Nawet największe uczelnie akademickie wciąż mają wolne miejsca, i to na kilkudziesięciu specjalnościach. Uniwersytet Warszawski (UW) prowadzi jeszcze nabór na ponad 60 z nich. W tym na bezpłatną naukę na takich fakultetach, jak geologia, fizyka, ochrona środowiska, politologia czy europeistyka (w zakresie procesów integracyjnych). Z kolei na Uniwersytecie Jagiellońskim (UJ) można nadal dostać się m.in. na geografię, biologię, politykę społeczną, fizykę, kulturoznawstwo czy filologię polską.

Powodem jest malejąca liczba studentów. Z danych Ministerstwa Nauki i Szkolnictwa Wyższego (MNiSW) wynika, że w roku akademickim 2013/2014 liczba studentów spadnie do 1,61 mln. W rekordowym roku 2005/2006 było ich 1,95 mln.

– Wyraźnie widać, że uczelnie tracą kandydatów na studiach płatnych. A to oznacza, że maleją ich dochody – mówi prof. Jerzy Woźnicki, prezes Fundacji Rektorów Polskich. Tę tendencję potwierdzają dane m.in. z UW. – Niż demograficzny jest faktem. Odbija się szczególnie na popularności studiów niestacjonarnych, zwłaszcza wieczorowych. Są to studia płatne, które trudno połączyć z pracą – zauważa Anna Korzekwa, rzecznik UW.

Podobnie jest na UJ. – Rektor wydał decyzję o nieuruchamianiu niektórych płatnych specjalności – przyznaje Katarzyna Pilitowska z UJ. Dotyczy to m.in. socjologii, politologii, zarządzania, polityki społecznej oraz kulturoznawstwa. Na liście tej znajduje się jeszcze 15 innych fakultetów.

Niepokojące jest to, że uczelnie przyjmują coraz słabszych kandydatów. – W przypadku niektórych kierunków rzeczywiście wystarczy niski wynik maturalny, aby dostać się na studia – potwierdza Paweł Łojewski z biura ds. studenckich Uniwersytetu Warmińsko-Mazurskiego w Olsztynie.

Spadają progi punktowe przyjęć zwłaszcza na kierunkach humanistycznych i społecznych. – Dotyczy to np. stosunków międzynarodowych czy politologii, czyli kierunków, które jeszcze kilka lat temu były oblegane – mówi Paweł Łojewski.

Te osoby mogą nie radzić sobie na uczelniach.– W takim wypadku powinny być skreślane z listy studentów. Na to dziekani decydują się jednak rzadko – uważa prof. Jerzy Woźnicki. Tłumaczy, że pozbywając się słabego studenta, uczelnia traci rocznie kilka lub nawet kilkanaście tysięcy złotych ministerialnej dotacji. Jeśli sposób finansowania publicznych szkół wyższych się nie zmieni, to studia będą kończyli absolwenci nieprzygotowani do pracy.

Uczelnie będą zamykać niepopularne kierunki

Na uczelniach rusza właśnie kolejna tura rekrutacji na studia. Wciąż na kandydatów czekają wolne miejsca na bezpłatnych kierunkach. Niektóre szkoły wyższe, w tym te o najwyższej renomie, oferują je jeszcze na kilkunastu, a nawet kilkudziesięciu fakultetach. Tak jest m.in. na Uniwersytecie Warszawskim (UW), Uniwersytecie Marii Curie-Skłodowskiej w Lublinie (UMCS) czy Uniwersytecie Śląskim w Katowicach.

– Niewykluczone, że po zamknięciu naboru ostateczna liczba osób przyjętych będzie niższa w stosunku do ubiegłego roku – ocenia Magdalena Kozak-Siemińska, rzecznik prasowy UMCS.

To efekt spadającej od kilku lat liczby maturzystów. I bardziej racjonalnych wyborów młodych ludzi, którym coraz częściej zależy na studiach, które ułatwią im wykonywanie zawodu i znalezienie pracy. Nawet jeśli nie wydają się tak prestiżowe lub interesujące, jak np. stosunki międzynarodowe czy socjologia.

Nie te fakultety

Jak sprawdził DGP, w tym roku mniejszym zainteresowaniem cieszą się: historia, fizyka, politologia, biologia czy ochrona środowiska. Na te fakultety rekrutuje np. Uniwersytet Kazimierza Wielkiego w Bydgoszczy.

Podobnie jest na Uniwersytecie Wrocławskim. Liczba miejsc przekracza liczbę chętnych m.in. na fizyce, dziedzictwie kultury materialnej, astronomii, a także na kierunkach chemicznych i biologicznych.

Na niektórych uczelniach mniej kandydatów jest nawet na tych fakultetach, które jeszcze rok temu były hitem rekrutacji. Chodzi m.in. o informatykę.

