Gminy nie mówią „nie”, ale chcą zdefiniowania kosztów, które rzeczywiście ponoszą na jednego ucznia. I dopiero na tej podstawie wypłacania z budżetu centralnego pieniędzy na ten cel. W tej sprawie przedstawiciele komisji pedagogicznej oraz komisji socjalnej i ochrony pracy zarządu głównego Związku Nauczycielstwa Polskiego spotkają się dziś z samorządowcami reprezentującymi gminy wiejskie, powiaty i miasta.

Związki chcą przede wszystkim wprowadzenia budżetu zadaniowego dla oświaty. Przy czym pieniądze trafiałyby na określone wydatki w formie dotacji, a nie subwencji.

Z tej ostatniej gminy nie muszą się jednak rozliczać. – Samorządy, którym zostają pieniądze z subwencji, można policzyć na palcach jednej ręki. Mogłaby to być również dotacja, choć pod pewnymi warunkami – uważa Ewa Łowkiel, wiceprezydent Gdyni.

W jej ocenie ministerstwo musi najpierw określić standard finansowy jednego ucznia w klasach liczących do 25 osób, bo taki kolejny obowiązek został nałożony odnośnie do liczebności oddziałów I–III szkół podstawowych. Samorządowcy twierdzą, że rząd będzie się ociągał z podjęciem tej reformy, bo okazałoby się, że koszty są wyższe niż dotacje z budżetu.

O ile w sprawie karty nauczyciela samorządy i związkowcy diametralnie się różnią, o tyle w kwestii finansowania oświaty mówią jednym głosem.

Na jednego przedszkolaka gmina otrzymuje ok. 1,2 tys. zł, a na ucznia ok. 5,3 tys. zł.

– Nie może być tak, że rząd zleca gminom nowe zadania, np. obowiązek sfinansowania elektronicznych dzienników, lecz nie pamięta już o tym, aby zapewnić na ten cel pieniądze – mówi DGP Sławomir Broniarz, prezes ZNP.

Według niego samorządy średnio dopłacają do oświaty 20–23 proc. – To jest zdecydowanie za duże obciążenie dla gmin – dodaje.

Subwencja oświatowa wynosi prawie 40 mld zł. Znaczną jej część pochłaniają wynagrodzenia nauczycieli. – Średnia płaca nauczycieli wzrosła o prawie 50 proc. W efekcie subwencja z oświaty w niektórych gminach w całości trafia na ich pensje – wylicza Marek Olszewski, wójt gminy Lubicz, wiceprzewodniczący Związku Gmin Wiejskich RP.

Dodaje, że koszty utrzymania szkoły wzrastają kilkakrotnie w oddziałach z kilkoma czy kilkunastoma uczniami.

Kolejnym problemem jest niewystarczające finansowanie wychowania przedszkolnego. Wydatki na ten cel są coraz większe, a od września 2015 r. gminy muszą zapewnić kolejne miejsca dla wszystkich czterolatków. Dwa lata później również trzylatków.

– Jeśli rząd chce wdrożyć przepisy, że trzylatki będą miały zagwarantowane miejsce w przedszkolach, to państwo nie może się oglądać na samorządy i musi wziąć na siebie ciężar finansowania tego zadania – podkreśla szef ZNP.