Z nauczycielami tego przedmiotu problem jest nie od dziś.
Będzie większy, gdy – zgodnie ze wstępnymi planami Ministerstwa Edukacji i Nauki – zniknie opcja „nie wybieram ani etyki, ani religii”. Resort przyznaje, że analizuje takie rozwiązanie. Jak wówczas zapewnić nauczycieli dla tych uczniów, którzy nie zdecydują się na lekcje religii?
Reklama
Jak ustalił DGP, MEiN planuje zorganizować studia podyplomowe, tzw. kwalifikacyjne, dla pedagogów, którzy mają prowadzić zajęcia z etyki. 20 kwietnia resort wysłał pismo do sześciu uczelni z zapytaniem, czy będą tym zainteresowane. Wszystkie odpowiedziały twierdząco.
W efekcie etycy mają być kształceni na uczelniach katolickich lub na wydziałach teologicznych. Poza szkołą o. Tadeusza Rydzyka są to: Akademia Ignatianum w Krakowie, Uniwersytet Kardynała Stefana Wyszyńskiego, Katolicki Uniwersytet Lubelski Jana Pawła II, Uniwersytet Szczeciński oraz Uniwersytet Wrocławski. MEiN nie odpowiedział na pytanie o kryteria tego wyboru.
– Skandalem jest, że nie wybrano do kształcenia etyków największych i najbardziej doświadczonych krajowych uczelni. Mam obawy, że będzie to dla uczniów wybór między religią a… religią, choć pod inną nazwą – mówi etyk i filozof, prof. Jacek Hołówka.
Większość wytypowanych uczelni zakłada uruchomienie nowego kierunku już od najbliższego roku akademickiego, część od października, część od semestru letniego. Nabór może ruszyć w wakacje. Studia są przewidziane dla osób z przygotowaniem pedagogicznym. Potrwają trzy semestry. Mają wykształcić 150 etyków rocznie. – To za mało, by pokryć zapotrzebowanie. Mamy ok. 35 tys. szkół – uważa Magdalena Kaszulanis, rzeczniczka Związku Nauczycielstwa Polskiego.
Z kolei ks. prof. Alfred Wierzbicki, etyk i teolog, przypomina, że spada liczba uczniów uczestniczących w lekcjach religii. – To złowróżbne nie tyle dla wiary, ile dla przyszłości wspólnego kodu kulturowego. Ten kod należy ratować, ale nie tak – przekonuje duchowny.