Lepiej robić doktorat z nauk ścisłych, ale w Polsce dominują humaniści. Co zrobić z nadprodukcją doktorów?

autor: Karolina Nowakowska13.12.2013, 13:29; Aktualizacja: 13.12.2013, 14:03
Doktorant

Doktorantźródło: ShutterStock

Osoby z tytułem doktora większe szanse na znalezienie pracy poza uczelnią mają wtedy, gdy zajmują się dziedzinami ścisłymi. W Polsce doktoraty robią głównie humaniści. Duża liczba obronionych doktoratów to dla uczelni prestiż i pieniądze. Co zrobić jednak z nadprodukcją doktorów? Ministerstwo rozkłada ręce.

wróć do artykułu

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu tylko za zgodą wydawcy INFOR Biznes. Kup licencję
Redakcja gazetaprawna.pl
Źródło:gazetaprawna.pl
Polub Gazetaprawna.pl

Polecane

Reklama

Komentarze (20)

  • uczony(2013-12-28 21:55) Zgłoś naruszenie 00

    Poziom doktoratów musi być slaby bo tylko wtedy jest nadzieja na dalsze utrzymywanie stopnia dr habilitowanego . Proste - i robi się to celowo . Bo jaki maiło by sens utrzymywanie feudalizmu w postaci habilitacji.

    Dziś ; 2013- 12-18 oglądałem na TVP Historia - Dziennik Telewizyjny z 1988- 12-18 - wtedy schyłek PRL. Ówczesny PRL-minister nauki i szkolnictwa - czy jakoś tam było -powiedział mniej więcej tak- Musimy iść w kierunku nowoczesnej kreacji kadr naukowych z czym wiąże się szereg reform w tym likwidacja habilitacji. Boże drogi 25 lat minęło a my w tym samym miejscu .

    Odpowiedz
  • Jojne Siebenkatzen(2013-12-18 17:47) Zgłoś naruszenie 01

    Niezupełnie-jeden z "hómanistów" jest mechanikiem maszyn rolniczych, przeczytał dwie książki i napisał jedną.
    Hómanistka-kwieciarka tez napisała, hómanistka -żona hómanisty napisała traktat "JAK KĄSUMOWAĆ DROŻDŻÓWKI ŁYŻECZKĄ NIE NARAŻAJĄC SIĘ NA ŚMIESZNOŚĆ",w ogóle nasi hómaniści to kategoria nomenklaturowa niezwykle uzdolniona literacko.
    Ja też zacząłem pisać książkę-poradnik pt. JAK OBALIĆ III RP I DORWAĆ SIĘ DO KORYTA".

    Odpowiedz
  • m(2013-12-16 08:20) Zgłoś naruszenie 00

    I w tej materii, jak w większości wszystko w tym kraju p”...

    Odpowiedz
  • Joanna(2013-12-14 22:58) Zgłoś naruszenie 00

    Ad 15 doktorant: ja to widziałam i słyszałam autentycznie,a nie podobno.A poza tym : uderz w stół,to nożyce się odezwą.

    Odpowiedz
  • olo(2013-12-14 19:57) Zgłoś naruszenie 01

    Niestety, ale doktoraty robia absolwenci, ktorzy nie znalezli dobrego zatrudnienie i nie za bardzo wiedza, co z tej sytuacji ze soba zrobic. Po moim kierunku, najlepsi szybko znalezli sobie pracodawce, slabsi zmienili zupelnie profil, a pozostali probuja sie doktoryzowac,

    Odpowiedz
  • doktorant(2013-12-14 19:35) Zgłoś naruszenie 20

    ad.6
    Dr hab. napisał: "System boloński zakłada, że studia doktoranckie to studia 3. stopnia, a więc większość ich absolwentów powinna znajdować zatrudnienie poza Akademią."

    Dlaczego "a więc"? Tu nie ma żadnego wynikania, żadnego związku przyczynowo-skutkowego .

    ad. 12

    P. Joanna - coś wie, więcej słyszała, ale najwięcej to ma do powiedzenia. Pewnie poza tym, że "a podobno", "a mówi się że", "a słyszałam", to Pani na oczy nie widziała ani pracy magisterskiej, ani doktorskiej.

