W poniedziałek w Centrum Partnerstwa Społecznego "Dialog" odbędzie się nadzwyczajne posiedzenie prezydium Rady Dialogu Społecznego dotyczące kryzysu w oświacie. Ze strony rządu mają w nim wziąć udział m.in minister rodziny, pracy i polityki społecznej Elżbieta Rafalska i minister edukacji narodowej Anna Zalewska.

W posiedzenie weźmie udział także prezydencki minister Andrzej Dera. "Jestem zaproszony na to spotkanie jako przedstawiciel pana prezydenta. Pan prezydent patronuje dialogowi społecznemu. Po spotkaniu z panem premierem mówił o potrzebie spotkania, rozmów i wypracowania porozumienia w dialogu. To dialog jest kluczem do rozwiązywania tego typu sporów i problemów" - podkreślił Dera w rozmowie z PAP.

Dodał, że w tym spotkaniu będzie uczestniczyć w roli obserwatora, gdyż właśnie taką rolę ma prezydent. "Później zdam panu prezydentowi relację, w jaki sposób przebiegało to spotkanie. Dopiero kiedy prezydent tę wiedzę będzie miał, będzie się zastanawiał, co dalej i jakie plany będzie miał" - zaznaczył minister.

Dera podkreślił, że na posiedzenie Rady Dialogu Społecznego jedzie z nadzieją, iż uda się uzyskać porozumienie. "Te rozmowy powinny doprowadzić przynajmniej do tego, żeby w wyniku protestu nie ucierpiały dzieci. Wszyscy uczestnicy tego spotkania powinni mieć to w sercu" - ocenił. "Jeżeli protest grozi w tym momencie zatrzymaniem możliwości awansu do klas, do szkół średnich, to jest dla uczniów niebezpieczne" - powiedział.

Zdaniem prezydenckiego ministra nauczyciele zasługują na podwyżki, bo - jak mówił - są jedną z najmniej zarabiających grup, a pełnią bardzo ważną funkcję społeczną. "Natomiast ważna jest kwestia, w jaki sposób to robić, bo to nie jest tak, że jedna grupa będzie miała od razu sto procent zadowolenia, tylko do tego powinno się dochodzić, w procesie, etapami" - zauważył Dera.

Wszystkie trzy największe związki zawodowe działające w oświacie: Związek Nauczycielstwa Polskiego (ZNP), Sekcja Krajowa Oświaty i Wychowania NSZZ "Solidarność" i Forum Związków Zawodowych domagają się podwyżek wyższych, niż proponuje rząd.

Od 11 marca w budynku kuratorium oświaty w Krakowie akcję okupacyjną prowadzą nauczyciele z sekcji oświatowej "Solidarności". W czwartek szef Sekcji Krajowej Oświaty i Wychowania NSZZ "Solidarność" Ryszard Proksa poinformował, że jeżeli postulaty pracowników oświaty nie zostaną uwzględnione przez rząd, to w poniedziałek przedstawiciele "Solidarności" rozpoczną protest głodowy. Decyzja o proteście głodowym zapadła podczas nadzwyczajnego posiedzenia Sekcji Krajowej Oświaty i Wychowania NSZZ "Solidarność" w Krakowie.

Procedury sporu zbiorowego w styczniu rozpoczęły ZNP i Wolny Związek Zawodowy "Solidarność – Oświata" należący do FZZ, prowadzą referenda strajkowe, które kończy się w poniedziałek 25 marca. Jeśli taka będzie wyrażona w referendum wola większości, strajk rozpocznie się 8 kwietnia. Oznacza to, że jego termin może zbiec się z zaplanowanymi na kwiecień egzaminami zewnętrznymi: 10, 11 i 12 kwietnia ma odbyć się egzamin gimnazjalny, 15, 16 i 17 kwietnia – egzamin ósmoklasisty, a 6 maja mają rozpocząć się matury.

ZNP chce zwiększenia o 1000 zł tzw. kwoty bazowej służącej do wyliczania średniego wynagrodzenia nauczycieli. Forum Związków Zawodowych żąda zwiększenia o 1000 zł wynagrodzenia zasadniczego nauczycieli na wszystkich stopniach awansu zawodowego. Sekcja Krajowa Oświaty i Wychowania NSZZ "Solidarność" domagała się natomiast wcześniej podwyżki o 15 proc. jeszcze w tym roku, a później poinformowała, że żąda m.in. podniesienia płac w oświacie, podobnie jak w resortach mundurowych, czyli nie mniej niż 650 zł od stycznia tego roku i kolejnych 15 proc. od stycznia 2020 r. do wynagrodzenia zasadniczego bez względu na stopień awansu zawodowego nauczyciela.

W piątek minister edukacji Anna Zalewska zaapelowała do nauczycieli o niezakłócanie przebiegu egzaminów. "Centralna Komisja Egzaminacyjna jest przygotowana do przeprowadzenia egzaminów. W szkołach powołano już zespoły nadzorujące. Zwracam się do wszystkich nauczycieli z prośbą o to, by byli przy swoich uczniach" – powiedziała. Kilka godzin później szef ZNP Sławomir Broniarz podkreślił, że to, czy dojdzie do strajku, zależy wyłącznie od szefowej MEN. "Jeżeli pani minister mówi: +opamiętajcie się+, to ja ten apel traktuję jako apel do koleżanek i kolegów w rządzie: do ministra finansów, do pana premiera, do posłów PiS, aby opamiętali się i nie doprowadzali do sytuacji, w której rzesza kilkuset tysięcy nauczycieli 8 kwietnia odmówi podjęcia pracy" – powiedział.

Kto zapłaci za prezydencką pomoc dla frankowiczów