Brakuje średnich szkół zawodowych, które wypuszczałyby na rynek porządnych rzemieślników w rachunkowości i ekonomii. Za to mamy nadpodaż księgowych z wyższym wykształceniem. To wnioski płynące z debaty DGP
Debata DGP
Reklama

Reklama
Od 10 sierpnia do usługowego prowadzenia ksiąg rachunkowych nie jest potrzebny certyfikat księgowego. Minister finansów nie przyjmuje już wniosków o jego wydanie. Czy ta deregulacja będzie miała wpływ na kształcenie księgowych?
JOANNA DADACZ Na pewno tak. Przed 10 sierpnia do ministra finansów wpłynęło ok. 2 tys. wniosków od tych, którzy mimo zmian postanowili zdobyć certyfikat księgowy. Ostatecznie osób legitymujących się takim dokumentem będzie ok. 100 tys. Będą one mogły nadal się nim posługiwać np. do poświadczenia swojej wiedzy. Ponieważ jednak kolejne osoby nie mogą się już o niego ubiegać, to teraz oczekiwania płynące z rynku, od pracodawców czy usługobiorców wpłyną na to, które dokumenty wydawane przez niezależne instytucje będą się cieszyły zainteresowaniem i uznaniem.
Na pewno znaczenie będzie miała wdrażana zgodnie z unijnymi wymogami Polska Rama Kwalifikacji. Chodzi o zintegrowany rejestr, w którym gromadzone będą informacje na temat danej kwalifikacji potwierdzonej odpowiednim dokumentem (świadectwem, certyfikatem). Wszyscy zainteresowani takimi informacjami będą mogli łatwo sprawdzić, jakie umiejętności i kompetencje posiada np. księgowy legitymujący się określonym dokumentem. Ponieważ nie będzie już wydawany certyfikat państwowy, w Polskiej Ramie Kwalifikacji będą uwzględniane tylko dokumenty wydawane przez różne prywatne, niezależne instytucje.
FRANCISZEK WALA Stowarzyszenie Księgowych w Polsce angażuje się w te prace jako konsultant społeczny.
Ale czy w ogóle można mówić w Polsce o modelu kształcenia księgowych?
FRANCISZEK WALA Można. Przygotowaniem do zawodu zajmują się szkoły średnie i uczelnie. W przypadku tych pierwszych szkolenie jest inaczej ukierunkowane, niż było jakiś czas temu. Kiedyś zwracały one większą uwagę na zajęcia warsztatowe. Absolwenci od razu byli przygotowywani do samodzielnej pracy w księgowości.
A jak jest teraz?
FRANCISZEK WALA Absolwenci mają dość dobre przygotowanie. Oczywiście bardziej skupiają się na nowych rozwiązaniach i posługiwaniu się komputerem. Z moich obserwacji wynika jednak, że są mniej samodzielni. Ale też dziś rachunkowość jest bardziej skomplikowana. Również absolwenci szkół wyższych są dobrze przygotowani, tyle że w sferze teoretycznej. Praktyczne przygotowanie to luka w obecnym systemie kształcenia księgowych, którą starają się wypełnić instytucje takie jak Stowarzyszenie Księgowych w Polsce.
ELŻBIETA MĄCZYŃSKA Dlatego zarówno zmiany w systemie kształcenia i deregulacyjne oceniam negatywnie. To, że średnie szkoły zawodowe zniknęły, albo zostały zmarginalizowane, to ogromny błąd. I trzeba zrobić wszystko, aby jak najszybciej zaczęły znowu funkcjonować, oczywiście w formie dostosowanej do bardzie skomplikowanej rzeczywistości gospodarczej. Obecnie szkolnictwo i średnie, i wyższe, koncentruje się przede wszystkim na swych ambicjach i celach akademickich, co w przypadku szkół wyższych wynika w znacznej mierze z obowiązującego, punktowego systemu ich oceny. Cierpi na tym prawdziwe przygotowanie do zawodu.
