Badanie TIMSS to przeprowadzane co cztery lata międzynarodowe badanie umiejętności matematyczno-przyrodniczych uczniów klas IV i VIII. Polscy uczniowie uczestniczą w badaniu od 2011 roku, jednak wówczas przystąpili do niego trzecioklasiści.

W 2019 roku najwyższe wyniki z matematyki osiągnęły kraje z Azji: Singapur (625), Hongkong (602), Korea (600), Tajwan (599) i Japonia (593). Polscy uczniowie ze średnim wynikiem 520 punktów uplasowali się na 26. miejscu wśród 58 krajów biorących udział w badaniu. Jak zaznacza Evidence Institute, który przeanalizował wyniki badania wielu innych czwartoklasistów są jednak statystycznie podobne do Polski – porównywalny rezultat uzyskali uczniowie z Portugalii, Danii, Węgier, Turcji, Szwecji, Niemiec, Australii, Azerbejdżanu, Bułgarii i Włoch. 19 krajów osiągnęło wynik istotnie lepszy niż Polska.

Oznacza to, że w porównaniu z 2015 rokiem polscy uczniowie osiągnęli rezultaty niższe o 15 punktów. Jak zaznacza Evidence Institute wyniki najlepszych uczniów pozostały prawie niezmienione, a spadek średniego poziomu zawdzięczamy słabszym rezultatom uczniów przeciętnych i jeszcze niższym uczniów najsłabszych. „W porównaniu z rokiem 2015 mamy podobną liczbę uczniów osiągających najwyższy poziom wiedzy, ale można zaobserwować spadek w odsetku uczniów na poziomie średnim – w 2015 roku było to 80 proc. uczniów, a w 2019 już tylko 73 proc. Najniższy poziom umiejętności w 2015 roku osiągnęło 96 proc. uczniów, a w 2019 roku już 93 proc.” – czytamy w raporcie z badania.

Reklama

W naukach przyrodniczych polscy czwartoklasiści wypadli relatywnie lepiej, uzyskując 531 punktów i plasując się na 16. pozycji wśród 58 krajów. Podobny wynik uzyskali uczniowie ze Szwecji, Anglii, Czech, Australii, Hongkongu, Węgier, Irlandii i Turcji. Statystycznie lepszymi rezultatami od naszych czwartoklasistów mogą pochwalić się tylko uczniowie z dziesięciu krajów. Najlepsze wyniki ponownie uzyskano w Singapurze (595), a kolejne miejsca zajęli czwartoklasiści z Korei (588), Rosji (567), Japonii (562) i Tajwanu. Spadek w porównaniu z rokiem 2015 jest jednak podobny – o 16 punktów. „W 2015 roku 12 proc. uczniów osiągnęło wyniki na najwyższym poziomie, a w 2019 roku było to już tylko 9 proc. W 2015 roku mieliśmy też 85 proc. uczniów na średnim poziomie, a w 2019 było ich 79 proc. Wzrosła też o 2 punkty procentowe liczba uczniów nie posiadających nawet podstawowej wiedzy o przyrodzie” – pisze Evidence Institute.

Z opracowania wynika także, że różnice między wynikami chłopców i dziewczynek są minimalne i dotyczy to wszystkich krajów. Jak jednak zauważają badacze z Evidence Institute spadek średnich polskich wyników w matematyce zawdzięczamy głównie niższym wynikom dziewcząt. „W danych z 2015 roku w przypadku matematyki nie było różnicy w wynikach chłopców i dziewczyn, natomiast przez następne 4 lata wyniki dziewcząt spadły o 18 punktów, a chłopców tylko o 12 punktów. Obecnie różnica między płciami jest nadal niewielka, ale już istotna statystycznie. W przyrodzie zarówno wyniki dziewcząt, jak i chłopców, obniżyły się o 16-17 punktów w porównaniu z 2015 rokiem” – czytamy w raporcie.

Reklama

Skąd wziął się ten spadek umiejętności polskich uczniów? Zdaniem dr. Tomasza Gajderowicza, badacza Evidence Institute i Uniwersytetu Warszawskiego przyczyny mogą leżeć w wydarzeniach ostatnich lat: strajk nauczycieli i to w jakim stanie pozostawił on morale nauczycieli i z drugiej strony reforma edukacji Anny Zalewskiej, która – jak mówi naukowiec – przeszła przez polską szkołę jak tornado. – Zabrakło zarówno czasu na jej przemyślenie i przygotowanie. Likwidacja gimnazjów została przeprowadzona wbrew wnioskom z badań naukowych, w oparciu o sentymenty. Choć reforma dotyczyła starszych roczników, to przyczyniła się do destabilizacji całego systemu – mówi.