    Odpowiedz
  • Grześ(2013-12-14 18:11) Zgłoś naruszenie 05

    W USA i Kanadzie doktoraty robią prawie wyłącznie świeżo przybyli imigranci z Indii, Chin czy innej Polski. Miejscowi wiedzą, że ten rodzaj "kariery" prowadzi do ciężkiej pracy za marną płacę i od niego stronią. Bzdurą są opowiastki o zapotrzebowaniu na ludzi z doktoratem w przemyśle. Doktorat bardziej utrudnia niż ułatwia zatrudnienie. U nas wszystko zmierza w tym samym kierunku. Jak kto głupi niech sobie dorabia dr przed nazwiskiem. Wiem co mówię, bo też kiedyś zrobiłem ten błąd i mam stopień dr. Ciekawe kiedy będzie się go czytało DuReń.

    Odpowiedz
  • guzik(2013-12-14 17:24) Zgłoś naruszenie 00

    I po co to się uczyć, żeby tak się męczyć w życiu.
    Awans w wojsku lub policji jest dużo szybszy i bardziej klarowny.

    Odpowiedz
  • Joanna(2013-12-14 15:59) Zgłoś naruszenie 03

    Wiele prac magisterskich jest na wyższym poziomie naukowym niż prace doktorskie,to po pierwsze.Znam panią dr nauk humanistycznych,pracującą w jednej z Państwowych Wyższych Szkół Zawodowych,która uważa że autorem dramatu SZEWCY jest nie kto inny,tylko Jan Kiliński.To po drugie.Znam absolwenta AWF,który nie potrafił pomóc swemu dziecku z matematyki w trzeciej klasie szkoły podstawowej.To po trzecie.Znam panią dr z jednej z Państwowych Szkół Zawodowych,nauczającą studentów tłumaczeń z angielskiego,której tłumaczenie naukowego tekstu z języka polskiego na angielski zostało cofnięte przez redakcję zagranicznego czasopisma naukowego / o to tłumaczenie poprosił ją student /.To po czwarte.Poziom polskiego szkolnictwa wyższego zaczyna osiągać poziom dna.

    Odpowiedz
  • xz(2013-12-14 11:05) Zgłoś naruszenie 00

    przestac placic spoldzielniom profesorskim,promotorom, zaliczac tylko do punktowanego dorobku naukowego--doktoraty humanistyczne tylko dla powyzej przecietnych--i na prawdziwe wolny rynek akademicki[[najpierw trzeba go stworzyc]czyli symbolicznie---wszyscy na ,środek ulicy"- i zaczynamy od poczatku-mala kadra dobrze platna-kto to zrobi?mogliby ludzie wyselekcjonowani np. 8 niemlody doktor

    Odpowiedz
  • jaa(2013-12-14 10:37) Zgłoś naruszenie 00

    o jakim stypendium niby piszecie, bo ue wroc żadnego nie daje, ani złotówki!

    Odpowiedz
  • Marcin Chałupka(2013-12-14 10:21) Zgłoś naruszenie 00

    wniosek: finansowanie uczelni (studiów doktoranckich) z budżetu państwa i wynikające stąd regulacje(dotacje na głowę, zależności awansowo-płacowe, minima kadrowe) generuje parapatologiczne efekty uboczne, w tym "bańkę spekulacyjną" na rynku kształcenia wyższego.
    www.chalupka.pl

    Odpowiedz
  • Niemłody Doktor(2013-12-14 08:21) Zgłoś naruszenie 00

    Doktoraty są bardzo słabe, bo:
    - potrezbne sa pormotorom do awansu
    - w naukach humanistycznych i społecznych stanowią niezłe źródo dochodu dla promotorów i recenzentów Jeśli promotor dostaje kilka tysiecy od sztuki doktora, to jesli ma kilka rocznie...Sa w tych naukach "profesorowie", którzy prowadza jednoczesnie i 30 doktorantów.
    - uczelnie sa oceniane (punktowane) za doktoraty i habilitacje. Im wiecej nadaja stopni, tym więcej uzyskuja punktów w ocenie. Są takie instytuty i wydziały, których dominującą dzialalnością nie sa badania, ale... nadawanie stopni doktora i doktora habilitownego.
    -ministerstwo umywa ręce od kontroli jakości (nadanych stopni). Nie kontroluje doktoratów ani habilitacji. Powstało w związku z tym szereg patologii, np. koleżenskie recenzje, recenzje zdecydowanie negatywne, pracowicie wyliczjące poważne manamenty pracy i zakończone pozytywna konkluzją.
    - spóldzielnie profesorskie, niewielkie grupy, które wzajemnie sobie recenzjują doktoraty i habilitacje. Poza wprowadzeniem wyrywkowych, ale realnych kontroli ministerstwa i/lub CK wystarczyłoby receznentów losować z puli specjalistó w konkretnych dyscyplinach

