MEN chciał stworzyć ludową listę książek dla uczniów podstawówek. Ale głosowanie w internecie zdominowali fani jednej autorki.
Reklama
Co najczęściej czytają dwunastolatki? / Dziennik Gazeta Prawna
W grudniu Ministerstwo Edukacji Narodowej zaproponowało, aby internauci zgłaszali książki, jakie w ramach lekcji polskiego powinny przeczytać najmłodsze dzieci. Propozycje nadesłało 11,5 tys. osób. Jeden z wydawców edukacyjnych krytykuje jednak konkurs, twierdząc, że na tak wybranej liście są pozycje bardzo słabe literacko. Przekonuje również, że głosowanie zdominowali znajomi autorów.

Reklama

Historia żółtej ciżemki

Resortowa sonda dotycząca lektur miała być odpowiedzią na problemy związane z mocno przestarzałymi lekturami dla dzieci w najmłodszych klasach. Minister Joanna Kluzik-Rostkowska poprosiła internautów, by spróbowali polecić nauczycielom książki, które mogłyby zastąpić wysłużony „Plastusiowy pamiętnik” czy „Historię żółtej ciżemki”. To pozycje, jakie do dziś omawia wielu pedagogów. Albo z przyzwyczajenia, albo dlatego że po prostu szkoła ma je na stanie.
– Chciałabym, aby lista książek, która powstała dzięki głosom oddanym za pośrednictwem naszej strony, stała się ściągawką dla samorządów czy też dyrektorów planujących zakupy do szkolnych bibliotek – tłumaczyła szefowa MEN. Za wynikami głosowania miały pójść pieniądze. Ministerstwo tylko w tym roku ma przekazać podstawówkom 15 mln zł na zakup nowych książek.
Wyniki resortowej sondy „Wybierzmy wspólnie lektury najmłodszym uczniom” ogłoszono w połowie lutego. Jej uczestnicy wskazali ponad 3,7 tys. różnych tytułów, które mogliby z przyjemnością i pożytkiem czytać uczniowie. Na podstawie tych wypowiedzi stworzono listę 10 książek, które polecają rodzice, nauczyciele i same dzieci.

Specjaliści mają głos

– Ułożona w ten sposób lista jest bezużyteczna – uważa Paweł Mazur z Gdańskiego Wydawnictwa Oświatowego. – W odpowiedziach rodziców i nauczycieli powtarzało się pięć książek Ewy Zubrzyckiej. To nie pomoże nauczycielom, bo zawęża katalog propozycji – dodaje. GWO postanowiło więc ułożyć własny wykaz. Zamiast anonimowych internautów jego pracownicy zapytali o zdanie polonistów i specjalistów w dziedzinie literatury dziecięcej.
W sondzie wydawnictwa wzięli udział prof. Grzegorz Leszczyński, literaturoznawca z UW, Maria Kulik, prezes Stowarzyszenia Przyjaciół Książki dla Młodych, Anna Czernow, badaczka literatury, Monika Obuchow, dziennikarka, i dr Michał Zając ze studiów bibliologicznych UW. Wśród wskazywanych przez nich propozycji dla klas 1–3 znalazły się m.in. „Zaczarowane historie” Marii Ewy Letkiej, „Basia” Zofii Staneckiej czy „Mapy” Aleksandry i Daniela Mizielińskich. Dla klas 4–6 eksperci polecają „Czy wojna jest dla dziewczyn?” Pawła Beręsewicza i „Pamiętnik Blumki” Iwony Chmielewskiej.

Zachęcić do czytania

Zarówno wyniki sondy MEN, jak i wydawnictwa mogą być dla szkół tylko podpowiedziami. Podstawa programowa dla szkoły podstawowej przewiduje, że nauczyciel ma dowolność wyboru książek, które omawia z dziećmi w klasie. Prof. Marian Płachecki, literaturoznawca z SWPS, przekonuje, że resort powinien zaproponować kanon, z którego nauczyciel korzysta. – Niech ma nawet 300 pozycji. Byle były dobrze wyselekcjonowane przez zajmujących się tematem ekspertów. Nauczyciela nie można zostawiać bez pomocy – uważa. Podobnego zdania jest dr Dorota Michułka, filolog i metodyk z Uniwersytetu Wrocławskiego. – Niektórzy nauczyciele gubią się i jest im trudno bez fachowych sugestii zaproponować do czytania uczniom właściwą lekturę – przekonuje. – Na etapie szkoły podstawowej książka powinna przede wszystkim zachęcać do czytania – podsumowuje.