- Drugą przyczynę tak słabych wyników znajdziemy w danych dotyczących czasu, jaki uczniowie poświęcają na naukę i pokrycia podstawowych zagadnień, które obejmuje badanie TIMSS. Czwartoklasiści mają relatywnie mało godzin przedmiotów przyrodniczy i matematycznych, co przekłada się na dramatycznie niskie „pokrycia materiału”. W dodatkowym kwestionariuszu uczniom przedstawiono do oceny zagadnienia - mieli oni ocenić, z iloma z nich spotkali się już w szkole. Polscy uczniowie zajęli w tym zestawieniu ostatnie miejsce w naukach przyrodniczych a w matematyce siódme od końca. Wyraźnie widzimy, że nauczanie początkowe w Polsce pozostawia wiele do życzenia – tłumaczy.

- To pokazuje problemy nauki w polskiej szkole. Z jednej strony uczniowie są zasypywani pracami domowymi, a z drugiej – niewiele z nich wynoszą. W edukacji nie chodzi o to, żeby przytłoczyć ucznia zadaniami, z którymi nie umie sobie poradzić. Tu ponownie dochodzimy problemu braku oparcia podejmowanych w edukacji działań przez dowody naukowe – badania psychologii kognitywnej wskazują, że uczeń uczy się lepiej jeśli ma poczucie możliwości osiągnięcia sukcesu i umie rozwiązać stawiane mu wyzwania, jeśli natomiast zostanie przytłoczony zadaniami – ta motywacja do nauki drastycznie spada. Tymczasem w Polskiej edukacji (co pokazują wyniki badań TIMSS) niebezpiecznie rośnie odsetek uczniów, którzy już w czwartej klasie nie osiągają nawet elementarnych umiejętności wymaganych w tym wieku – tym uczniom niezwykle trudno będzie tę lukę nadrobić, nie mówiąc już o ich zniszczonej motywacji do nauki – mówi dr Tomasz Gajderowicz.

Z kolei dr Maciej Jakubowski z Evidence Institue podkreśla, że różnice między wynikami polskich uczniów, a tych z czołówki zestawienia wynikają również z mało ambitnych programów nauczania. - Zagadnienia, które polski uczeń poznaje na etapie klas 4-6, uczeń z Singapuru poznaje w klasach 1-3. Potem z kolei, w klasach 7-8 uczniowie nadganiają cały program z gimnazjum. W efekcie są zmęczeni i przeładowani treścią na tym właśnie etapie. Nie należy bać się ambitnych programów nauczania. To może być dalej nauka przez zabawę i można adaptować wzorce np. z Singapuru. Anglicy zmienili swoje podstawy programowe i przeszkolili nauczycieli z metod nauczania stosowanych w Azji. Ich wyniki są też imponujące - mówi.

Wyniki kolejnych badań mogą być dodatkowo słabe ze względu na pandemię i przejście na zdalne nauczanie. – To, co wydarzyło się na początku roku 2020 w edukacji, można porównać tylko do tsunami. Nigdy wcześniej nauczyciele nie zostali zmuszeni do nauczenia się w zasadzie nowego zawodu z dnia na dzień. Pytanie, czy czas od marca do września został wykorzystany do tego, aby kolejny lockdown nie przebiegł tak samo ciężko. Na pewno tym razem było łatwiej, bo nauczyciele wiedzieli już co mają robić. Na poziomie centralnym ten czas nie został jednak w pełni wykorzystany. Zrobiono zdecydowanie zbyt mało, by najsłabsi uczniowie nie wypadli z procesu edukacji. Główny cel powszechnej edukacji, jakim jest wyrównywanie szans, nie jest więc efektywnie realizowany. Tymczasem, Rząd z wrażliwością drwala, zamyka i otwiera szkoły, podczas gdy skuteczne i nauczanie w tych trudnych czasach wiedzie przez dobrze zaprojektowaną edukację hybrydową – łączącą przeciwdziałanie wykluczeniu z jednoczesnym wykorzystaniem efektywnych technik jakie oferuje edukacja zdalna - podsumowuje.