- Za funkcjonowanie uczelni, w tym realizację procesu dydaktycznego, odpowiada rektor. Z ustawy – Prawo o szkolnictwie wyższym i nauce wynika, że początek roku akademickiego rozpoczyna się 1 października, a kwestie organizacji zajęć i dni wolnych ustalane są przez władze uczelni autonomicznie. Minister oczywiście sprawuje nadzór nad działalnością szkół wyższych, ale interweniować może tylko wtedy, gdy uczelnia nie realizuje podstawowych zadań. Trudno uznać, że zapewnienie przez uczelnie wolnego od zajęć na czas protestu narusza tę zasadę - mówi prof. Jerzy Pisuliński, dziekan Wydziału Prawa i Administracji UJ
DGP
Reklama
Czy uczelnie, które wprowadziły godziny rektorskie w związku z protestami wywołanymi wyrokiem Trybunału Konstytucyjnego w sprawie aborcji, mogą spotkać negatywne konsekwencje finansowe?

Reklama
Przypominam, że za funkcjonowanie uczelni, w tym realizację procesu dydaktycznego, odpowiada rektor. Z ustawy – Prawo o szkolnictwie wyższym i nauce wynika, że początek roku akademickiego rozpoczyna się 1 października, a kwestie organizacji zajęć i dni wolnych ustalane są przez władze uczelni autonomicznie. Minister oczywiście sprawuje nadzór nad działalnością szkół wyższych, ale interweniować może tylko wtedy, gdy uczelnia nie realizuje podstawowych zadań. Trudno uznać, że zapewnienie przez uczelnie wolnego od zajęć na czas protestu narusza tę zasadę.
Wracając do pytania o finanse – podziału pieniędzy między uczelnie dokonuje minister odpowiedzialny za szkolnictwo wyższe. Otrzymują je one w formie subwencji, którą mogą w miarę elastycznie wykorzystywać na realizacje swoich celów statutowych, m.in. na badania i dydaktykę. Prawo o szkolnictwie wyższym i nauce oraz akty wykonawcze wydawane na jego podstawie określają kryteria podziału środków, które powinny być brane pod uwagę przez ministra. Nie pozostawia to mu wielkiej swobody przy podejmowaniu decyzji. Oczywiście zawsze może zmienić rozporządzenie dotyczące algorytmu podziału pieniędzy i inaczej przekierować ich strumień. Zanim jednak przepisy się nie zmienią, nie może inaczej wpłynąć na te kwestie. Ale to tylko jedna strona medalu. Szkoły wyższe dostają także środki z różnych ministerialnych programów, gdzie jest już większa uznaniowość.
W jakich przypadkach?
Mam tutaj na myśli choćby pieniądze na dodatkową infrastrukturę badawczą. Jeżeli minister nie przyzna ich uczelni na wzniesienie np. nowego budynku, który jest potrzebny do instalacji urządzeń badawczych, to oczywiste, że wpłynie to niekorzystnie na działalność naukową takiej jednostki. Prawo o szkolnictwie wyższym i nauce przewiduje także możliwość zwiększenia wysokości subwencji przez ministra (art. 368 ust. 8 i 9). Co więcej, ustawa wyłącza w niektórych przypadkach (jak w art. 368 ust. 9) stosowanie przepisów kodeksu postępowania administracyjnego do zwiększenia subwencji. To oznacza, że rozstrzygnięcie ministra o jej niepowiększeniu nie podlega kontroli sądu administracyjnego. Minister ma więc pewne instrumenty do tego, żeby ukarać niepokorne uczelnie.
Z doniesień medialnych wynika, że sędzia Justyn Piskorski, zasiadający w składzie TK, który wydał kontrowersyjny wyrok, został poproszony przez współpracowników o rezygnację z kierowania Zakładem Prawa Karnego na Wydziale Prawa i Administracji UAM w Poznaniu. Czy widzi pan tutaj naruszenie prawa?
Z ustawy wynika, że osoby pełniące funkcje kierownicze na uczelniach są powoływane i odwoływane przez rektora. To on – w zależności od regulacji statutowych – powołuje i odwołuje kierowników katedr i zakładów. Na uczelni, podobnie jak w innych miejscach, gdzie osoby muszą ze sobą współpracować, może dochodzić do konfliktów. Jedne osoby nie chcą pracować z innymi. Zazwyczaj te konflikty nie przybierają jednak takiej formy, o której pani mówi. W przypadku prof. Justyna Piskorskiego podstawą do takiej reakcji jego współpracowników był wyrok TK. Zachowania pracowników nie można jednak rozpatrywać w kategoriach łamania prawa. Wyrazili oni po prostu swoją opinię. Sędziowie muszą się liczyć z krytyką ich rozstrzygnięć.
Widzę tutaj natomiast inny problem – łączenia funkcji sędziego i nauczyciela akademickiego. Dzisiaj dyskutujemy o sędzim Piskorskim, ale jutro może to dotyczyć każdego orzecznika, który wydał takie, a nie inne orzeczenie. Polski ustawodawca dopuszcza możliwość pracy sędziów na uczelniach, bo zakłada, że nie będzie to kolidowało z ich działalnością orzeczniczą. Faktycznie może być z tym niekiedy problem. Może pojawić się niebezpieczeństwo wywierania nacisku na osobę pełniącą funkcję sędziego. Dlatego w niektórych systemach możliwość łączenia tych dwóch funkcji jest wykluczona. Ponadto trzeba mieć na uwadze, że studenci prawa chcą mieć kontakt z sędziami, bo mogą się od nich wiele nauczyć. Zajęcia prowadzone przez praktyków mogą być bardzo wartościowe. To jednak zależy od tego, kim jest sędzia i czy w swojej działalności kieruje się określonymi wartościami.