Część polskich uczelni nie spełnia nawet minimalnych standardów. Ministerstwo kontroluje, komisja akredytacyjna wydaje miażdżące oceny i nic. Szkoły wciąż działają.
Trzyletnie studia zaliczone w jeden semestr, piątki w indeksie kupowane za 250 zł i obrona pracy licencjackiej przez telefon – tak wygląda nauka w części prywatnych szkół wyższych. Ministerstwo kontroluje, raportuje, ale niewiele z tego wynika.
Wyższa Szkoła Menedżerska w Legnicy jest znana w regionie. To jednak raczej czarna legenda. – Wielu moich znajomych wciąż miesiącami czeka na obronę pracy. Niektórzy mówili mi, że szkoła chce od nich dodatkowych opłat, uregulowania zaległości, których tak naprawdę nie mają – opowiada absolwent WSM. Dodaje, że zna przypadek obrony dyplomu... przez telefon. Inny student wspomina, że w czasie sesji do indeksu wpisywali się wykładowcy, którzy nie pojawili się nawet na jednych zajęciach w semestrze.