Pracuje pani na co dzień ze studentami. Czy z pani obserwacji wynika, że zajęcia w trybie zdalnym przypadły im do gustu? A może tęsknią za fizyczną obecnością na kampusie?
Myślę, że oba scenariusze mają swoje plusy. Trudno rozstrzygnąć, co jest definitywnie lepsze dla studentów, bo każdy z nich ma inną sytuację życiową i inne preferencje. Część osób zajęcia zdalne sobie chwali. Nie muszą tracić czasu na dojazdy, łatwiej jest łączyć studiowanie z pracą. Obniżają się także koszty utrzymania. Niektórzy rezygnują bowiem z wynajmu mieszkań i wracają do domów rodzinnych. Ale każdy kij ma dwa końce. Jest przecież grono studentów, którzy wrócili do rodziców, ale warunki, które tam panują, nie sprzyjają dobremu samopoczuciu czy edukacji. Dla części z nich wyjazd na studia do innego miasta był formą ucieczki przed toksycznym środowiskiem. Poza tym wiele osób zwyczajnie żałuje utraty doświadczenia związanego ze studiowaniem na żywo. Mam tu na myśli nie tylko uczestnictwo w wydarzeniach akademickich, ale i zawieranie nowych znajomości, integrację towarzyską. Dlatego, choć zdalne studiowanie daje wiele możliwości i pozwala zaoszczędzić sporo czasu, wielu tęskni za tradycyjnymi spotkaniami.