MEN będzie musiało zapewnić uczniom siódmych klas książki bez opłat. Albo dostaną te z gimnazjum, albo resort wyda 100 mln zł na nowe.
Reklama
Ile kosztował jeden podręcznik MEN / Dziennik Gazeta Prawna
Według planów Ministerstwa Edukacji Narodowej uczniowie, którzy kończą w przyszłym roku szóstą klasę, nie pójdą do gimnazjum. Czeka ich siódma klasa szkoły powszechnej – tak zapowiedziała minister edukacji podczas czerwcowej prezentacji reformy. Od tej pory eksperci oświatowi i nauczyciele prześcigają się w przewidywaniu konsekwencji tego kroku. Tym razem na stronach branżowego „Głosu Nauczycielskiego” pojawiła się sugestia, że jeden rocznik uczniów może w jej wyniku stracić dostęp do darmowych podręczników – to sztandarowy projekt edukacyjny Platformy Obywatelskiej. Do 2017 r. w każdej klasie szkoły podstawowej i gimnazjum podręczniki do kształcenia ogólnego miało finansować państwo. W zamyśle na nowości budżet wykładałby pieniądze co trzy lata – uczniowie dziedziczą po sobie książki.
Czy zatem mogą stracić ten przywilej? Dzieci, które za rok idą do siódmej klasy, w starym trybie szłyby do gimnazjum. Tam dostałyby używane podręczniki, z których wcześniej uczyli się ich koledzy, którzy do gimnazjum poszli w latach 2015 i 2016. Ale że gimnazjum nie ma, a MEN zapowiada nowe programy nauczania, kwestia podręczników staje się niepewna.
Wiceminister edukacji narodowej Teresa Wargocka zapewnia, że w nowym ustroju szkolnym darmowe książki zostaną utrzymane. – W kolejnych latach bezpłatny dostęp do podręczników ma także dotyczyć uczniów realizujących obowiązek szkolny w ośmioletnich szkołach powszechnych, przy czym szczegółowe rozwiązania dotyczące sposobu i zasad wsparcia organów prowadzących szkoły w realizacji tego zadania są obecnie na etapie przygotowywania – odpowiedziała na interpelację posłów PO Teresy Piotrowskiej i Zbigniewa Pawłowicza, którzy zainteresowali się podręcznikami.
MEN nie ma jednak dużego pola manewru – albo pozwoli uczniom korzystać z książek przeznaczonych dla I, a później II klasy gimnazjów, które przekażą im starsi koledzy, albo będzie musiało wypłacić kolejne dotacje na zakup podręczników rok wcześniej, niż początkowo planowano. Po dwóch, a nie trzech latach.
Biorąc pod uwagę, że w 2017 r. do szkół wejdzie liczący ponad 370 tys. uczniów rocznik, a do tej pory na książki w gimnazjum MEN przeznaczało 250 zł za komplet, aby uzupełnić podręczniki do siódmej klasy, trzeba by wydać blisko 100 mln zł. Dodatkowo co roku MEN przeznacza na materiały ćwiczeniowe dotację w wysokości 25 zł na ucznia. Resort zabrania nauczycielom prosić rodziców o składki na dodatkowe książki. Intencją reformy podręcznikowej było to, by ograniczyć wpływy wydawców.
Według CBOS rodzice wydają rocznie na wyprawkę szkolną średnio ponad 800 zł. Większość z tej kwoty stanowił do niedawna zakup podręczników. Rządowy program zostawił w ich kieszeni od 300 do 500 zł. Tyle potrafiły kosztować książki, szczególnie dla najmłodszych uczniów.
Tym razem MEN może także wejść w układ z wydawcami – być może są w stanie przygotować podręczniki taniej lub szybko adaptować te, które dziś przeznaczone są dla gimnazjów. Ci jednak czują się zdezorientowani – choć resort dyskutuje z nimi o książkach, do tej pory nie ma z jego strony jasnego komunikatu w sprawie. Ministerstwo zapowiedziało za to znaczące zmiany w programach nauczania – między innymi więcej godzin historii. Może to oznaczać konieczność wprowadzenia dużych zmian także w książkach.
Posłowie PO w interpelacji zwrócili uwagę na jeszcze jedną okoliczność – przekonywali, że do darmowych podręczników dostęp będzie mieć o jeden rocznik uczniów mniej niż do tej pory. Przez to, że edukacja ogólna skraca się z dziewięciu (sześć lat podstawówki i trzech gimnazjum) do ośmiu lat (szkoła powszechna). Nie wiadomo nic, by dofinansowanie wyprawki szkolnej miało objąć też zerówki przedszkolne – tylko w ten sposób można by dołożyć rok darmowych podręczników.
MEN szykuje także zmiany w książkach dla najmłodszych uczniów. Dziś klasy I–III szkoły podstawowej otrzymują podręczniki przygotowane przez resort. Pracę zaczęła nad nimi minister Joanna Kluzik-Rostkowska. Od września do I klasy pójdzie trzeci rocznik uczniów, który wykorzysta pierwszą część podręcznika „Nasz elementarz”. Zgodnie z założeniami poprzedniej minister w czerwcu będzie można je oddać na makulaturę, bo odsłużyły swoje. W przyszłości „Nasz elementarz” nie będzie już jedyną opcją (dziś, jeśli szkoła chce użyć innego podręcznika, musi sama za niego zapłacić).
– Chcemy, aby to szkoły wybierały jeden podręcznik spośród trzech dostępnych. Wśród tych trzech książek znajdą się „Nasz elementarz” czy podręcznik „Nasza szkoła”, opracowane i wydane przez MEN. Podręczniki finansowane są i nadal będą z budżetu państwa w formie dotacji – zapewnia Justyna Sadlak z biura prasowego resortu. – Jedno jest pewne, z punktu widzenia rodziców i uczniów nic się nie zmieni. Uczniowie nadal będą dostawać książki – dodaje.
– Nie wiadomo, z których wydawnictw będą te podręczniki ani jak będą wybierane – zauważa Paweł Mazur z Gdańskiego Wydawnictwa Oświatowego. A MEN odpowiada: – Nowe rozwiązania pokażemy jeszcze w wakacje. Wtedy też powiemy, jaki będzie harmonogram wprowadzanych zmian.