Prowadzenie przez gminy szkolnych stołówek nie jest ich obowiązkiem. Sonda DGP przeprowadzona w 40 gminach potwierdza jednak, że samorządy, mimo wysokich kosztów, nie rezygnują z nich. Ze stołówek korzystają zarówno uczniowie, jak i nauczyciele. Dla pedagogów takie rozwiązanie jest bardzo korzystne. W praktyce często za obiady płacą tyle samo co uczniowie, albo niewiele więcej.

Ich wpłaty pokrywają jedynie tzw. wsad do kotła. Koszt utrzymania stołówki, wypłaty pensji ich pracownikom obciążają więc gminy. Pieniądze na ten cel muszą znaleźć we własnych budżetach – nawet 3-krotnie więcej od wysokości dziennej opłaty uiszczanej przez nauczyciela.

Płacą niewiele

W Szkole Podstawowej nr 1 w Żywcu opiekunowie uczniów płacą za dzienne wyżywienie 3,50 zł. Nauczyciele o 1,3 zł więcej.

– 45 uczniów ma obiady refundowane przez miejski ośrodek pomocy społecznej. A siedmiu korzysta z programu „Pomoc państwa w zakresie dożywiania”, ośmiu ma je fundowane przez sponsorów prywatnych – wylicza Małgorzata Kapała, dyrektor Szkoły Podstawowej nr 1 w Żywcu. Dodaje, że z obiadów korzysta łącznie 165 uczniów na 335 w całej placówce.

Podobnie jest w innych samorządowych szkołach. Na przykład w Białymstoku średnio całodzienna stawka wynosi 4,78 zł. Dla pracowników jest wyższa o 1,94 zł. W Lubiczu uczniowie płacą za posiłek 1,6 zł, a nauczyciele 2,7 zł.

– Koszt obiadu dla dziecka to 4,5 zł. Od pracowników pobieramy o 3 zł więcej – wylicza Zofia Wasiota, naczelnik wydziału edukacji Urzędu Miasta w Pruszkowie.

W Lublinie w zależności od placówki opiekunowie płacą od 2 do 4 zł, a nauczyciele od 4,5 zł do 6,3 zł.

– Uczniowie wnoszą opłaty za wyżywienie w szkole jedynie za wsad do kotła, tj. złotówkę za pierwsze danie i 2 zł za drugie. Nauczyciele płacą pełną kwotę, czyli od 3 do 7 zł za cały posiłek – wyjaśnia Władysława Czyczyn, kierownik Ośrodka Administracyjnego Szkół Gminy Stargard Szczeciński.

Darmowe jedzenie

Samorządy przyznają, że na korzystanie ze szkolnych placówek przez nauczycieli przymykają oczy, nawet jeżeli ci nie wnoszą żadnych opłat.

– Jednak kontrole nad tym powinni pełnić szefowie poszczególnych placówek, a nie urzędnicy z gminy – ocenia Włodzimierz Jedynak, naczelnik wydziału edukacji i spraw społecznych z urzędu miejskiego w Starachowicach.

Problem jednak leży w przepisach. Te oświatowe w ogóle nie regulują kwestii korzystania ze szkolnych posiłków przez nauczycieli (ale także pozostałych pracowników szkół), a także ich rodzin.

Zgodnie z art. 67a ustawy z 7 września 1991 r. o systemie oświaty (t.j. Dz.U. z 2004 r. nr 256, poz. 2572 z późn. zm.) w celu zapewnienia prawidłowej realizacji zadań opiekuńczych szkoła może zorganizować stołówkę, ale obowiązku nie ma. Jeżeli jednak szkoła prowadzi stołówkę, to wysokość pobieranej opłaty nie może być większa niż koszt wsadu do kotła, czyli wysokość środków przeznaczonych na zakup produktów niezbędnych do przygotowania obiadu.

– Wydatki związane z utrzymaniem stołówki, tj. na wynagrodzenia pracowników i składki od tych wynagrodzeń, wydatki rzeczowe na utrzymanie stołówki i przygotowanie posiłków, ponosi organ prowadzący – wyjaśnia Katarzyna Fiedorowicz-Razmus z Urzędu Miasta w Krakowie.

– Stawkę za obiad dla nauczycieli ustala indywidualnie dyrektor szkoły. Jest ona różna w poszczególnych szkołach i zależy od wynagrodzeń osobowych pracowników stołówki szkolnej oraz zużycia mediów – dodaje.

Samorządy wskazują, że gdyby uczniowie i nauczyciele mieli pokrywać całkowity koszt obiadu, to opłaty byłyby kilkakrotnie wyższe.

– Nauczyciele nie uczestniczą w całkowitych kosztach przygotowania posiłków, bo te według naszych szacunków powinny wynosić wtedy około 20 zł za dzień – uważa Zofia Wasiota.

Kłopotliwe rozliczenia

Niektóre gminy koszty obiadów dla nauczycieli określą we własnych uchwałach (np. procentowo). To ich sposób na zabezpieczenie się przed niekorzystnymi decyzjami dyrektorów szkół w sprawie opłat dla nauczycieli.

– Przepisy w tym zakresie nie są spójne. W przypadku naszej gminy różnicę w cenie obiadów, którą płacą pracownicy, naliczamy jako dochód własny – wyjaśnia Włodzimierz Jedynak.

Problemy z tymi przepisami mają też dyrektorzy szkół.

– Mam wątpliwości, czy do kosztów wsadu do kotła należy w przypadku nauczycieli doliczyć narzut, czyli koszty utrzymania stołówki szkolnej, w tym wynagrodzenia jej pracowników – zastanawia się Alicja Waczyńska, wicedyrektor Zespołu Szkolno-Gimnazjalnego w Niechcicach.

I powołuje się na jedną z indywidulanych interpretacji podatkowych Izby Skarbowej w Bydgoszczy.

– Wynika z niej, że nie powinno być żadnych narzutów, bo wtedy mówimy już o zysku dla szkoły. To oznacza, że opłaty dla uczniów i nauczycieli za posiłki powinny być takie same, czyli tylko za wsad do kotła – podkreśla.

Prawnicy nie mają w tym zakresie wątpliwości.

– W przypadku nauczycieli należy przyjąć takie same zasady działania jak w przypadku uczniów. Szkoła nie może w tym zakresie pobierać żadnych dodatkowych opłat. Zapewnianie wyżywienia jest w takim wypadku usługą ściśle związaną z usługami edukacyjnymi i ma wyłącznie charakter pomocniczy – wyjaśnia dr Magdalena Zwolińska, adwokat w kancelarii DLA Piper Wiater sp.k.

Czy narzut doliczany do ceny wsadu do kotła jest przychodem dla szkoły lub nauczyciela?

T ak, ale tylko w sytuacji jeśli nauczyciel otrzymuje od szkoły posiłek, nie on płaci za obiad, lecz szkoła. Posiłek ma jednak swoją wartość, a przepisy podatkowe każą ją ustalać na podstawie wartości rynkowej. Musi ona więc uwzględniać całkowity koszt danego świadczenia oraz marżę. Oznacza to w praktyce, że nie tylko koszt posiłku wliczymy do wartości obiadu, ale również narzut (tj. koszty utrzymania stołówki szkolnej, w tym wynagrodzenia jej pracowników). Tak ustalony koszt obiadu będzie przychodem nauczyciela ze stosunku pracy.