W związku z panującą pandemią osoby pracujące w szkołach częściej niż w poprzednich latach korzystają ze zwolnień lekarskich. Jest to zgodne z wszelkimi zaleceniami dotyczącymi i uczniów, i nauczycieli – wszyscy są proszeni, by w razie infekcji zostać w domu. Do częstszego niż zwykle pójścia na chorobowe zachęcają same wytyczne Głównego Inspektora Sanitarnego, resortu zdrowia i edukacji. Szefowie szkół i przedszkoli obawiają się jednak, że wkrótce będą mieć problemy ze znalezieniem zastępstw. A przy braku pełnej obsady trudniej jest też spełnić pozostałe obostrzenia sanitarne, np. dotyczące ograniczenia kontaktów czy mniejszych grup w świetlicach.

Wolne i chorobowe

W tym roku nauczyciele na zwolnienia lekarskie trafiali już w pierwszych dniach września. A im więcej osób jest nieobecnych, tym trudniej zorganizować zastępstwo. W jednej z podstawówek na warszawskiej Woli nauczycielkę z klasy II, która na sześciodniowe zwolnienie trafiła już w drugim tygodniu nauki, zastępowało aż dziewięciu nauczycieli z innych klas. Tymczasem sanepid zaleca, aby do uczniów (zwłaszcza w klasach I–III) był przypisany jeden nauczyciel.

– Nie miałam jeszcze takiej sytuacji, aby w młodszych klasach nauczyciela na zwolnieniu lekarskim zastępowała więcej niż jedna osoba – mówi Iwona Płocka z Niepublicznej Szkoły Podstawowej w Piotrowicach (woj. wielkopolskie). Sama jednak przyznaje, że sytuacja w jej szkole jest nietypowa. – Jeśli mam nauczyciela podziębionego, to proponuję mu nawet kilka dni urlopu wypoczynkowego, ale regulacje w samorządowych placówkach nie dają takiej możliwości (tam nauczyciele mogą brać urlop tylko w czasie wakacji – red.) – dodaje.

Dlatego szefowie samorządowych szkół rozkładają ręce i obawiają się, że problemy z zastępstwami będą coraz większe. – Do ubiegłego tygodnia było w miarę normalnie – jeden lub dwóch nauczycieli nieobecnych, ale w tym mam już pięciu, w tym także matki dzieci, których przedszkola zostały zamknięte. Mamy już trudności z zastąpieniem niektórych nauczycieli. Pozostaje nam zwalniać uczniów wcześniej do domu. Jeśli w takim tempie będzie przyrastała liczba nauczycieli na zwolnieniach, to będziemy mieli poważny problem organizacyjny – mówi Tomasz Malicki, profesor oświaty i wicedyrektor Technikum nr 2 w Krakowie. – W naszym województwie są rekordowe liczby zakażeń, a to nie wróży najlepiej. Jeśli sam będę lekko podziębiony, to nie zamierzam jechać do szkoły – dodaje.

Na zwolnienia lekarskie chodzą też nauczyciele, którzy są w grupie ryzyka, czyli mają ukończone 60 lat i dodatkowo mają choroby współistniejące. – Mamy już drugi raz w tym roku katechetę na kwarantannie i musimy organizować za niego zastępstwa. Nie zamierzam zawracać głowy burmistrzowi i sanepidowi pismami o wprowadzenie dla tej osoby możliwości kształcenia zdalnego. Jakoś musimy się przemęczyć te 10 dni – mówi Jacek Rudnik, wicedyrektor szkoły podstawowej nr 11 w Puławach. On jednak również przyznaje, że obawia się kolejnych miesięcy. – W ubiegłym roku w okresie grypowym bardzo dużo pracowników przebywało na zwolnieniach lekarskich. Ten rok może być jeszcze trudniejszy do zorganizowania bieżącej nauki – przestrzega.

Marek Pleśniar, dyrektor Ogólnopolskiego Stowarzyszenia Kadry Kierowniczej Oświaty zwraca uwagę, że nauczyciele boją się koronawirusa, a dostępu do bezpłatnych testów nie mają. Dodatkowo obawiają się zarzutu, że – w razie zakażenia – z ich powodu szkoła zostanie zamknięta. Dlatego chętniej niż dotychczas chodzą na zwolnienia lekarskie, choć gdyby nie pandemia, wielu przyszłoby do pracy mimo kataru czy przeziębienia.

Prawnicy przyznają, że to słuszna strategia. – Prawo jednak takich kwestii nie reguluje, a zachowanie wytycznych sanitarnych w wielu przypadkach jest niewykonalne, np. w sytuacji zastępstw regulacje antycovidowe nie mają zastosowania – mówi Robert Kamionowski, ekspert ds. prawa oświatowego, radca prawny z kancelarii Peter Nielsen & Partners Law Office. Jego także nie dziwi, że w obecnej sytuacji nauczyciele częściej niż zwykle korzystają ze zwolnień lekarskich. – Pierwszym nakazem dla pracowników, w tym nauczycieli, jest troska o zdrowie – swoje, ale także uczniów. W sytuacji pogorszenia stanu zdrowia zwolnienie lekarskie jest przejawem troski i chronienia również dzieci w szkole lub przedszkolu – przypomina.

Uelastycznienie przepisów

Zarówno eksperci, jak i dyrektorzy podkreślają, że łatwiej byłoby zorganizować pracę szkoły, gdyby można było elastycznie ją dostosowywać do warunków. Związek Nauczycielstwa Polskiego domaga się więc zdjęcia obowiązku uzgadniania z organem prowadzącym i sanepidem decyzji o przejściu na kształcenie zdalne lub hybrydowe. Tym bardziej, że taka zgoda dotyczy też pojedynczych osób na kwarantannie. – Za chwilę część nauczycieli będzie na kwarantannie, pozostali na zwolnieniach lekarskich i nie będzie miał kto uczyć, bo procedura występowania o zgodę skutecznie zniechęca dyrektorów i dezorganizuje pracę placówki. Dyrektorzy powinni mieć możliwość podejmowania samodzielnie decyzji, np. o tym, czy nauczyciel na kwarantannie może się połączyć z uczniami zdalnie z domu, czy nie – przekonuje Krzysztof Baszczyński, wiceprezes ZNP.

Marek Pleśniar przyznaje, że takie regulacje byłyby dużym ułatwieniem w zarządzaniu placówkami oświatowymi w czasie pandemii.

– Mamy czerech nauczycieli na zwolnieniu lekarskim i jednego z covidem, do tego cztery klasy w izolacji. Dodatkowo bardzo dużo uczniów nam choruje, w samych klasach maturalnych ponad 60 proc. nie uczęszcza do szkoły. Gdybym mogła samodzielnie podjąć decyzję, to maturzyści trafiliby na tydzień lub dwa na zdalną naukę. A tak nauczyciel prowadzi lekcje tylko z tymi, którzy przychodzą do szkoły – mówi Anna Sala, dyrektor I Liceum Ogólnokształcącego w Suchej Beskidzkiej. – Jeśli pojawi się kolejne zakażenie, będę robić wszystko, aby cała placówka przeszła na naukę online, bo nie mam tylu specjalistów, aby prowadzili na zastępstwie zajęcia w oddziałach z rozszerzonym profilem z chemii, fizyki czy innych przedmiotów – deklaruje.