Mimo jasnych wytycznych ministra edukacji narodowej i zapisów w rozporządzeniu część szkół i nauczycieli prowadzi standardowe nauczanie: nauczyciele wysyłają uczniom materiał, który mają opanować; zadają prace domowe, które będą oceniane; a część próbuje nawet przeprowadzać sprawdziany i sprawdzać obecność ( szerzej pisaliśmy o tym tutaj >>>> ). Kolejne kuratoria biorą sprawy w swoje ręce i wysyłają pisma do dyrektorów, w których proszą o stosowanie się do rozporządzenia. Na przykład kuratorium w Kielcach pisze: „Rekomenduję, aby podczas pracy zdalnej z uczniami, nauczyciele przygotowywali i wykorzystywali materiały pogłębiające, utrwalające zdobytą przez uczniów wiedzę i umiejętności, wpływali na rozwijanie ich zainteresowań (zadania nie powinny angażować uczniów dłużej niż 3 do 5 godzin dziennie).” I przypomina: W trakcie zawieszenia działalności dydaktycznej szkół:

szkoła nie prowadzi zajęć edukacyjnych (ani w budynkach szkół, ani za pomocą środków komunikacji elektronicznej),
• szkoła nie prowadzi oceniania uczniów (ocenianiu podlegają tylko zrealizowane w szkole treści),
• zadania przesyłane przez nauczycieli w ramach tzw. nauczania zdalnego nie mogą mieć charakteru obligatoryjnego, ich wykonanie bądź niewykonanie nie może być podstawą do wystawienia oceny, ani w trakcie zawieszenia działalności dydaktycznej, ani po jej ustaniu,
• udział w „lekcjach” organizowanych w ramach nauczania zdalnego nie może mieć dla uczniów charakteru obligatoryjnego, w szczególności nieuczestniczenie w tych „lekcjach” nie może być podstawą do wpisywania nieobecności na zajęciach,
• zadania i tematy realizowane w ramach nauczania zdalnego mogą dotyczyć tylko tych partii materiału, które zostały już omówione i powinny służyć utrwaleniu i powtórzeniu zdobytych już wiadomości,
• nauczyciele nie mogą realizować nowych tematów, albo też zlecać uczniom samodzielnego opracowania takich tematów.

To jednak nie koniec zmian. W najbliższych dniach wejdzie w życie rozporządzenie MEN, które ureguluje organizację kształcenia wykorzystującego metody tzw. zdalnego nauczania. Minister Dariusz Piontkowski prosi dyrektorów, by ci sprawdzili, na ile ich szkoły są gotowe do prowadzenia nauki na odległość. A chodzi tu przede wszystkim o dostęp zarówno nauczycieli jak i uczniów do komputera i internetu. Ale nie tylko. Jak zauważa MEN, kształcenie zdalne to także konieczność wdrożenia rodziców w to, jak należy przygotować miejsce pracy dla ucznia, jak stosować zasady higieny nauki oraz jak zadbać o bezpieczeństwo w sieci.

W przypadku tak szybko przygotowywanych rozwiązań pojawia się wiele wątpliwości. Pisze o nich w liście do MEN Związek Nauczycielstwa Polskiego., i pyta:
- Czy ministerstwo edukacji w swoich planach uwzględnia różnice w dostępie do sprzętu komputerowego poszczególnych uczniów i rodzin (także wielodzietnych)?
- Czy ministerstwo w swoich planach uwzględnia zróżnicowany dostęp do szybkiego Internetu w różnych regionach kraju?
- Czy ministerstwo uwzględnia fakt, że nauczyciele nie posiadają służbowego sprzętu do wykonywania systematycznej pracy online, szybkiego łącza internetowego czy oprogramowania antywirusowego?
- Czy ministerstwo uwzględnia fakt, że nauczyciele nie zostali przeszkoleni w zakresie zdalnego kształcenia (czym innym są umiejętności w zakresie TIK wykorzystywane na lekcjach a czym innym kształcenie online)?

- Polscy nauczyciele, zdając sobie sprawę z powagi sytuacji, w jakiej się znaleźliśmy z powodu koronawirusa, od kilku dni mobilizują się w sieci i sami organizują zajęcia online w różnej formie. Robią to, chociaż nie ma systemowych rozwiązań w tym zakresie, wykazując się wiedzą i kreatywnością, a przede wszystkim odpowiedzialnością – pisze Sławomir Broniarz i dodaje: „Jako związek zawodowy stanowczo domagamy się przyjęcia rozwiązań realistycznych, uwzględniających całą złożoność sytuacji i trudne warunki, w których nauczyciele prowadzą zdalne nauczanie. Nie do zaakceptowania jest dla nas taka sytuacja, w której nauczyciele będą rozliczani z realizacji obowiązków niemożliwych do wykonania”.

W podobnym tonie wypowiada się Protest z wykrzyknikiem, który zauważa, że materiały dotychczas udostępnione przez MEN są obarczone błędami: niektóre materiały zostały przypisane do niewłaściwego poziomu nauczania, w przykładowych planach lekcji znajdują się rzeczy omówione w poprzednim semestrze, poszczególne linki w ogóle się nie otwierają, zdarzają się takie niespodzianki, jak lekcja o okolicznikach w dziale mitów greckich. Wreszcie - lekcje są nieprzemyślane pod kątem praktycznego zastosowania - niektórych materiałów nie można otworzyć na smartfonach, chociaż minister cyfryzacji kazał nauczycielom przemyśleć działania pod tym kątem.