    Pozostaje jeszcze rozprawa z niemozliwym do spełnieniea postulatem, aby uczelnie zatrudniały wszystkich absolwentów studiów doktoranckich. Uczelnie nie są lekarstwem na bezrobocie i nie mogą rozrastać się nieograniczenie. Prawde powiedziawszy, będą raczej redukować zatrudnienie. Oczywiście sa tu pewne ptologie:
    - zatrudnianie emerytów zamiast młodych. To sie uczelni opłaca, bo emeryci to zwykle pożądani pracownicy z habilitacją
    -nie zwolniono wieloletnich doktorów, którzy nie zrobili habilitacji
    -dziś dostaja habilitację przy zmniejszonych wymogach w porównaniu do swoich kolegów sprzed paru lat.
    POdsumowując, uczelnie popadły w anarchię, nie zarządza nimi Ministerstwo Nauki, nie sprawuje merytorycznej kontrli CK. Pod pozorem autonomii uczelni oddano panowanie nad nauką i szkołami wyższymi sitwom z tytułami, których jedynym celem jest maksymalizacja prywtnego (!) zysku materialnego.

    Odpowiedz
  • dystansownik(2013-12-14 00:49) Zgłoś naruszenie 00

    6: dr hab.
    Studia 3 stopnia i praca poza uczelnią po nich, to dobra idea i powinno się do tego dążyć. Tylko powinno się je kierować do ludzi już pracujących w swoich zawodach, posiadających co najmniej kilkuletnie doświadczenie zawodowe.
    Taki człowiek przyszedłby, bo chciałby się dalej rozwijać i miałby na siebie jakiś pomysł. W tej chwili, z tego co widzę, spora część doktorantów wybiera tą drogę, bo:
    a) nie maja pomysłu co naprawdę chcieliby robić;
    b) chcą się ustawić na ciepłym etaciku na uczelni (a to już nie te czasy);
    c) nie znaleźli pracy w komercji.
    Nie neguje, że są naprawdę dobrzy ludzie, którzy chcą coś zrobić, rozwijać się naukowo i mają do tego predyspozycji. Są jednak w mniejszości. Większość, to miernoty, które nawet jeśli doktorat obronią, to poza niego nie wyjdą. Na uczelni utrzymają się tylko dzięki dobrym układom.

    Odpowiedz
  • dr hab.(2013-12-13 23:36) Zgłoś naruszenie 00

    1. System boloński zakłada, że studia doktoranckie to studia 3. stopnia, a więc większość ich absolwentów powinna znajdować zatrudnienie poza Akademią. Założenie p. redaktor, że powinni otrzymywać (?) etaty na uczelniach jest więc błędne.

    2. Na dużych uczelniach nie wystarczy dostać etat adiunkta - te etaty są to tzw. post-doki, zwykle 2-letnie, większość adiunktów nie dostaje przedłużenia tych kontraktów. Powód podała malgorzata.academicus - doktoraty ogólnie są słabe, zwykle stoi za nimi spory wysiłek opiekuna naukowego, któremu wypromowany doktor potrzebny jest do awansu profesorskiego, natomiast jednostce do sukcesu w kategoryzacji naukowej (absurd!!!). Dopiero na post-doku okazuje się, co doktor jest wart.

