Reklama
‒ Mamy wysyp zgłoszeń, nawet od osób urodzonych w latach 70. – mówi kierowniczka wydziału matur w Okręgowej Komisji Egzaminacyjnej w Warszawie. Liczba zainteresowanych powtórnym podejściem do matury wzrosła tu dwukrotnie. Powód? Tegoroczne ułatwienia. Podobne spostrzeżenia mają pracownicy Okręgowej Komisji w Jaworznie, która jest odpowiedzialna za organizacje egzaminów na terenie woj. śląskiego. Tutaj słychać, że rekordy popularności bije matematyka.
Z danych zebranych przez DGP z okręgowych komisji egzaminacyjnych i szkół wynika, że mimo braku konieczności zdawania w tym roku rozszerzonego sprawdzianu, odsetek chętnych do pisania takiego egzaminu jest podobny jak przed rokiem. Uczniów jest mniej ze względu na demografię (rocznik 2002 r. liczy ok. 354 tys. osób, z kolei urodzonych w 2001 r. było niemal 370 tys.), a tych, którzy wybrali rozszerzenie – nadal wielu. Na przykład z danych OKE w Warszawie, odpowiedzialnej za egzaminy mazowieckie, wynika, że tylko 12 proc. osób, które będą po raz pierwszy podchodzić do matury, zrezygnowało z rozszerzenia. Dane gdańskiej komisji pokazują, że chęć do rozszerzenia zgłosiło 58,9 tys. wobec 61,5 tys. przed rokiem. W łódzkiej komisji jest o ok. 2 tys. mniej chętnych. Proporcje są więc podobne.
Nadal najchętniej wybierany jako rozszerzenie jest język angielski. Geografia, którą przykładowo na Mazowszu rok temu wybierał co czwarty maturzysta, w tym roku jest na liście tylko co piątego. Powodem może być zeszłoroczna katastrofa ‒ co trzeci uczeń nie osiągnął nawet 10 proc., a zdobycie 44 proc. plasowało w grupie 10 proc. najlepszych zdających.
Tak się dzieje, mimo że nastąpiły zmiany w wymaganiach do tegorocznego egzaminu z geografii – na poziomie rozszerzonym usunięto niektóre treści o charakterze faktograficznym oraz zagadnienia, które są trudne do omówienia podczas nauki zdalnej.
W tym roku generalnie matura ma być prostsza. Także z matematyki, gdzie na poziomie podstawowym ograniczono wymagania dotyczące funkcji i graniastosłupów, w całości zredukowano temat brył obrotowych i wymagania z IV etapu edukacyjnego dotyczące ostrosłupów. Jeśli chodzi o język nowożytny, to zmiany są widoczne i na poziomie podstawowym, gdzie ograniczono zakres wymagań podstawy programowej oraz środków gramatycznych, i na rozszerzonym, gdzie zmniejszono zakres środków gramatycznych oraz obniżono ogólny średni poziom biegłości językowej, również w wypowiedziach pisemnych. Do tego tegoroczna matura nie ma części ustnej.
A jak szkoły oceniają przygotowanie uczniów? Z sondy przeprowadzanej na prośbę DGP przez Ogólnopolskie Forum Oświatowe Nauczycieli i Dyrektorów z 31 szkół aż 58 proc. odpowiedziało, że jest zdecydowanie gorsze niż w latach poprzednich. Poprosiliśmy również o ocenę tegorocznej próbnej matury: czy wypadła lepiej, czy gorzej niż w ubiegłych odsłonach? Na to pytanie odpowiedzi udzieliło 15 szkół, z czego osiem przyznało, że egzamin wypadł słabiej. Dyrektorzy twierdzą, że najbardziej jest to zauważalne w przypadku matematyki. Choć niedociągnięcia widać też w języku polskim. Ich zdaniem najbardziej rzuca się w oczy to, że uczniowie nie czytają lektur, nie piszą rozprawek, stanowczo odzwyczaili się od samodzielności.
Dlatego na pytanie o to, czy powrót do szkół pomógłby w przygotowaniu do egzaminu, z 23 dyrektorów, którzy udzielili odpowiedzi, aż 16 stwierdziło: zdecydowanie tak.
Daria Chmiel, dyrektor liceum przy młodzieżowym ośrodku „Kąt”, przypomina, że już zeszłoroczna matura odbywała się w pandemii. I wtedy było widać negatywne strony zdalnego nauczania. – Zostaliśmy zaskoczeni sytuacją. Fatalnie poszedł język polski i angielski – wylicza. Zaraz jednak dodaje, że tamto trudne doświadczenie zahartowało nauczycieli i dało wiele do myślenia tegorocznym maturzystom. – Nie było innego wyjścia, jak się dostosować. Próbną maturę (z wydawnictwa Operon) mieliśmy już w grudniu. Wyniki nie odbiegały radykalnie od tych z poprzednich lat. Były dalekie od rewelacyjnych, ale liczę, że na właściwym egzaminie będzie już lepiej.
Dyrektor zwraca uwagę na determinację uczniów. Choć w tym roku, z racji pandemii, nie ma obowiązku zdawania przedmiotu rozszerzonego, w tej szkole zdecydowała się na niego ponad połowa uczniów. – Młodzież ma plany, by iść na studia, rozwijać się. Pandemia w końcu się skończy, a oni wiedzą, że teraz decydują o swojej przyszłości – podkreśla. Najczęstsze wybory maturalne tu to historia, WOS. Ale nie ma jednego faworyta w rankingu.
Adam Rębacz, wicedyrektor warszawskiego LO im. Hoffmanowej, pytany o poziom przygotowania maturzystów odpowiada, że ewidentnie jest niższy. – Owszem, są pewne korzyści płynące ze zdalnego nauczania. Młodzież tak naprawdę uczy się tylko tych przedmiotów, które będzie zdawać, nie traci czasu na dojazdy itp. Ale nieprawdą jest, że w internecie jest wszystko. Jest tu też wiele niesprawdzonych opracowań np. historycznych i nauczyciele stracili kontrolę nad tym, z czego oraz jak czerpią wiedzę uczniowie. Ci, którzy mają wsparcie ze strony rodziny, odnajdują się lepiej, również jeśli chodzi o kwestie merytoryczne. Ale jest też grupa pozostawiona sama sobie.
W tej szkole wybór przedmiotów był oczywisty ze względu na profil liceum. Zdecydowana większość postawiła na biologię, chemię, a gros osób – także na matematykę rozszerzoną. Adam Rębacz trzyma kciuki, ale jest pełen obaw. – Także co do wyboru kierunku studiów ‒ mówi. ‒ Wiele osób myślało, by wyjechać na zagraniczne uczelnie. Przyszłość w pandemii jest jednak wielką niewiadomą. A mając wątpliwości, trudno podejmować przemyślane decyzje.
Jak ostatecznie wypadnie matura? Chodzą słuchy, że fatalnie jednak nie będzie. Szczegóły zdradza wicedyrektor liceum w centrum Warszawy. Jego niepokój zmalał po tym, jak szkoły dostały informacje o tym, jakie partie materiału można wykreślić z przygotowań do matury. ‒ Spójrzmy na to, co wykreślono z WOS-u i historii. Na przykład z rewolucji francuskiej mamy uczyć o wydarzeniach, a nie o jej skutkach międzynarodowych. W normalnej sytuacji – niewykonalne. Bo co zrobić potem z wątkiem Napoleona, który na skutkach rewolucji skorzystał? – pyta retorycznie. ‒ Są to więc ewidentnie działania pod arkusz egzaminacyjny. Widać, że MEiN oraz CKE zależy na tym, by wyniki były dobre. ©℗