Polska Akademia Nauk oddała prywatnej firmie studia w outsourcing. Efekt: studenci niewyedukowani, z nieodzyskanymi pieniędzmi, a instytucja naukowa umywa ręce.
Zawieszenie kierunku, niejasny los studentów, zmarnowane pieniądze za czesne, zawiadomienie do prokuratury. Wydawałoby się, że taka sekwencja wydarzeń zarezerwowana jest dla prywatnych Sorbon z prowincji i nijak nie dotyczy renomowanych instytutów. Ale okazuje się, że elita też nie jest wolna od chałtury.
W 2012 r. w Instytucie Nauk Ekonomicznych PAN pojawił się pomysł powołania nowego kierunku: social media. Jego program napisał absolwent INE Przemysław Kołak, a wykładowcy spoza PAN zawierali umowy z akademią. Sam Kołak miał otrzymać wynagrodzenie proporcjonalne do zysku PAN. Przy pierwszym podejściu kierunek nie wypalił – nie było chętnych. Kołak znalazł jednak firmę, która zajęła się reklamą, a w zamian została współudziałowcem kursu (miała mieć udział w zyskach). Nowo zrekrutowani studenci płacili po 6 tys. zł za dwa semestry. PAN zarabiała. Zarabiał też pomysłodawca Przemysław Kołak.