Związkowcy nie odpuszczają i domagają się wyższego wzrostu pensji zasadniczej dla nauczycieli. Sprawy emerytalne chcą omawiać po spełnieniu pierwszego postulatu. Na dodatkowe podwyżki nie ma jednak szans.

Wczoraj w resorcie edukacji odbyło się kolejne spotkanie oświatowych związków z Przemysławem Czarnkiem, ministrem edukacji i nauki. Dyskusja została zorganizowana w ramach obowiązkowych konsultacji dotyczących przede wszystkim określenia stawek minimalnych wynagrodzeń dla nauczycieli. Te mają obowiązywać z wyrównaniem od 1 stycznia 2023 r. Stawki płac wzrosły o 7,8 proc. Organizacje związkowe od początku domagają się, aby pensje były znacznie wyższe. Nie brakuje też nauczycieli, którzy są bardzo zainteresowani przywróceniem wcześniejszych emerytur. Tym bardziej że resort rozważa wprowadzenie takiego rozwiązania w przyszłym roku po wakacjach. MEiN przedstawiło tylko ogólne założenia emerytalne. Temat, który najmniej budził kontrowersji, dotyczył zmiany w sposobie oceniania nauczycieli. Ministerstwo jedynie w tej kwestii całkowicie przychyliło się do argumentacji związkowej, że obowiązujące od września 2022 r. rozwiązania skutkują tym, że dyrektorzy niepotrzebnie opracowują dodatkowe regulaminy. Zmiana przepisów w tym zakresie ma doprowadzić do zmniejszenia biurokracji.

Podwyżki bez zmian

W całej sferze budżetowej od stycznia pensje mają wzrosnąć o 7,8 proc. Ustawa bud żetowa na ten rok czeka już tylko na podpis prezydenta. Natomiast dokument, który wprowadzi te podwyżki w oświacie, trafił do konsultacji i był wczoraj szeroko dyskutowany przez partnerów społecznych w resorcie. Chodzi o projekt nowelizacji rozporządzenia ministra edukacji i nauki w sprawie wysokości minimalnych stawek wynagrodzenia zasadniczego nauczycieli.

- Zaproponowane w nim stawki są skandaliczne i nie do przyjęcia. Domagamy się od ministerstwa podwyżek na poziomie minimum 15 proc. i kolejnych od 1 lipca 2023 r., bo wtedy też będzie druga podwyżka płacy minimalnej - mówi Krzysztof Baszczyński, wiceprezes Związku Nauczycielstwa Polskiego.

Tym postulatom wtórują inni uczestnicy dyskusji.

- Wynagrodzenia zasadnicze powinny wzrosnąć na poszczególnych stopniach awansu o minimum 20 proc. w stosunku do obowiązujących stawek - postuluje Sławomir Wittkowicz, członek prezydium Forum Związków Zawodowych, przewodniczący WZZ „Forum-Oświata”.

Resort edukacji tłumaczy jednak, że nie może ustalać wyższych podwyżek, niż gwarantuje to ustawa budżetowa. Tym bardziej że inne grupy zawodowe również mogłyby wysuwać żądania zwiększenia środków na podwyżki ponad te zagwarantowane na ten rok.

- Obawialiśmy się, że konsultacje dotyczące rozporządzenia płacowego są przeprowadzane z nami tylko dlatego, że takie wymogi stanowi prawo. Mamy jednak nadzieję, że w ostatecznym kształcie nasze postulaty będą uwzględnione - mówi Krzysztof Baszczyński.

Zabezpieczone pieniądze

Z kolei samorządy wskazują, że każde podwyżki wiążą się z szukaniem dodatkowych środków na ten cel w lokalnych budżetach. Dzieję się tak mimo rekordowo wysokiej subwencji oświatowej. W tym roku wyniesie 64,4 mld zł. To o 11,1 mld zł więcej w stosunku do ustawy budżetowej z 2022 r.

- Nie mam nic przeciwko wyższym płacom dla nauczycieli. Rządzący, jeśli jednak podejmują takie decyzje, powinni zabezpieczyć pieniądze na ten cel w pełnej wysokości, a nie tylko częściowej. Na przykład w przedszkolach też stosujemy Kartę nauczyciela, a tam subwencja, i to niższej wysokości przeliczeniowej, trafia tylko do zerówek - wylicza Krzysztof Iwaniuk, przewodniczący Związku Gmin Wiejskich RP i wójt gminy Terespol.

- W takiej sytuacji pojawiają się głosy wielu samorządowców, aby nam pozostawić utrzymywanie budynków, a pensje pracownikom oświaty powinien wypłacać bezpośrednio rząd za pośrednictwem wojewodów w formie dotacji celowej - postuluje.

Do takich zmian wymagane są głębokie modyfikacje systemowe, a Przemysław Czarnek na łamach DGP przekonywał, że są one możliwe dopiero po tegorocznych wygranych wyborach przez jego ugrupowanie. Zaznaczył też, że za dwa-trzy lata prowadzona będzie dyskusja nie o brakujących nauczycielach, ale o ich nadwyżce. Według szefa resortu edukacji ten problem miałby dotyczyć nauczycieli głównie szkół ponadpodstawowych. I tu jego szacunki sięgały nawet 100 tys. nauczycieli. Z kolei według Grzegorza Pochopnia, eksperta ds. edukacji i byłego dyrektora w MEN, pracę mogłoby stracić maksymalnie ok. 20 tys. nauczycieli.

Wyczekiwane emerytury

Rozwiązaniem tego problemu mogłoby być przywrócenie wcześniejszych emerytur, które gwarantował art. 88 Karty nauczyciela. Ten przepis został jednak uchylony w 2008 r. W efekcie osoby uczące w samorządowych szkołach i przedszkolach mogłyby odchodzić na emerytury po 30 latach pracy, w tym te posiadające 20-letni staż pracy. Chętnych do odejścia na takie świadczenie jest wielu. Takie osoby, w odróżnieniu od korzystających ze świadczeń kompensacyjnych, mogłyby po przejściu na emeryturę dorabiać w szkole. Sejm 13 stycznia 2023 r. złagodził po raz kolejny przepisy dotyczące zakazu pracy przy świadczeniach kompensacyjnych w placówkach oświatowych. Pierwotnie po wybuchu wojny w Ukrainie uchwalono regulacje dające możliwość dorabiania osobom na tym świadczeniu w oddziałach przygotowujących uczniów naszych sąsiadów. Kolejna zmiana daje taką możliwość wszystkim nauczycielom pod warunkiem, że w placówce jest chociaż jeden uczeń z Ukrainy.

- Wczoraj ministerstwo przedstawiło nam wstępne i bardzo ogólne założenia dotyczące przywrócenia wcześniejszych emerytur. Nie padły jednak żadne konkrety - relacjonuje Sławomir Wittkowicz.

- Chcemy jednak w pierwszej kolejności rozmawiać o podwyżkach, a następnie o przywróceniu wcześniejszych emerytur - dodaje.

O ile wzrosną pensję nauczycieli / Dziennik Gazeta Prawna - wydanie cyfrowe