Miesiąc po rozpoczęciu roku szkolnego komputery, tablice interaktywne, rzutniki czy drukarki trafiły zaledwie do 22 z 402 szkół, jakie zostały zakwalifikowane do pilotażu programu. Zakłada on, że w bieżącym roku szkolnym do tych szkół trafi sprzęt dla uczniów klas 4 – 6 za ponad 50 mln zł. Jednak każda z wybranych placówek musi razem z samorządem zorganizować przetarg. Maksymalna kwota, którą może otrzymać szkoła, to 200 tys. zł. Wprawdzie oficjalnie placówki i samorządy mają czas do końca roku kalendarzowego na zapewnienie uczniom i nauczycielom komputerów, jednak problemy z organizacją przetargów, jakie wyłaniają się z zebranych przez nas informacji, mogą opóźnić pilotaż.

– Pierwszy raz organizowałem takie zamówienie. Na początku wydawało mi się, że wystarczy poczytać trochę w internecie o prawie zamówień publicznych. Szybko okazało się jednak, że procedura jest bardziej skomplikowana – opowiada Henryk Paliwoda, dyrektor Szkoły Podstawowej nr 8 z Białegostoku. – Także nasz informatyk miał problemy z doprecyzowaniem wymagań dla laptopów i innego sprzętu. Musiałem poszukać pomocy na zewnątrz – dodaje.

Mimo to przetarg ogłoszony przez szkołę trzeba było unieważnić: zgłosiła się tylko jedna firma, której oferta przekroczyła budżet o ponad 40 tys. zł. Szkoła zorganizowała więc kolejny. Zmniejszyła wymagania co do sprzętu oraz jego liczbę. Tym razem chętnych było dwóch, ale jeden z nich znowu przekroczył budżet. – Przetarg uznano jednak tym razem za ważny – wzdycha Paliwoda.

Problem białostockiej szkoły jest charakterystyczny dla całego kraju. W Łodzi, w której beneficjentami pilotażu mają być cztery podstawówki, nie ogłoszono jeszcze żadnego przetargu. W województwie podkarpackim na 27 zamówień rozstrzygnięto zaledwie 8. W szkole podstawowej w Czerwonej Wodzie w woj. dolnośląskim przetarg też jest właśnie powtarzany. – W kwietniu, kiedy dostaliśmy się do pilotażu, była u nas mniej niż setka dzieci – mówi dyrektor Lilla Ławniczak. Jednak kilka miesięcy później zlikwidowano pobliską szkołę i we wrześniu liczba uczniów się zwiększyła o 50 osób. – Zamówiliśmy więc większą liczbę przenośnych komputerów, niż było to pierwotnie zakładane. W efekcie oferta, jaką dostaliśmy od firm, przekroczyła budżet. Już wiadomo, że część uczniów nie otrzyma sprzętu – mówi dyrektorka.

To nie koniec problemów. Brak umiejętności dyrektorów i urzędników przy rozpisywaniu przetargów wykorzystują firmy IT, które szukają drogi, by szkoły wybrały ich sprzęt. Metoda jest prosta: firmy zgłaszają się do szkół z ofertą przygotowania za darmo dokumentacji przetargowej, ale de facto proponują bardzo konkretny sprzęt albo przygotowują taką specyfikację, która jest ustawiona pod konkretne produkty. Niektóre wręcz twierdzą, że są rekomendowane przez MEN. Jak pisaliśmy niedawno, sygnałów o nieprawidłowościach było na tyle dużo, że sprawą zajęło się CBA.

Fakty o cyfrowej szkole

2008 – zapowiedź programu „Komputer dla każdego gimnazjalisty”, koszt 25 mln zł.

2009 – planowo pierwsze komputery miało uzyskać 500 tys. uczniów.

Donald Tusk: – Na świecie odbyła się już informatyczna rewolucja. Przyszedł czas, abyśmy my urządzili informatyczną rewolucję w naszych szkołach. Tak jak każdy polski uczeń ma prawo do ciepłego posiłku, tak powinien mieć też dostęp do komputera, oprogramowania edukacyjnego i internetu – mówił w maju 2008 r. premier, zapowiadając program „Komputer dla każdego ucznia”. Z programu się wycofano.

2011: – zapowiedź programu „Laptop dla każdego I-klasisty”, koszt miliard złotych.

Projekt Ministerstwa Infrastruktury był taki: we wrześniu każdy pierwszoklasista dostanie netbooka. Na własność. A każdy nowy rocznik – nowe urządzenia, nawet tablety. Netbooki miałyby starczyć dzieciom do III klasy. Z programu się wycofano.

Grudzień 2011 – rząd zapowiada program „Cyfrowa szkoła”.

Marzec 2012 – pilotaż przyjęty przez Radę Ministrów. Do szkół mają trafić komputery dla uczniów do klas 4 – 6.

Marzec 2012 Michał Boni: – W kwietniu rozpoczną się przetargi na sprzęt. Sprzęt w szkołach będzie w październiku tego roku. Musimy zdać sobie sprawę z jednego: nie mamy wyboru, czy cyfryzować polską szkołę, czy nie. Świat się zmienił i szkoła musi to zauważyć. Zapiszmy się razem na ten „statek kosmiczny” – mówił w jednym z wywiadów Michał Boni, zapowiadając program „Cyfrowa szkoła”.