statystyki

Twitter, Netflix, LoL, spanie. Nie dla #koronaferii

autor: Anna Wittenberg13.03.2020, 07:40; Aktualizacja: 15.03.2020, 16:32
Nadciągająca epidemia koronawirusa to kolejna po strajku nauczycieli dezorganizacja roku szkolnego w ciągu ostatnich 12 miesięcy

Nadciągająca epidemia koronawirusa to kolejna po strajku nauczycieli dezorganizacja roku szkolnego w ciągu ostatnich 12 miesięcyźródło: ShutterStock

Twitter, Netflix, LoL, spanie. Taki plan na najbliższych 14 dni przedstawił jeden z młodych internautów. Rząd w środę zdecydował o zamknięciu na dwa tygodnie szkół. Od rodziców i nauczycieli będzie zależało, czy uczniowie spędzą ten czas wpatrzeni w ekrany pecetów i smartfonów.

Na środową konferencję premiera Mateusza Morawieckiego uczniowie czekali z zaciśniętymi kciukami, bo już od kilku dni mówiło się o tym, że placówki mogą zostać zamknięte. Kiedy szef rządu ogłosił, że lekcji do 25 marca nie będzie, w młodzieżowych zakątkach mediów społecznościowych wybuchła radość. Jedni publikowali filmy z nagraniami wybuchów ekscytacji, kolejni zmieniali zdjęcia profilowe na twarz premiera, a jeszcze inni publikowali plany na następne dni. Tweet, wspomniany na początku tekstu, tylko w ciągu kilku godzin dorobił się tysiąca podań.

Nadciągająca epidemia koronawirusa to kolejna po strajku nauczycieli dezorganizacja roku szkolnego w ciągu ostatnich 12 miesięcy. Warto pomyśleć, jak sensownie zagospodarować czas uczniów w takich przypadkach. Na razie nie robią tego ani rodzice, ani ministerstwo, ani szkoły. Zapowiada się więc, że rekordy popularności nad Wisłą będą święcić TikTok, patostreamerzy i platformy serialowe.

C zeka mnie praca z dzieckiem na kolanach. Po co to wszystko? – zastanawiał się w środę znajomy rodzic. Choć podobne pytania zadają sobie wszyscy, którzy zmuszeni są teraz zorganizować opiekę dzieciom, nie ma na nie jednoznacznej odpowiedzi. Badania nie dają jasnego przekazu, czy zamknięcie szkół pomoże ograniczyć rozprzestrzenianie się koronawirusa, dają jednak poszlaki, że to prawdopodobne.

Podobne środki podejmowano choćby w USA w czasie epidemii hiszpanki w drugiej dekadzie XX w. Według danych analizowanych przez amerykańskich naukowców prewencyjne zamknięcie szkół na 143 dni ocaliło mieszkańców Saint Louis. Zgonów spowodowanych grypą było tam trzy razy mniej niż w Pittsburghu, gdzie lekcje zawieszono tydzień po osiągnięciu szczytu zachorowań, w dodatku jedynie na 53 dni.

Ken Eames z London School of Hygiene and Tropical Medicine sięgnął po nowsze przypadki. Przeanalizował rozwój epidemii grypy H1N1 w 2009 r., dochodząc do wniosku, że dynamika rozprzestrzeniania się wirusa jest skorelowana z terminarzem roku szkolnego – jak wynika z analiz jego zespołu, w czasie wolnym od zajęć dzieci mają o 40 proc. mniej kontaktów społecznych. Są jednak warunki. Ricardo Basurto Dávila na łamach „Influenza and Other Respiratory Viruses” zwrócił uwagę na badania przeprowadzone w Argentynie podczas epidemii grypy wywołanej wirusem H1N1. Choć szkoły zamknięto, to młodzi nie mieli zakazu kontaktów społecznych – uczniowie z 67 proc. przebadanych przez rząd gospodarstw domowych deklarowali, że w czasie zamknięcia szkół wychodzili na miasto, a 45 proc. – wiele razy. Najczęściej odwiedzali supermarkety i spotykali się z przyjaciółmi w zamkniętych pomieszczeniach.


Pozostało jeszcze 73% treści

2 dostępy do wydania cyfrowego DGP w cenie
9,80 zł Za pierwszy miesiąc.
Oferta autoodnawialna
PRENUMERATA 2020

Polecane

Reklama

Twój komentarz

Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.

Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!

Dowiedz się więcej

Galerie

Polecane