Absolwenci – tak jak powiedział prezes Wala – są przygotowani teoretycznie. Wiedzą co to jest konto, znają podstawowe mechanizmy w rachunkowości. Gdyby jednak powierzyć im samodzielne wykonywanie czynności w dziale księgowości, to długo sobie sami nie poradzą. Muszą się sporo nauczyć. Dlatego też istnieje pilna potrzeba zawodowego sprofilowania części szkół średnich i wyższych lub utworzenia nowych – zorientowanych przede wszystkim na kształcenie zawodowe.
Wspomniała pani też o deregulacji usługowego prowadzenia ksiąg. Czy ona jest niebezpieczna dla rynku?
ELŻBIETA MĄCZYŃSKA Tak. Ofiarami niewyedukowanych księgowych będą przedsiębiorstwa. Przecież odpowiedzialność za prawidłowość rozliczeń ponosi kierownik jednostki. Likwidacja certyfikatu księgowego była błędem. Ukształtuje się bowiem cały system nastawionych na szybkie zyski jednostek wydających dokumenty potwierdzające kwalifikacje, podobnie jak w ramach transformacji powstało wiele szkół prywatnych. Część z nich stała się niestety po prostu producentami dyplomów, nie dając rzeczywistej wiedzy i kwalifikacji absolwentom.
A jak to wygląda z perspektywy biegłego rewidenta, który w pewnym sensie ocenia pracę księgowego?
EWA SOWIŃSKA W Polsce brakuje przede wszystkim osób, które są rzemieślnikami w zawodzie księgowego. Problem widać chociażby w centrach usług wspólnych, które poszukują takich pracowników. Zazwyczaj zgłaszają się ludzie z wyższym wykształceniem i pracują maksymalnie rok, bo po tym czasie się po prostu nudzą i odchodzą. Z kolei nie ma na rynku osób, które znają na tyle rachunkowość, aby tam pracować dłużej – bo nie ma zawodowych szkół średnich.
Biegli rewidenci pracują z dużymi firmami, a w nich w ciągu ostatnich lat zdecydowanie poprawiła się jakość przygotowania osób, które odpowiadają za sporządzanie sprawozdań finansowych. Tam pracują fachowcy wysokiej klasy. Część z tych osób posiada uprawnienia biegłego rewidenta lub pracowało w firmie audytorskiej. Jednak oni z kolei zwracają uwagę, że nie mogą znaleźć ludzi, którzy wykonywaliby prostsze czynności, jakich jest wiele. Poszukiwani są pracownicy, którzy dobrze znają podstawy rachunkowości, potrafią obsługiwać systemy komputerowe i znają Excela.
Moim zdaniem problem leży w kształceniu. Uczelnie uczą księgowania operacji i na tym się skupiają, a za mało uwagi przywiązują do tego, jak ewidencja przekłada się na sprawozdanie finansowe. Jak je czytać i komu one służą. Dodatkowo w procesie kształcenia przywiązywałabym więcej uwagi do pracy zespołowej i umiejętności pisania raportów.
ELŻBIETA MĄCZYŃSKA Rzeczywiście coś w tym jest. Najgorsze, co można zrobić studentowi czy uczniowi, to zaczynać od nudnego księgowania – Winien, Ma. Rachunkowość po matematyce jest jednym z najbardziej nielubianych przedmiotów. Dlatego też zasadne jest zaczynanie edukacji od drugiej strony, czyli nie jak księgować, ale po co – a więc od sprawozdania finansowego.
Co do tego, że na wyższych szczeblach są dobrze wykształcone osoby: oczywiście są takie, ale jest też mnóstwo źle wyedukowanych. Widać to po sprawozdaniach finansowych, które są publicznie dostępne. Nierzadko są konstruowane bardzo dowolnie i mało porównywalne. Co prawda suma aktywów z pasywami się zgadza, ale w środku liczby już nie. To świadczy o niechlujstwie i braku świadomości, jak informacje ze sprawozdania są ważne i jak mogą być odbierane na zewnątrz.
