Pedagogika wczesnoszkolna zakłada, że dzieci powinny się jak najwięcej uczyć przez zabawę. W pierwszych klasach zajęcia są więc organizowane na dywanie, na podwórku albo placu zabaw. MEN w ubiegłym roku dużo zajmowało się dziećmi w tym wieku – cofnięto sześciolatki do przedszkoli i napisano dla nich nową podstawę programową. Urzędnicy resortu ewidentnie wzięli sobie do serca uwagi o właśnie takiej formie. Od czerwca przez zabawę wprowadza bowiem swoje reformatorskie pomysły. Ostatnie sześć tygodni przypomina nieustanną grę w zgaduj - zgadulę.
Związki zawodowe chciałyby wiedzieć, jak działania MEN wpłyną na liczbę etatów nauczycielskich. Według wstępnych szacunków pracę może stracić nawet kilkanaście tysięcy osób; na ograniczenie zatrudnienia już w tym roku wpłynie zniesienie obowiązku szkolnego dla sześcioletnich dzieci. Są miasta, w których nie zostanie uruchomiona ponad połowa ubiegłorocznych klas pierwszych. A to dopiero początek – zgodnie z pomysłem MEN od roku 2017/2018 nie będzie już naboru do gimnazjów, a szóstoklasiści zamiast do pierwszej gimnazjalnej przejdą do siódmej klasy nowej szkoły powszechnej. Co odpowiada resort na pytanie, czy będą zwolnienia?
„Planowane zmiany w systemie oświaty zakładają stopniowe wygaszanie gimnazjów. Nowa struktura szkół będzie się składać z ośmioklasowej szkoły powszechnej oraz czteroletniego liceum i pięcioletniego technikum oraz branżowej szkoły. Podjęte działania nie spowodują zmniejszenia liczby uczniów, a zmianie ulegnie wyłącznie miejsce kontynuacji nauki, w związku z czym nauczyciele obecnie zatrudnieni w gimnazjach będą niezbędni do prowadzenia zajęć w szkołach nowego systemu” – piszą urzędnicy resortu, a w podobnym tonie odpowiada na poselskie interpelacje wiceminister Teresa Wargocka. „W Ministerstwie Edukacji Narodowej opracowane zostaną przepisy, które będą chroniły miejsca pracy nauczycieli” – czytamy.