Autopromocja

Zalewska: Nie chcę brać dzieci jako zakładników [WYWIAD]

Minister edukacji Anna Zalewska
Minister edukacji Anna ZalewskaNewspix / DAMIAN BURZYKOWSKI
22 stycznia 2017

Będę zachęcać polityków opozycji do działań zgodnych ze zdrowym rozsądkiem - mówi w rozmowie z DGP minister edukacji Anna Zalewska o pomyśle edukacyjnego referendum.

To była długa rozmowa. Prezydent ma prawo, żeby przy tak dużej reformie mieć wątpliwości. Przedstawiałam liczby i plan tego co już zostało zrobione. Dementowałam doniesienia pojawiające się w przestrzeni publicznej, jak na przykład to, które mówi o przygotowaniu gimnazjum do nauczania przedmiotowego. Pokazałam prezydentowi, że pracownie są w 25 proc. szkół.

Tłumaczyłam też w jaki sposób liczymy pieniądze i etaty nauczycieli. Żeby pokazać panu prezydentowi, że w budżecie na zmiany są przewidziane finanse.

Nałożył się na to okres świąteczny.

To była mniejsza zmiana, tylko kilka punktów w ustawie. Tu stworzyliśmy nowe prawo.

Jest bardzo wiele zmian. Na przykład przywracamy pełne nauczanie historii. W 2012 roku, kiedy wdrażano obecną podstawę programową, były głodówki i protesty w sprawie podstawy programowej z historii.

O nie, trudno uznać redaktorów, którzy walczyli o historię w szkole, żeby byli po stronie Prawa i Sprawiedliwości. Podstawa z 2012 roku nie sprawdziła się, była tak podzielona, że nie kończyła się po trzech latach. W szkole średniej realizowano jakby czwartą klasę gimnazjum. Zresztą słabo wypadała nie tylko historia. Podstawę programową oceniły badania PISA z 2015 roku. Pokazały, że są spore spadki.

Badania trzeba czytać w całości. Badaniami z 2012 roku, kiedy Polska miała duży wzrost można się było zachwycić, dopóki nie przeanalizowało się szczegółów, np. jak polski uczeń radzi sobie z zastosowaniem wzorów matematycznych, jak ocenia szkołę. Zresztą nadal będziemy uczestniczyli w programach międzynarodowych badań, one ocenią naszą zmianę.

Jak pani liczy milion?

To nie tak. Nikt absolutnie nie zostanie w jakikolwiek sposób skrzywdzony. Jest dokładnie odwrotnie - materiał w klasie 7 i 8 będzie wyrównywał to, co nie wydarzyło się w klasie 5 i 6.

My mówimy o 12 latach kształcenia - w 7 i 8 klasie to jest materiał, który odpowiada temu co wydarzyło się od klasy 1 do 6 i przygotowuje młodego człowieka do tego, żeby stał się już uczniem 4-letniego liceum.

Nie, absolutnie nie. Każdy uczeń skończy szkołę z pełną wiedzą dotyczącą całości historii. W gimnazjum uczniowie ledwo zaczynali XX wiek, nie kończyli i tak naprawdę kumulowano wiedzę w liceum, gdzie przez cały rok uzupełniano różnice. Przywracamy zatem całość kształcenia, będzie współczesna historia, uczeń po 8 klasie wyjdzie z pełną wiedzą.

I jeden, i drugi.

Dlatego, że dbamy o to, aby cały cykl został zakończony, to jest zwyczajnie uczciwe w stosunku do ucznia i nauczyciela. Pozwalamy przyzwyczaić się do nauczania przedmiotowego, bo jak pani dobrze wie, nauczyciele się od niego odzwyczaili. Po to dajemy czas na doskonalenie zawodowe.

Będziemy, bo są egzaminy z języka polskiego, obcego i matematyki. To kluczowe kompetencje i one zostaną zweryfikowane. Dziś zresztą egzaminy są połączone, mają po kilka zadań z poszczególnych przedmiotów i nie są odzwierciedleniem wiedzy młodych ludzi.

Bo ten rynek jest rynkiem wydawców. Rządowy elementarz obowiązywał tylko w klasach 1-3, w pozostałych dyrektor kupował książki z ministerialnej dotacji, ale od wydawców.

Dotrzymałam słowa - w przyszłym roku „Nasz Elementarz” będzie jedynym podręcznikiem, ale tylko w klasach 2 i 3, po to żeby zamknąć trzyletni cykl jego użytkowania. Dla kolejnych pierwszych klas będzie już nieobowiązkowym materiałem edukacyjnym do dyspozycji nauczycieli. Utrzymujemy przy tym darmowość – każdy dyrektor dostanie dotację na kupno podręczników dla uczniów.

