Czy zastanawialiście się jak będziemy się uczyli za sto lat?
Na przykład taka szkoła. Czy będziemy chodzić jeszcze do szkoły? Może zamiast tradycyjnej szkoły będziemy uczyć się przez internet? Tylko czy to by było fajne? Siedzieć pół dnia przed monitorem i słuchać wirtualnego nauczyciela. A gdzie wyścigi na korytarzu, koledzy, którzy bez pytania pożyczają ołówek czy gumkę z piórnika (i nigdy ich nie oddają), co z wymianami śniadaniowymi (orzechy za kabanosa , wafle ryżowe za ciasto, warzywa za... nie na to nikt się nie chce wymieniać, lub giełda cukierków). No i jeszcze wf, tego się nie da zastąpić.
Szkoła to nie tylko nauka, ale też wszystko dookoła. Nie wyobrażam sobie szkoły bez kolegów, gadania na lekcjach i wyczekiwania dzwonka na przerwę.