Niektóre wrocławskie szkoły nie przyjmują od rodziców wniosków o dofinansowanie, jeżeli jedynym kryterium miałaby być liczba dzieci. – Mieliśmy kilka telefonów z prośbą o interwencję – mówi nam pracownik Fundacji Praw Rodziców, do której zgłaszali się rodzice. Podobnie było w stolicy. – Pani pedagog, u której składałam wniosek, chciała, by donieść zaświadczenie o dochodach – skarży się jedna z matek.

Tymczasem zgodnie z przepisami w przypadku rodzin wielodzietnych jedynym dodatkowym dokumentem powinna być faktura potwierdzająca zakup książek. Akurat tym kryterium uprawniającym do otrzymania dofinansowania w ramach programu „Wyprawka szkolna” ministerstwo się jednak nie chwali. A na stronach WWW wspomina jedynie o kryterium dochodowym oraz o tym, że programem zostali objęci także uczniowie słabowidzący, niesłyszący, z upośledzeniem umysłowym oraz niepełnosprawnościami sprzężonymi.

Kryterium wielodzietności można znaleźć jedynie, czytając dokładnie instrukcję. Tymczasem w zależności od klasy, do której chodzi dziecko, można uzyskać od 225 do 445 zł. Być może postanowiono zaoszczędzić. Według NIK w latach 2009 i 2010 samorządy nie wykorzystywały środków przeznaczonych na dofinansowanie wyprawki. Sytuacja powtórzyła się w 2012 r., gdy do gmin trafiło 79,7 mln zł, choć pierwotnie planowano wydać ponad 100 mln zł. Gminy zaś wykorzystały jeszcze mniej, bo 69,4 mln zł. Mimo to w tym roku resort chce przeznaczyć na ten cel 180 mln zł i objąć pomocą 575 tys. uczniów. Jeżeli liczba przyjętych wniosków będzie niższa, pieniądze znów wrócą do budżetu i będzie można ogłosić oszczędności.