Nauczyciel może kupić za te pieniądze inny materiał edukacyjny.

Na ten moment zostaje, jak jest. Jeśli znajdzie się grupa, która będzie chciała poprawiać ten projekt, może to zrobić, bo książka jest na wolnych licencjach. MEN nie jest wydawnictwem.

To stan przejściowy, tylko na dwa lata. Poza nimi zmienia się już bardzo wiele – są dodatkowe pieniądze w subwencji oświatowej na doradców zawodowych i godziny do dyspozycji dyrektora. Ograniczyliśmy też liczbę egzaminów zawodowych – dotychczas co dwa tygodnie odbywał się jakiś egzamin. Szkoła zawodowa właściwie przestała funkcjonować.

Pokazaliśmy w rozporządzeniu 54 zawody, które przeanalizowaliśmy pod kątem zmniejszenia kwalifikacji z trzech do jednej lub dwóch i uaktualnienia efektów kształcenia. Dyrektorzy już nam za to dziękują.

Czekamy na ucznia po 8. klasie. Trudno oczekiwać, że w kształceniu ogólnym dokonamy zmian wcześniej. W tym tygodniu po raz kolejny spotykają się eksperci i będziemy rozmawiać o podstawach, chcemy, by ogólne przedmioty prowadzone były z myślą o zawodzie. Nie możemy jednak wszystkiego zmienić jednocześnie.

Te problemy wynikają z faktu, że jesteśmy jednym z nielicznych krajów na świecie, gdzie występuje dwuzmianowość. Dążymy do jednozmianowości i mniejszych klas. Docelowo po reformie w szkole podstawowej będziemy mieć nie więcej niż 20 osób w klasie. W większości wypadków będzie tak, że dziecko po prostu zostanie w swojej szkole.

Wniosek o referendum z pytaniem o gimnazjum już był. Podpisy „zmielili” ci, którzy zachęcają do referendum, czyli PO i PSL. Nie przypominam sobie, żeby ZNP wtedy protestował. Po drugie, referendum odbyło się przy okazji wyborów parlamentarnych. PiS miał w programie wygaszanie gimnazjów. Po trzecie – jeżeli autorzy referendum byliby odpowiedzialni, zbieraliby podpisy od czerwca, kiedy ogłosiliśmy pomysł na zmiany. Do 31 marca zostaną podjęte uchwały o sieci szkół. Proszę sobie wyobrazić, w jaki sposób ocenią to nauczyciele, rodzice, dyrektorzy czy samorządowcy.

Będę zachęcać polityków opozycji do rozsądku, abyśmy nie brali dzieci na zakładników.

Nie ma tu czarno-białych rozstrzygnięć. Trzeba wziąć odpowiedzialność za rok pracy, za wydatkowane pieniądze, za przestawienie systemu. Nie będzie dobrze dla systemu edukacji, jeśli ta dyskusja potrwa dalej.

Będę rekomendować współpracę na rzecz edukacji. Również posłom opozycji.

Dla dzieci. Dla podniesienia jakości edukacji, czteroletniego liceum, branżowej szkoły, dlatego, żeby każda szkoła podstawowa była tak samo dobra. Dla szerokopasmowego internetu w każdej szkole, dla jednozmianowości, dla bezpieczeństwa. Także dlatego, aby o godz. 15. rodzic mógł odebrać ze szkoły najedzone dziecko z odrobionymi lekcjami. Ale na to jedna kadencja to za mało. To proces na 7 lat.

Wyniki egzaminów, wyniki badań międzynarodowych, satysfakcję nauczycieli, to, czy dzieci lubią szkołę. Także to, że będzie pięciu nauczycieli na jedno miejsce pracy.

Nie, dajemy wolność obywatelom. To oni mają podejmować decyzje. Naszym zadaniem jest spowodować, aby każda z tych form była atrakcyjna.

Ależ oczywiście tak, przecież współpracuje z nami, jest współautorem podstawy programowej z języka polskiego. Cieszymy się, że będzie koordynatorem u pana prezydenta. Minister – koordynator reformy – Maciej Kopeć, jest z nim w stałym kontakcie. Prof. Waśko będzie na spotkaniach zespołu, który będzie widywał się średnio raz na tydzień.

Ja nie kategoryzuję. Jesteśmy razem przy tej reformie. Mamy dwa miejsca, kompetencje pana prezydenta i ministra edukacji. Pan prezydent chce wziąć współodpowiedzialność za tę reformę. Wszystkie instrumenty prawne i finansowe są jednak po stronie ministerstwa edukacji, ale będziemy współpracować.

Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.

Autopromocja
381367mega.png
381364mega.png
381208mega.png