JOANNA DADACZ Mówimy o problemie braku odpowiednich szkół technicznych. Ale przecież mamy w rozporządzeniu w sprawie szkolnictwa zawodowego wymienione takie dwa zawody, jak technik rachunkowości i technik ekonomista. Tylko niech mi ktoś pokaże ofertę pracy, z której wynikałoby, że jest zapotrzebowanie na takich pracowników. Dziś, czy to firmy, czy biura rachunkowe, chcące zatrudnić osobę do księgowości, żądają wykształcenia wyższego ekonomicznego. Tak jest w przypadku 90 proc. ofert pracy, które przejrzałam przed debatą. U nas w Polsce, aby dostać pracę, trzeba mieć skończoną szkołę wyższą. Osoba z wykształceniem technicznym nie ma szans na rynku. I tu chyba leży problem. Legislator dał narzędzie do tego, żeby zawód technika rachunkowości był wykonywany – tylko nie ma zapotrzebowania na rynku na takie wykształcenie. Gdyby w ofertach pracy ono się pojawiło, od razu zwiększyłoby się zainteresowanie młodzieży kształceniem się w takich szkołach.
FRANCISZEK WALA Jest duża podaż absolwentów wyższych uczelni, którzy szukają pracy. W związku z tym przedsiębiorca, jeżeli może wybierać między osobą z wyższym wykształceniem i ze średnim, decyduje się na tę pierwszą – bo będzie załatwiała sprawy księgowe, ale przyda się też jako ekonomista.
Chciałbym jednak zwrócić uwagę na inny problem naszej gospodarki. W Polsce jest 1,7 mln zarejestrowanych podmiotów gospodarczych. Z tego jedynie ok. 146 tys. ma obowiązek prowadzenia ksiąg rachunkowych, reszta prowadzi tylko rozliczenia podatkowe, np. książkę przychodów i rozchodów. W krajach o rozwiniętej gospodarce przedsiębiorca, który chce coś znaczyć, prowadzi rachunkowość. U nas jest tendencja upraszczania. Ministerstwo Finansów jest pod ciągłym naporem związanych z tym oczekiwań. To jest ze szkodą dla informacji, które są przekazywane na rynek. Firmy powinny dbać o to, aby zatrudnić dobrze wykwalifikowane kadry i prowadzić dobrą rachunkowość. Gdyby przedsiębiorcy uznali taką potrzebę, to technik księgowy po szkole średniej byłby bardziej poszukiwany.
Jednak nawet przed deregulacją księgowi nie mieli, inaczej niż np. biegli rewidenci, obowiązku ustawicznego kształcenia. Tym bardziej teraz nie można liczyć na to, by podnosili kwalifikacje.
JOANNA DADACZ To powinny zapewnić prywatne instytucje, które będą wydawały dokumenty potwierdzające kwalifikacje księgowych, tak aby osoby, które uzyskały stosowny dokument, posiadały aktualną wiedzę, co jest niezwykle istotne zwłaszcza wobec często zmieniających się regulacji prawnych.
FRANCISZEK WALA Dokształcanie wymusi też rynek. Sposoby weryfikacji kandydata są coraz lepsze, np. szefowie firm zgłaszają się do biegłych rewidentów, aby uczestniczyli w rekrutacji i sprawdzali wiedzę zainteresowanego pracą.
Czy Polska Rama Kwalifikacji zagwarantuje przedsiębiorcy dobry wybór pracownika?
EWA SOWIŃSKA Jeżeli faktycznie będzie wymagany dokument odpowiedniej instytucji i pojawi się wymóg ustawicznego kształcenia – to tak. Instytucja, której certyfikaty będą akceptowane w tym systemie, nie pozwoli sobie na to, żeby potwierdzać kwalifikacje niewłaściwych osób. W ten sposób popsułaby sobie wizerunek.
FRANCISZEK WALA Mam wątpliwości. Będzie mnóstwo prywatnych instytucji, które będą traktowały certyfikację jako dobre źródło zarabiania pieniędzy i zatrudniały tanich wykładowców. Deregulacja nastąpiła za wcześnie. Nasz rynek nie jest jeszcze na to gotowy.
JOANNA DADACZ Najwcześniej za rok dowiemy się, jakie będą efekty zmian.
Deregulacja
Od 10 sierpnia br. do usługowego prowadzenia ksiąg rachunkowych nie trzeba mieć uprawnień (np. certyfikatu księgowego). Takie usługi może świadczyć każda osoba, która spełnia podstawowe warunki (m.in. niekaralności). Nadal jednak trzeba posiadać polisę OC. Minimalna suma gwarancyjna ma wynosić równowartość co najmniej 10 tys. euro