, do którego doprowadziło MKiS, dotyczyło fasiągów, a nie sań, które używane są zimą.

30 mln zł na elektryki dla parków narodowych

Ministerstwo postanowiło więc najpierw rozwiązać pierwszy problem, choć trudno zakładać, że busy pojawią się w parku narodowym błyskawicznie. Nabór wniosków, który ogłosił właśnie NFOŚiGW ma trwać od 15 stycznia do 30 czerwca 2027 roku, przeznaczono na niego 30 mln zł, a dotacja ma pokryć 95 proc. kosztów kwalifikowanych. Pojazdy, które mogą być kupione w programie, mają ważyć powyżej 5 ton i mieścić więcej niż 8 osób. Z harmonogramu zawartego w regulaminie naboru wynika, że nawet gdyby nie doszło do konieczności poprawy wniosku, a wszystkie negocjacje i potrzebne uchwały potoczyły się zaskakująco sprawnie, to i tak samo przeprocedowanie wniosku zajmie minimum trzy miesiące, nie mówiąc o zakupie. Tymczasem długo wyczekiwana zmiana w ruchu turystycznym na Morskie Oko miała nastąpić od początku 2026 roku.

Elektryczne busy dla turystów w Tatrzańskim Parku Narodowym

W zeszłym roku resort przeznaczył pieniądze na kilka pojazdów elektrycznych z rezerwy celowej, obiecanych kilkunastu następnych TPN do tej pory nie ma. - Po uzupełnieniu floty autobusów elektrycznych zaprzęgi konne będą kursowały na najbardziej płaskim odcinku od Palenicy Białczańskiej do Wodogrzmotów Mickiewicza; pełną trasę do Włosienicy będzie można pokonać pieszo lub korzystając z elektrycznych autobusów - informuje resort. - TPN będzie mógł wnioskować o dofinansowanie zakupu kolejnych autobusów, by rozbudować flotę tak, aby mogła przejąć od zaprzęgów konnych transport na pełnej trasie od Palenicy Białczańskiej do Włosienicy. Turyści sami będą decydować, czy chcą skorzystać z tradycyjnego zaprzęgu na skróconym, najbardziej płaskim odcinku do Wodogrzmotów Mickiewicza, czy pokonają całą trasę zeroemisyjnym autobusem elektrycznym - dodaje.

Z wypowiedzi dyrektora TPN dla TVN24 wynika, że ok. 60 fiakrów, którzy dziś realizują transport konny na Morskie Oko, ma mieć aneksowane umowy do końca stycznia, a obsługa tras na nowych warunkach ma być wdrażana od lutego.

Hybryda dla konia czy dla fiakra?

W tle konfliktu o dobrostan koni pracujących w TPN trwały też prace nad skonstruowaniem e-fasiągu, czyli wozu hybrydowego, który mógłby odciążyć zwierzęta. - Pierwszy prototyp wozu powstał już w 2016 roku i pomimo iż nie przeszedł pomyślnie fazy testów, wóz hybrydowy ponownie ma szansę powstać. Mamy nadzieję, że jeśli uda się to rozwiązanie wprowadzić to umożliwi ono kultywowanie tradycyjnej na Podhalu formy transportu, utrzymanie dużej hodowli koni (około 300 sztuk) i umożliwienie społeczeństwu kontaktu z tymi zwierzętami, zapewniając im jednocześnie możliwie najlepsze warunki pracy i dobrostanu - informował wcześniej TPN. Wóz hybrydowy został też zaprezentowany w 2021 roku, ale nie wszedł do użytku.

W listopadzie nad takim rozwiązaniem mieli pracować naukowcy z Politechniki Śląskiej, do których zwrócili się tatrzańscy przewoźnicy. Po interwencji obrońców praw zwierząt uczelnia odcięła się od zaangażowania w całą sprawę, podkreślając jednocześnie zasadę wolności badań.

Od lat kampanię na rzecz poprawy opieki nad końmi pracującymi nad Morskim Okiem prowadzi Fundacja Viva! - Nigdzie na świecie nie zdołano opracować hybrydy elektryczno-konnej, która byłaby przystosowana do zmiennego nachylenia terenu górskiego - podkreśla fundacja. - Dlaczego jesteśmy przeciwni hybrydzie? Naszym zdaniem to pudrowanie problemu, czyli zbyt ciężkiej pracy koni na trasie do Morskiego Oka.

Zmiany w programie NaszEauto

W połowie roku okazało się, że program NaszEauto, który miał wspierać zakup elektryków przez osoby fizyczne, ma problem z wydaniem wszystkich środków. Do 31 lipca wartość złożonych wniosków wyniosła niemal 280 mln zł, czyli zaledwie 17,4 proc. zakładanego budżetu. Pieniądze trafiły do KPO po renegocjacji z UE podatku od aut spalinowych, na który zgodził się poprzedni rząd. Receptą na wydanie pieniędzy z KPO było więc rozszerzenie programu m.in. o minibusy i małe dostawczaki. Z załącznika do decyzji wykonawczej w sprawie zatwierdzenia polskiego KPO wiadomo było, że dofinansowanie dla elektryków miało trafić także do organizacji pozarządowych, instytucji opiekuńczych i edukacyjnych, placówek medycznych oraz właśnie parków narodowych.