    3. Sporo młodych doktorów po obronieniu doktoratu opuszcza Polskę, zwłaszcza w naukach ścisłych i przyrodniczych.

    Odpowiedz
  • akademik(2013-12-13 23:09) Zgłoś naruszenie 00

    do 4.
    10/10

    Odpowiedz
  • dystansownik(2013-12-13 22:45) Zgłoś naruszenie 00

    W naukach technicznych robienie doktoratu rzadko się opłaca. Praktyka zawodowa przynosi zazwyczaj lepsze pieniądze i nauka praktycznie nie ma szans wygrać z komercją. Na studia doktoranckie niestety wcale nie idą najlepsi.
    Poza tym, z jednej strony dobrze, że coraz bardziej podnosi się poprzeczkę dla ludzi chcących robić karierę naukową, aby wymusić na nich rozwój. Tylko dziwnie, że jeszcze przed paroma laty taką habilitacje można było praktycznie "wysiedzieć" na uczelni, a dziś trzeba mieć kilka publikacji w zagranicznych wysokopunktowanych czasopismach i niezły dorobek. Profesorami też niekiedy zostawali ludzi o tak naprawdę przeciętnych kwalifikacjach, a dziś trzeba m. in. kierować międzynarodowymi projektami, których praktycznie z udziałem Polaków się nie realizuje. Taki już mamy ciekawy zaścianek Europy. ;)

    Odpowiedz
  • farmer(2013-12-13 21:02) Zgłoś naruszenie 00

    Należy wyslać ich na wieś celem resocjalizacji. Bratnia Kambodża już to wypraktykowała.

    Odpowiedz
  • malgorzata.academicus(2013-12-13 17:52) Zgłoś naruszenie 10

    Cytuje cos z czasow BB (before Bologna, na ktora probuje sie wszystko teraz zrzucic).
    Cytuje za biuletynem Sejmu RP.
    Przewodniczący Centralnej Komisji do spraw Stopni i Tytułów Naukowych Janusz Tazbir : "(...) Chciałbym tylko ustosunkować się do pewnego bardzo niepokojącego nieporozumienia, a mianowicie do przekonania, iż podwyższenie wymagań w stosunku do doktorów może w skutecznym stopniu zastąpić habilitację. Nie bardzo sobie wyobrażam, w jakiej formie miałoby się dokonywać owo podwyższenie wymagań: czy poprzez apele do sumień recenzentów opiniujących prace doktorskie, do sumień rad wydziałowych, do sumień dziekanów? (...) W Centralnej Komisji przeprowadzamy taką ocenę i muszę przyznać, że ona wypada dość zatrważająco. Mniej więcej na 10 przejrzanych doktoratów od 4 do 7 doktoratów nie spełnia podstawowych wymagań. (...) "
    zrodlo:
    Biuletyn nr: 4104/IV
    Komisja: Komisja Edukacji, Nauki i Młodzieży /nr 229/
    Data: 19-01-2005

    Moze zacznijmy dyskusje o poziomie polskich doktoratow a dopiero potem o tym co moga robic w przyszlosci. Ministerstow nie ma co rozkladac bezradnie rak. byly przew. CK wyraznie w Sejmie RP powiedzial, ze niski poziom doktoratow jest zwiazany z "sumieniami dziekanow i rad wydzialow". A rozwiazanie jest bardzo proste. Wystarczy zlikwidowac SYSTEMOWE czynniki "uciszajace sumienia wladz jednostek". Sa to punkty w ocenie parametrycznej, wymogi do profesury tytularnej i przede swzystkim minima kadrowe. Jak widac habilitacja nie gwarantuje zadnegio poziomu naukowego, bo to pracownicy samodzielni sa w tym systemie promotorami i recenzentami.

    Odpowiedz
  • Doktorant(2013-12-13 17:30) Zgłoś naruszenie 00

    Nie zgadza mi się to z dotychczasowym spostrzeżeniem: "łatwo zacząć, trudno skończyć", które jest (dla odmiany) ugruntowane w danych.

    A to:
    "[...]
    Doktorant pobierający stypendium (1131 zł) musi prowadzić 90 godzin zajęć ze studentami rocznie, ale nie zwiększa to jego perspektyw na etat.
    [...]"

    Mija się z prawdą. Tyle dostaje doktorant, który pierdzi w stołek i jedynie prowadzi zajęcia dydaktyczne, licząc, że artykulik w niepunktowanym artykule w stylu "Acta Philologica PrzewDolnyiensis" wystarczy, by być badaczem. Doktorant, który prowadzi badania podstawowe zarabia tyle, co każdy inny naukowiec.

    Odpowiedz

Twój komentarz

Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.

Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!

Dowiedz się więcej

Galerie

Polecane