– Choć z rynku pracy płyną wyraźne sygnały, że gwarantuje ona duże szanse na zatrudnienie, jest też na liście ministerialnych kierunków zamawianych, zarówno na naszej uczelni, jak i Politechnice Białostockiej chętnych w pierwszej turze było mniej niż miejsc – mówi Katarzyna Dziedzik, rzecznik Uniwersytetu w Białymstoku.

Spada też zainteresowanie dziennikarstwem.

– Jeszcze trzy lata temu przeżywało oblężenie, ponad 20 osób na miejsce. Dziś nie znajduje się w dziesiątce studiów najbardziej popularnych – mówi Katarzyna Pilitowska z Uniwersytetu Jagiellońskiego.

W tym roku maturzyści rzadziej wybierali też stosunki międzynarodowe i politologię. Na nie dodatkowy nabór prowadzi m.in. Uniwersytet Warmińsko-Mazurski w Olsztynie.

Najmniej problemów z brakiem kandydatów mają medyczne szkoły wyższe.

– Limity miejsc na studiach dziennych wyczerpały się już po pierwszym naborze na wszystkich kierunkach poza zdrowiem publicznym. Na razie niż demograficzny nie dotyka uczelni medycznych – uważa prof. Przemysław Jałowiecki, rektor Śląskiego Uniwersytetu Medycznego w Katowicach.

Na brak kandydatów nie narzekają też niektóre politechniki.

– Tegoroczna rekrutacja była dla nas bardzo pomyślna. W skali uczelni w pierwszej turze rekrutacji mieliśmy 27 tys. kandydatów na 4 tys. miejsc. Nie odnotowujemy negatywnych skutków niżu demograficznego – mówi Agnieszka Pietrukiewicz, zastępca kierownika działu kształcenia i spraw studenckich Politechniki Poznańskiej.

Wolne miejsca w tej szkole zostały już tylko na edukacji artystycznej.

Największe problemy z rekrutacją mają uczelnie w mniejszych miejscowościach. Tak jest w przypadku np. Państwowej Wyższej Szkoły Zawodowej im. Jana Amosa Komeńskiego w Lesznie (PWSZ w Lesznie). Ma jeszcze wolne miejsca na wszystkich oferowanych studiach inżynierskich i licencjackich.

Będą cięcia

Uczelnie zastanawiają się, co zrobić z kierunkami, które tracą na popularności.

– Na temat specjalności, których maturzyści nie wybierają, będą prowadzone rozmowy z dziekanami. Możliwe, że niektóre z nich zostaną zamknięte – wyjaśnia Magdalena Kozak-Siemińska.

Tak będzie również na UW.

– Jeśli zabraknie odpowiedniej liczby kandydatów na dany kierunek, to możemy zakładać, że po prostu umrze śmiercią naturalną, czyli nie będzie prowadzony – tłumaczy Anna Korzekwa z UW.

Z kolei Państwowa Wyższa Szkoła Zawodowa im. Prezydenta Stanisława Wojciechowskiego w Kaliszu (PWSZ w Kaliszu) na fakultety, które nie cieszą się popularnością, planuje nabór tylko co dwa lata.

– Z pewnością przełoży się to na zmniejszenie zatrudnienia, ale mimo wszystko stanowi to lepsze rozwiązanie niż zamknięcie specjalności – twierdzi Piotr Michalak, p.o. rzecznik prasowy PWSZ w Kaliszu.

To jednak będzie oznaczało straty dla uczelni.

– Kierunek wymaga przecież inwestycji przy jego uruchamianiu, np. stworzenia laboratoriów czy specjalistycznych pracowni – dodaje.

Uczelnie zamierzają też zastępować zamykane kierunki nowymi.

– W przyszłym roku akademickim uczelnia wystąpi o zgodę na prowadzenie kolejnych fakultetów. Same zmiany dotychczasowej oferty nie są wystarczającym rozwiązaniem – uważa Damian Kędziora z PWZS w Lesznie.

Dodaje, że odświeżenie i powiększenie listy proponowanych kierunków znacznie bardziej przekłada się na zainteresowanie maturzystów.

Kandydaci wybierają łatwe studia albo te dające pracę

Od lat utrzymuje się zauważalna tendencja wśród młodych osób – wybierają oni przede wszystkim łatwe studia, które nie wymagają większego zaangażowania się, np. kierunki humanistyczne czy społeczne. Maleje liczba tych, którzy decydują się na trudne ścisłe specjalności, np. fizykę. To dwie tendencje, które będą się utrzymywać. Godny odnotowania jest również trend, który wskazuje, że maturzyści coraz bardziej interesują się rynkiem pracy. Zauważyli, że po niektórych kierunkach bardzo trudno o zatrudnienie. Dlatego przenoszą swoje zainteresowania na studia inżynierskie, bo takich absolwentów potrzebują pracodawcy. To także efekt szeroko prowadzonej kampanii zachęcającej do wyboru tych właśnie specjalności.